Misja Gdańsk, czyli wielki powrót do wyjść po latach

1
Cześć, miałam tu kiedyś konto gdzie opisywałam swoje pierwsze wyjścia w środku nocy za małolata wokół komina, o tym jak pewnej nocy matka zorientowała się że mnie nie ma i postanowiła na mnie poczekać i wparadowałam prosto na nią w obcasach i spódniczce, później opisywałam moje pierwsze, popołudniowo-wczesno wieczorne wyjścia w okresie jesiennozimowym między ludźmi w Gdańsku, w którym trochę mieszkałam. Ostatnie kilka lat było przerwą, ze względu na powrót do rodzinnej miejscowości, mniej miejsca, brak możliwości wyjść oraz stwierdzenie w lustrze że nie wyglądam już tak dobrze jak kiedyś, poskutkował skurczeniem się kolekcji ubrań i akcesoriów do kilku ulubionych spódniczek, jednej sukienki, koszuli i paru par rajstop. Zostawiłam sobie też szal i czapkę, tak na wszelki wypadek, bo wiedziałam że prędzej czy później będę chciała wrócić. Ostatni rok jednak był absolutnie inny, straciłam chęć nawet do noszenia rajstop, które w okresie jesienno-zimowym nawet jak on, nosiłam pod spodniami niemal codziennie. A musicie wiedzieć że to od rajstop się wszystko zaczęło i jestem absolutną ich fanatyczką. Alicja gdzieś we mnie zasnęła, nie dawała o sobie znać, nawet moja męska część zastanawiała się czy ona jeszcze się kiedyś obudzi. Moja męska część wracała też myślami do wyjść w Gdańsku, szczególnie do ostatniego, najdłuższego, kilkukilometrowego spaceru na którym zdałam sobie sprawę że nikt nie zwraca na mnie uwagi. Żałowałam też że nie wychodziłam częściej, że nigdy nie zrealizowałam marzeń typu wyjście w dzień, wyjście na starówkę czy do parku. Raz byłam już ubrana w samochodzie i czekałam na parkingu żeby się odważyć wyjść jednak stchórzyłam. Wielokrotnie później plułam sobie z tego powodu w brodę. Jesień w tym roku zaczęła się dość szybko, miałam nieco ciężki okres i kiedy na instagramie moja męska wersja patrzyła na te wszystkie dziewczyny na spacerkach w parku, w płaszczach, spódniczkach i rajstopach, coś we mnie pękło. Ala doszła w końcu do głosu, wyciągnęłam więc jedna ze swoich ulubionych spódniczek którą podpatrzyłam u biologicznej koleżanki która bardzo fajnie się ubiera i udało mi się ją znaleźć w internecie i kupić, do tego oczywiście czarne rajstopki, stanęłam przed lustrem i... stwierdziłam jak bardzo mocno schudłam. Znów bardzo podobały mi się moje nogi w rajstopach, znów podobało mi się to uczucie kiedy spódniczka falowała z każdym ruchem, znowu zapragnęłam poczuć chłodny wiatr na nogach i usłyszeć stukot swoich obcasów.

Plan, kompletowanie ubrań i spontaniczne wyjście.

Wiedziałam że będę w listopadzie jechać do klienta do Gdańska. Wiedziałam czego chcę - odhaczyć Gdańską starówkę i chociaż przejść przez galerię. Szybko zaczęłam wertować allegro i kompletować potrzebne mi rzeczy, zamówiłam dwa płaszcze, jeszcze jedną fajną spódniczkę, dwie pary butów, bluzkę i torebkę. Jeden płaszcz okazał się kompletnym nie wypałem, za mały, za krótki, beznadziejny krój i materiał. Jednak kiedy przyszła ostatnia paczka, czyli drugi płaszcz (który okazał się strzałem w dychę, choć był kilka cm dłuższy niż myślałam) i spódniczka. Ubrałam się tak dla testu żeby zobaczyć jak to wszystko wygląda razem i miałam w planie zrobić kilka zdjęć. Jednak kiedy zobaczyłam się w lustrze... cóż, wiedziałam dokładnie czego chce. To był pierwszy naprawdę zimny dzień, zawinęłam więc twarz szczelnie szalem i założyłam czapkę. Nie miałam czasu żeby ogolić nogi, zaczynało się ściemniać więc założyłam kryjące czarne rajstopy i bijąc się z myślami stałam 10 minut trzymając za klamkę od drzwi. Zdążyło się zrobić w tym czasie ciemno, dla spokoju głowy, spakowałam sobie w torbę podstawowy komplet męskich ciuchów gdybym spanikowała, albo nie miała opcji wrócić - nic mnie bardziej nie stresuje niż wyjście i wejście do domu - szczególnie w rodzinnych stronach. Otworzyłam drzwi, zawahałam się, jednak jeśli mówi się A, trzeba mówic i B. Wystawiłam nogę na klatkę schodową i wypchnęłam wręcz samą siebie. Nie było już odwrotu, zanim zorientowałam się co się stało usłyszałam szczęk zamka i schodziłam klatką schodową. Wyszłam na zewnątrz i poczułam sie jak pierwszy raz kiedy kompletnie ubrana wyszłam o drugiej w nocy. Tym razem było to popołudnie i okolica zamiast być opustoszała była wypełniona ludźmi. W oddali ku mojemu przerażeniu zauważyłam sąsiadkę z psem, spojrzała na mnie przez ułamek sekundy jednak kompletnie nie przykułam jej uwagi. Ośmielona tym, ruszyłam aby jak najszybciej oddalić się od swojego bloku. Dziwne to było uczucie wędrować tymi chodnikami kiedy dopiero się ściemniło i byli na nich inni ludzie, jednak przepełniała mnie radość, duma i strach, obeszłam całe osiedle i... spanikowałam. Wiedziałam że nie dam rady tak wrócić, oczywiście gdybym musiała to bym wróciła, ale opuściłam osiedle, poszłam w dobrze mi znane bezpieczne miejsce gdzie szybko się przebrałam i wróciłam do domu. Wiedziałam już że wyjścia w rodzinnych stronach to nie dla mnie. Jednak skoro mam iść na starówkę i do galerii, muszę się z pewnymi rzeczami oswoić.

Próba Generalna i pierwsze wyjście za dnia

Długo główkowałam jak to wszystko ogarnąć, nie wiedziałam gdzie będę jeszcze w gdańsku spać, czy będę miała możliwość ubrania się w hotelu, czy nie. Wiedziałam też że jeśli mój plan się powiedzie, to będę chciała więcej.

Zaczęłam typować miejsca w pobliskich miastach nadające się do wyjść. Zorientowałam się też że nie mam wcale tak daleko do uzdrowiskowej miejscowości, w której niezależnie od pory dnia, na ulicach i parkach jest mnóstwo starszych ludzi i można się łatwo wtopić w tłum. Uknułam plan, ubrałam się jako Ala, na to załozyłam męskie ciuchy, damskie okrycie wierzchnie i buty spakowałam w torbę i pojechałam... Jako że trochę się ślizgnęłam czasowo, na miejsce dotarłam jak jeszcze było jasno choć robiła się powoli szarówka.

Zaparkowałam, szybko ściągnęłam kurtkę, narzuciłam płaszcz, wrzuciłam w stanik wypełnienia żeby nadać sobie troche kształtu, ściągnęłam spodnie, zmieniłam buty, owinęłam się szalem i... wyszłam z samochodu.
Zadowolona z siebie zaczęłam iść przed siebie w stronę głównej ulicy. W oddali zauważyłam grupkę młodych chłopaczków, w związku z tym że było nadal jasno, ja nie byłam jeszcze pewna siebie, szybko czmychnęłam na drugą stronę ulicy, spuściłam głowę i tak szłam, delektując się widokiem swoich nóg jeszcze w świetle dnia :) Gdzieś po drodze w szybie sprawdziłam jak wyglądam - jest okej ! Zatem idziemy, dotarłam do głównej ulicy i tam odważyłam się podnieść głowę i popatrzeć czy ktoś na mnie patrzy.
Oczywiście nikt na zmarźluchę owiniętą szalem nie zwracał uwagi ;) Zachęcona takim obrotem spraw, skierowałam się w stronę znanego mi, wiecznie zatłoczonego parku. Mijałam grupki ludzi delektując się każdym krokiem i stopniowo go zwalniając, uważnie nasłuchiwałam strzępów rozmów. Jednak nigdzie "chłop się za babę przebrał" nie usłyszałam :) Kiedy dotarłam do parku, było już naprawdę mocno szaro, jednak ludzi było multum.

Spacerowałam sobie alejkami, zahaczyłam o jakiś jarmark oglądając co oni tam sprzedają, jednak specjalnie tego nie zarejestrowałam bo przez głowę leciały mi myśli w stylu "Zrobiłaś to, wyszłaś i po latach w końcu spacerujesz między ludźmi, po parku, kiedy nie jest jeszcze kompletnie ciemno" Miałam już wracać, jednak zdecydowałam że przysiądę sobie na chwilę na ławce - czym jest spacer w parku bez siedzenia na ławeczce ? Poudawałam bardzo zajętą grzebiąc w telefonie, i po jakiejś chwili zorientowałam się że zrobiło się już ciemno, ludzi nadal było sporo więc przeszłam się jeszcze chwilę i wyszłam z powrotem na miasto. Kiedy zorientowałam sie że ludzi ubywa a ja robię się zmęczona, zaczęłam kierować się już bez większych przygód w stronę samochodu. Całe wyjście mimo wszystko uznałam że przeszłam bez stresu i że jestem gotowa na to co ma nadejść już za kilka dni.

Misja Gdańsk - Dzień 1 - Plany, a rzeczywistość której nie śmiałam nawet planować

Zupełnie nieświadoma tego co ma nadejść, przed lustrem w hotelu zaczęłam się ubierać żeby zrobić ostatni fit check przed wyjściem.
Tym razem postawiłam na moim zdaniem najbardziej kobiecą rzecz pod słońcem - cienkie czarne rajstopki. Do tego botki, czarna bluzka i krótka prosta spódniczka w kratkę.
Przy swojej figurze powinnam nosić raczej rozkloszowane spódniczki, ale uznałam że pod płaszczem i tak jej nie będzie widać. A za to bardzo fajnie ją czuć i cały czas przypomina Ci o tym że masz na sobie spódniczkę a nie spodnie ;)
Na to wszystko założyłam podstawowy zestaw męskich ciuchów i pojechałam do galerii przy starówce.

Plan był prosty, z torbą ciuchów pędzę do toalety dla niepełnosprawnych, tam na spokojnie się ładnie ubieram w wierzchnie ciuchy, jeśli starczy odwagi, torbę z męskimi ubraniami odnoszę do samochodu, jeśli nie zabieram ją na spacer. Później po wszystkim, już jako on miałam zajrzeć do któregoś ze sklepów, może kupić jakąś spódniczkę "dla swojej dziewczyny". W galerii było sporo ludzi, droga do toalety dla niepełnosprawnych wiodła przez food hall gdzie było mnóstwo głośnej młodzieży, w głowie rysowały mi się już najgorsze scenariusze.
Na miejscu okazało się, że toaleta dla niepełnosprawnych jest zamknięta - trzeba wezwać obsługę przyciskiem. Przebierania w męskiej lub damskiej nie zaryzykuje. Nie wycofam się też jak dotarłam do tego miejsca. Pozostała jedyna opcja - samochód, wróciłam do samochodu, przy okazji zauważając ze tam gdzie stoję, kompletnie nie widać co dzieje się w środku. Szybko się przebrałam i z głową pełną wątpliwości chwile siedziałam gotowa.

W mojej głowie odezwał się jednak mój własny męski głos "Mała, zaszłaś tak daleko, tyle na to czekałaś, nie wycofasz się teraz. Widzimy się za godzine, no już, wypad z samochodu. You go girl!" Sama siebie wypchnęłam z samochodu i absolutnie przerażona tym co mam zrobić szłam w kierunku wejścia wpatrując się w swoje stopy robiące krok za krokiem w stronę - jak mi się wtedy wydawało - nieuchronnej zagłady. Oj głupia głupia.. jeszcze wtedy nie wiedziałaś co Ty dziś odstawisz! Chociaż, może gdybyś wiedziała, nigdy byś nie wyszła...

Weszłam do hali wejściowej z parkingu, jedyna droga na dół wiodła windą. Ku mojemu przerażeniu okazało się że czeka w niej dość sporo ludzi, w tym jakaś młoda dziewczyna z chłopakiem i kilku facetów. Młoda dziewczyna rzuciła na ułamek sekundy okiem gdzieś w okolice moich nóg i wróciła do rozmowy ze swoim chłopakiem. Jak się okazało wszyscy czekali żeby opłacić bilet parkingowy, wezwałam szybko windę i modląc się żeby była pusta, niedowierzałam co ja robię. Winda była faktycznie pusta, z lustrem, wchodząc do niej zobaczyłam dziewczynę zawiniętą w szal - to ja !!! Może dla was to nic takiego, ale w swoich oczach wyglądałam absolutnie niesamowicie. Szybko wybrałam piętro i cyknęłam sobie selfika w lustrze - teraz już wiem czemu dziewczyny ciągle to robią.

Kiedy dojechałam na dół, dość sporo ludzi czekało żeby wejść do windy. Szybko wydreptałam z tej windy i zaczęłam iść w stronę wyjścia - do którego miałam całkiem spory kawałek. Zawstydzona, zażenowana niczym mała bezbronna dziewczynka, z wzrokiem wbitym w podłogę zaczęłam się zastanawiać co ja właściwie robię. Zmusiłam się żeby podnieść głowę, popatrzeć na reakcje ludzi i gdzie ja właściwie idę żeby na coś lub kogoś nie wpaść. I co? Zero reakcji, nikt nie zwraca na mnie uwagi. Zadowolona z takiego obrotu spraw nabrałam trochę odwagi i zdecydowałam się na dłuższą drogę na zewnątrz.

Po drodze popatrzyłam zazdrośnie na dziewczyny robiące zakupy w Housie - "Może kiedyś..." - pomyślałam. I po chwili opuściłam galerię, poczułam chłodne powietrze i ogromną ulgę, również trochę dumy z siebie, doszłam do wniosku że nie było to aż tak straszne. Skierowałam się w stronę starówki, niesamowicie się ciesząc i nie dowierzając że w końcu to robię. Gdzieś po drodze do przejścia podziemnego, wypatrzyłam fajnie ubraną dziewczynę na ławeczce, pomyślałam sobie że muszę tu przysiąść jak będe wracać.

Kiedy dotarłam do Długiej, zwolniłam kroku i powoli sobie spacerowałam obserwując ludzi, poczułam się już wtedy niesamowicie pewnie, skoro nikt nie zwraca na mnie uwagi a dotarłam aż tutaj, jest dobrze. Zastanawiałam się troche co sobie niektóre dziewczyny myślą, one wszystkie nawet jak mają spódniczki, to mają do tego grubsze rajstopy. A tu leci wariatka, 17 den na nogach, w czapce, opatulona szalem po same oczy... z jakiegoś powodu, strasznie mnie to rozbawiło. Zanim się zdążyłam zorientować dotarłam pod samego żurawia, nie bardzo chciałam iść w mniej uczęszczane uliczki, więc zdecydowałam że wrócę pod galerię, a potem gdzieś się jeszcze pokręce i dopiero wrócę do hotelu. Wracając zaczęłam się zastanawiać, co by było gdyby mnie teraz ktoś nagle zapytał o drogę. Zauważyłam dziewczynę z torba i przypinkami LGBT, a gdybym to ja zapytała o drogę? Nie mam ani niskiego ani wysokiego głosu, bardzo ciekawiła mnie reakcja, uznałam jednak że to głupi pomysł i poszłam dalej. Przechodząc pod zielona bramą, gdzie zawsze ktos gra na instrumencie usłyszałam nagle...

"So... So you think you can tell.. Heaven from hell, blue skies from pain.."

Była to moja ukochana piosenka, śpiewana z tak przejmującym smutkiem, i tęsknotą w głosie której nie ma nawet w oryginale. Stanęłam jak wryta, powoli się obróciłam, chciałam śpiewać razem z nim, przez głowe przebiegło mi milion myśli, o tym jak bardzo tęskniłam i jak bardzo chciałam robić to co teraz robię, oczy zaszkliły mi się łzami. Spojrzał na mnie, wrzuciłabym mu nawet stówę gdybym miała bo ten wieczór naprawde nie mógł być piękniejszy. Niestety, miałam tylko karty, zapomniałam gotówki z samochodu. Odważyłam pokazać się kciuk do góry i poszłam dalej.

"Can you tell a green field, from a cold steel rail? A smile from a veil? Do you think you can tell?"

Mimo że nie śpiewał idealnie, śpiewał z tak przejmującą emocją w głosie że musiałam nagrać sobie fragment, wiedziałam że będe chciała do tego momentu wrócić. Nie wiem przez co przeszedł, ale mam nadzieje że wszystko okej.

Bez większych przygód, spokojnie i pewnie dotarłam z powrotem do galerii, kalkulowałam że ten spacer zajmie mi godzinkę, przysiadłam na wspomnianej wcześniej ławeczce, spojrzałam na zegarek i ku mojemu zdziwieniu, minęło jakieś 45 minut, uznałam że to zdecydowanie zbyt krótko, lekko rozpięłam dolną część płaszcza, zrobiłam sobie kilka zdjeć, poudawałam zajętą telefonem i po chwili stwierdziłam że jeszcze się przejdę.
Wstałam ruszyłam i...

Reserved, zakupy i buszowanie po sklepach

Przez okno galerii zauważyłam że w Reserved jest dość mało ludzi, zbliżała się wkońcu 19 godzina, galeria jest czynna do 21. Przypomniało mi się jak z wypiekami na twarzy czytałam wpisy na forum o zakupach en femme, i wyobrażałam sobie jakie to musi być piękne uczucie grzebać i móc swobodnie przymierzać wszystkie te ubrania. Pare razy kupowałam jak on damskie rzeczy, jednak bez przymierzania i z masą stresu. Uznałam że raz kozie śmierć, jak sie bawimy, to się bawimy. Że i tak byłam ciekawa reakcji ludzi. Przekonywałam się też że nie musze zaraz nic kupować, że mogę po prostu przymierzyć. Wiedziałam jednak że jak już zacznę coś robić, i jak któraś ze spódniczek które planowałam przejrzeć mi się spodoba - to kupię. Jak mówimy A to mówimy B. Z uśmieszkiem na twarzy skrytym pod szalem... weszłam do Reserved.

Kątem oka zauważyłam w jednym z luster zmarźlaczkę w szalu, rozejrzałam się po sklepie, ani obsługa, ani klientki - dział męski był piętro wyżej - nie zwrócili na mnie najmniejszej uwagi. Zachęcona, zaczęłam powoli przechadzać się i szukać czegoś co mi wpadnie w oko. Dotarłam do wieszaka ze spódniczkami, wzięłam dwie które mi się spodobały i poszłam do przymierzalni, uważnie obserwowałam panią z obsługi przy przymierzalni wydającą paczki. Ta jednak była zajęta komputerem i nie zaszczyciła mnie nawet spojrzeniem oka.

Okazało się że na końcu korytarza jest gigantyczne lustro w którym obserwowałam samą siebie jak idzie po spełnione marzenia. Jedna spódniczka okazała sie taka sobie, druga jednak była perfekcyjna - biorę !!! Oczywiście musiałam zrobić sobie zdjęcie na pamiątke w przymierzalni



Poszłam jednak poszukać jeszcze czegoś, jak szaleć to szaleć. Wypatrzyłam kolejna, jednak okazało się że były to skortsy. W spodniach chodzę na codzień, to ma być kiecka! ;) Nagle, gdy grzebałam w spódniczkach, zamarłam, do "mojego" wieszaka podeszła jakaś na oko 16-17 letnia dziewczyna i zaczęła grzebać w tych ubraniach razem ze mną. Nie wiedziałam co zrobić, szybko się okazało, że na zmarźluche w szalu nie zwraca najmniejszej uwagi, więc jak gdyby nigdy nic kontynuowałam swoje poszukiwania. W Reserved nic więcej już nie znalazłam.

Czas udać się do kasy. Moja ciekawość wygrała bez najmniejszego problemu z obawami i strachem. Podeszłam do kasy i położyłam spódniczke na ladzie. Odpowiedziałam troche nieśmiało dzień dobry, najwyższym głosem jaki wiem że umiem z siebie wydobyć. Pani jednak zapytała czy tylko to, odpowiedziałam że tak, tylko. Zapytała czy doliczyć torebkę, poprosiłam żeby tak właśnie zrobiła. Pytań nie było końca, ale przez to nabrałam jednak pewności, zapytała czy taka wystarczy, potwierdziłam i już sama z siebie dodałam że zapłacę kartą. Zapłaciłam, podziękowałam powiedziałam do widzenia i zadowolona z siebie ruszyłam w stronę wyjścia. Nie mam pojęcia czy zostałam rozpoznana, ale nawet jeśli nie odczułam tego. Zauważyłam samą siebie w lustrze na jednej z kolumn, strzeliłam więc pamiątkowe zdjecie :)
Rozochocona gigantycznym sukcesem zaczęłam odhaczać kolejne sklepy z ubraniami. W jednych coś mierzyłam, w innych nie. W którymś ze sklepów po drodze zmieniłam spódniczkę na nowo zakupioną. Odhaczyłam też CCC żeby zobaczyć co mają i czy są moje rozmiary. Były choć nie zdecydowałam się na przymiarki. Czego dziś żałuje bo okazało się że moje botki jednak dość mocno mnie poobcierały. Plus idzie ochłodzenie a ja w planach mam kozaki.. ;) Trudno, będzie trzeba gdzieś pojechać kupić :) Co się odwlecze to nie uciecze.

Gdy wyszłam z CCC po chwili moim oczom ukazał się on... Święty Graal każdej transki, nie powiecie że nie - Sklep z damską bielizną i rajstopami. Zwykle kupuje je przez internet, lub gdzieś w jakichś marketach. Ostatni raz, jako on, w sklepie z rajstopami byłem robić zakupy jak miałem... jakieś 14 lat. To były moje pierwsze zakupione a nie zawinięte dwie pary rajstop, białych. Interakcje z ekspedientką miałam już za sobą więc wparowałam do tego królestwa, ku mojemu zdziwieniu nie było ekspedientki. Nie szkodzi, zaczęłam sobie grzebać w opakowaniach z ulubioną częścią garderoby. Wiedziałam czego szukam, pierwsze na liście były czarne 40 den, ale nie z mikrofibry a przezroczyste. W marketach są nie do dostania a przez internet tak różnie. W między czasie z zaplecza wyszła pani, elegancko zresztą ubrana, jak na miejsce pracy przystało w spódnicę i ładne rajstopy. Zapytała czy coś mi pomóc lub doradzić. Odparłam że na razie dziękuje i kontynuowałam poszukiwania. Sklep był malutki więc pani stała w gotowości w pobliżu swojej nietypowej klientki ;) Rajstopy znalazłam, co prawda z raczej wyższej półki, cena niemal 40 złotych.. Nie szkodzi, masz dziś swoje święto, poza tym nigdy nie miałam takich rajstop i zawsze byłam ciekawa czym się różnią od takich za 6-10 zł. Zauważyłam też przeogromny wybór kolorowych. A że uwielbiam kolorowe, przypomniało mi się że szukam jasnych fioletowych, niestety tych akurat nie było, były tylko ciemne odcienie, a takie już mam. Czarnych 20 w serduszka lub kropki nie znalazłam. Ruszyłam do kasy gotowa zapłacić, jednak pani sprzedawczyni była wciąż na środku sklepu wpatrzona gdzieś dal. Nie było innej możliwości niż odezwać się i powiedzieć że wybrałam i chciałabym zapłacić. W tym sklepie również nie dano mi odczuć ze coś nie gra, nie było żadnych komentarzy, spojrzeń, ani nawet przyglądania się. Zapłaciłam, podziękowałam i wyszłam. Ciekawe czy byłam lub jestem bohaterką również innej historii :)

Z rozbiegu, w poszukiwaniu rajstop w kropki lub serduszka wpadłam do następnego, nieco większego rozmiarowo sklepu, tam pań obsługujących była już trójka, nie zdążyłam dobrze rzucić okiem. Już usłyszałam "Dzień dobry, czy coś doradzić lub pomóc? czy szukamy czegoś konkretnego?" Owszem szukałam, ale podziękowałam i zbyłam panią, nie mogłam sobie odmówić przyjemności samodzielnego grzebania ;) Niestety nic nie znalazłam, ruszyłam dalej odhaczać sklepy. Pominęłam tylko Zare, powoli zbliżała się 21. Zauważyłam też że zwróciłam uwagę najpierw faceta na jakiejś wyspie bankowej. A później dwa razy wpadłam na faceta wyraźnie zaciekawionego. Zostało mi 15 minut do zamknięcia, potem wyłączają windę i będę musiała dostać się na parking schodami i pytać o drogę. Sprawdziłam Jeszce w telefonie centrum handlowe po drodze do hotelu, te otwarte do 22, zatem nie przebieram się teraz, wpadnę jeszcze tam na zakupy, mieli tam w markecie kiedyś spory wybór rajstop, a no i szal który mam na sobie kupiłam właśnie tam. Opłaciłam bilet parkingowy, zapakowałam się do windy (oczywiście strzelając zdjecie) i poszłam do samochodu
Po krótkiej przejażdżce, tu już totalnie swobodnie ruszyłam na zakupy jedzeniowe, przy okazji przegrzebałam dokładnie rajstopy, i kupiłam sobie czarne rękawiczki, następnego dnia ma być zimno i padać, plus to doskonały kamuflaż męskich dłoni ;) Było na sklepie sporo ludzi, plus sporo grupek młodzieży jednak poziom wyluzowania był już taki że momentami zapominałam ze tak naprawdę jestem facetem w damskich ciuchach. Kupiłam sobie jeszcze błyszczyk, co prawda nie umiem i nie maluję się teraz, błyszczyki lubię i dla własnej przyjemności lubię go sobie czasem użyć. Po zapłaceniu, bramka zaczęła pikać, winowajcą okazały się rękawiczki, panie z obsługi miały to jednak w nosie, żeby uniknąć jednak nieprzyjemności zaczepiłam jedną z nich mówiąc że mi tu pika, jak gdyby nigdy nic zrobiła co trzeba i poszłam do samochodu.

Podjęłam kolejna decyzje, wracam tak do hotelu, nie mam najmniejszej ochoty dziś na męskie ciuchy. Wróciłam tak do pokoju, po drodze w hallu spotkałam tylko gościa rozmawiającego przez telefon, nie był mną wcale zainteresowany. Cała szczęśliwa, dumna nadal niedowierzająca wróciłam i zobaczyłam szczęśliwą siebie w pokojowym lustrze. Zanim poszłam się ogarniać i spać, posiedziałam jeszcze trochę jako Ona, nadal myśląc o wszystkim co się dziś wydarzyło. Sprawdziłam też nowe rajstopy, wybór był prosty - jutro jest dzień rajstop w serduszka :) Te droższe z kolei zrobiły na mnie ogromne wrażenie, takiej jakości się nie spodziewałam. Niesamowicie mięciutkie w dotyku i przelewające się przez palce, wyglądają świetnie, zachowam je sobie na jakieś wyjście w środku dnia :) Jeszcze przed snem rzuciłam okiem na zdjęcia i cała szczęśliwa poszłam spać.

Dzień drugi

Niestety nie mogłam wystartować z hotelu, po spełnieniu swoich obowiązków jako On, pojechałam do znanej mi knajpy gdzie wiedziałam że będę mogła dokonać części przemiany, co tylko mogłam założyłam tam pod spód, i pojechałam pod inne centrum handlowe zrobić sobie zakupy na drogę powrotną. Tu w samochodzie szybko pozbyłam się męskich ciuchów pozwalając wyjść na wierzch prawdziwej Ja. Ubrałam płaszcz, pozachwycałam się nową spódniczką w połączeniu z rajstopkami w serduszka i z grubej rury od razu powędrowałam do marketu na zakupy. Kupiłam co potrzebowałam na drogę powrotną i znów pojechałam do centru, faktycznie dziś strasznie lało. Co za tym idzie galeria była dziś oblegana, przeczekałam w tłumie ludzi 3 rundy windy zanim udało mi się złapać taką do której w ogóle dało się wejść. W windzie człowiek na człowieku trochę mnie przytłoczyło. Szukałam ratunku wpatrując się w podłogę, zauważyłam też że jedna dziewczyna dłużej mi się przyglądało, chyba coś jej nie grało. Ostatecznie w końcu dojechaliśmy na dół a ja powędrowałam na zewnątrz, rozłożyłam parasol i powolnym krokiem w deszczu spacerowałam tym razem nie w stronę przejścia podziemnego, a naziemnego przejścia dla pieszych. No cóż, dotarłam do niego dokładnie w momencie gdy zapaliło się czerwone, tuż za mną zebrał się tłum ludzi, nie zdawałam sobie sprawy ale czeka się tam niesamowicie długo, w między czasie zauważyłam ze w przeciwieństwie do wczoraj, mimo deszczu i niższej temperatury dziś dziewczyny stawiały głównie na cieniutkie rajstopy, ucieszyłam się że nie jestem jedyną wariatką decydującą się na taki wybór w taki dzień. Do tego zamiast typowej zazdrości i smutku że one tak mogą a ja nie, tym razem cieszyłam się że choć na trochę jestem jedną z nich :) Spacer przebiegał bardzo powoli bez przygód i większych emocji, ot odkryłam że to zupełnie inaczej spacerować w deszczu w spódniczce niż w spodniach, i że z jakiegoś powodu gdy czuje kropelki na nogach w rajstopach sprawia mi to dziwną przyjemność. Nie było mi też wcale zimno, mimo że za dnia jako On zastanawiałem się jak ja dziś wyjdę, nie wiem czy to emocje, czy ten płaszcz jest faktycznie tak ciepły. Po drodze gdzieś zauważyłam że luzuje mi się niebezpiecznie szal i potem może być to problemem, stwierdziłam że nie będę się tym teraz przejmować, jest już ciemno, nikt nie zwraca uwagi a ja mam parasol. Zrobiłam podobna trasę jak dnia poprzedniego, jednak z uwagi na to że czułam że moje stopy trochę oberwały, i to że czeka mnie jeszcze kilkaset kilometrów do domu, postanowiłam że powoli ale powoli czas wracać. Uznałam że odbiję to sobie jadąc jako ona.

I wtedy stało się to czego się obawiałam.

Nagle po swojej lewej usłyszałam.. męski głos
"Przepraszam... przepraszam.. sorry.."

Przez chwile spanikowałam i nie wiedziałam co robić, uznałam ostatecznie że wokół mnie jest mnóstwo ludzi i najwyżej się facet zdziwi... Zapytałam cicho i najwyżej jak umiem o co chodzi nawet na niego nie patrząc. Zapytał "Gdzie tu jest Neptun?", niedowierzałam że to się dzieje i że aż tyle może wydarzyć się w ciągu dwóch dni. Nadal troche spanikowana pokazałam palcem za siebie i wydusiłam "W tamta stronę"... zapomniałam o głosie, wyszło mi to jakoś... nisko. Bardzo nisko jak na kobietę. Rzucił szybkie dzięki obrócił się na pięcie i poleciał w stronę Faceta z Widłami. Zaklęłam siarczyście w myślach i poszłam dalej. Po drodze zajrzałam do H&M, skontrolować jak rzucam sie w oczy i jak wyglądam. Spojrzałam w jedno z luster, wszystko było okej.. poza małym detalem. Zauważyłam że szal faktycznie mi się opuszcza i z jednej strony... o zgrozo, da sie zauważyć kawałek zarostu. Ktoś musiałby mieć naprawdę dobre oko żeby to dojrzeć, jednak szybko złapałam z wieszaka jakąś pierwszą lepszą spódniczkę i pobiegłam do przymierzalni się poprawić. Nikt nadal nie zwracał na mnie uwagi, jednak uznałam że czas wracać i wystarczy wrażeń jak na dwa dni. Kupno butów odłożyłam z bólem serca na następny raz.

Zapakowałam się do samochodu i wyjechałam z Gdańska. Lało niesamowicie, droga była ciężka i jechałam dużo wolniej niż zwykle, jednak pozwalało mi się to dłużej cieszyć strojem. Gdy w końcu wyjechałam z deszczu zjechałam na autostradzie na parking, rozprostować kości i jeszcze jeden ostatni raz poczuć jak to jest być na zewnątrz tak ubraną. Ludzi nie kręciło sie dużo, zdecydowałam się nie zapinać płaszcza, zrobiłam w samochodzie jeszcze kilka zdjęć po chwili jechałam już dalej. Na ostatnim parkingu, przebrałam się w męskie ciuchy, zostawiając sobie rajstopy pod spodem.



Przemyślenia, plany i marzenia na przyszłość

Były to dla mnie absolutnie niesamowite i rewolucyjne dwa dni, wiele się zmieniło, odważyłam się na tak niesamowicie dużą ilość rzeczy że nadal mam wrażenie że to był sen. Gdyby nie to że mam zdjęcia, myślałabym że mi się to śniło. Płakałam kilka razy gdy to opisywałam. Nie mogłam powstrzymać łez. Uświadomiło mi to też jak wielkie oczy ma strach. Nie wiem tez czemu nie zdecydowałam się na to wcześniej gdy jeszcze tam mieszkałam. Nikt mnie tam nie znał, mogłam tak niemal codziennie. Zamierzam maksymalnie wykorzystać tę zimę i jesień. Zamierzałam ruszyć dziś, jednak moje stopy po trzech dniach na obcasach w tym tygodniu mają dość ;) Wiem już też że nie były to ostatnie zakupy en femme i wiem że będą one stałym punktem programu. Zamierzam też popracować nad twarzą, tak żeby w przyszłym roku można ruszyć na podboje już wczesną, złotą jesienią. No i może nie będę musiała polegać na szalu aż tak w tym roku :) To będzie długa przeprawa bo muszę się nauczyć wszystkiego o makijażu i przebrnąć przez dobieranie odpowiednich produktów...

Jeśli chodzi o marzenia, celuję w sam środek, najlepiej słonecznego, choć zimnego dnia, nie będzie łatwo ale wiem że nawet teraz jest to możliwe. Sporą część pospełniałam teraz, gdzieś w środku marzę o jakiejś imprezie, bardzo elegancka, przemieniona nie do poznania. Marzy mi się też sesja zdjęciowa, nie znam nikogo jednak kto mógłby mi zrobić chociaż zdjęcie na spacerze, plus nie dałabym rady jeszcze teraz spełnić marzenia o sesji, po prostu nie, wiem że to jeszcze nie ten moment. Fajnie byłoby też wyjść z kimś, nie mam jednak z kim, nikt nie wie o sporcie jaki uprawiam, no chyba że własna matka która mnie przyłapała, ale nie byłaby zbyt szczęśliwa wiedząc co ja odstawiam ;) Chciałabym też dojść do takiego poziomu żeby w środku dnia wejść sobie do kawiarni na ciastko... Zobaczymy, może kiedyś, tydzień temu nierealne było dla mnie wejść do sklepu kupić jako Ona rajstopy lub spódniczkę :)

Re: Misja Gdańsk, czyli wielki powrót do wyjść po latach

4
Dzięki ! Mam 180 cm, więc do najniższych nie należę, muszę uważać żeby nie przesadzić z obcasami, takie 5-6 to optimum, plus naprawdę dobrze mi się w takich chodzi. Moje pierwsze buty miały 6 cm i jakimś cudem od razu umiałam w tym chodzić 😁 wizualnie najbardziej lubię 8 cm ale chyba bym w tym nie wyszła, czuje się wtedy za wielka. Z drugiej strony znam biologiczne dziewczyny mojego wzrostu które potrafią walnąć sobie 12 cm obcasa i nikt nie zwraca uwagi. Kwestia zarostu to wciąż nie wiem czy jestem odważna czy głupia, niestety jest tu konflikt interesu moich obydwu "Ja". Dlatego wybieram na wyjścia chłodniejsze dni, zauważyłam dawno temu że wiele kobiet się tak opatula i nikt sobie z tego nic nie robi. Którejś zimy się go pozbyłam, ale i tak chodziłam w trybie Ninja. Czuję jednak że jak dalej tak będzie się rozwijać sytuacja to spróbujemy żeby wyleciał 😀 Chociaż tryb ninja dodaje naprawdę dużo pewności siebie

Re: Misja Gdańsk, czyli wielki powrót do wyjść po latach

6
Świetnie napisana historia - uwielbiam takie czytać relacje, tak napisane, że wszystko widze przed oczami i mogę przeżywać te emocje :)
Masz świetną figurę, myśle, że nie jedna laska w galerii Tobie zazdrościła.
Mój strój do wychodzenia wygąda podobnie - pracuje nad tym aby szalik odsłaniał usta. A do tego jeszcze zakładam okulary. Wyglądasz strasznie naturalnie na zdjęciach ze sklepu - zwykła dziewczyna na zakupach. Dzięki Tobie może też odważe się wejść do sklepu za zakupy.
Gratuluję udanego wyjścia. Mam nadzieję, że ta zima będzie długa i mroźna :P

Re: Misja Gdańsk, czyli wielki powrót do wyjść po latach

7
alicja_tv pisze: 15 lis 2025, 21:49 Kwestia zarostu to wciąż nie wiem czy jestem odważna czy głupia, niestety jest tu konflikt interesu moich obydwu "Ja". Dlatego wybieram na wyjścia chłodniejsze dni, zauważyłam dawno temu że wiele kobiet się tak opatula i nikt sobie z tego nic nie robi. Którejś zimy się go pozbyłam, ale i tak chodziłam w trybie Ninja. Czuję jednak że jak dalej tak będzie się rozwijać sytuacja to spróbujemy żeby wyleciał
Mam podobnie. W męskiej wersji mam brodę i chyba tylko dlatego jeszcze nie pozbyłam się zarostu za pomocą lasera (choć kusi). Na wyjścia jednak starannie się golę, a broda potem momentalnie mi odrasta.

Re: Misja Gdańsk, czyli wielki powrót do wyjść po latach

10
Ciesze się że wam się podoba, przyznaje że sama gdy to dziś przeczytałam przeżyłam to wszystko jeszcze raz.
Sylwia_C pisze: 16 lis 2025, 17:10 Ja póki co nie czuję się pewnie w zamkniętych przestrzeniach. A mały sklep z rajstopami to jest poza moim zasięgiem - tym bardziej gratuluję Ci tej wizyty :)
Mówiąc szczerze nie ma różnicy czy jest to mały sklepik czy duży, jak już raz wejdziesz w interakcje i zobaczysz że to nie straszne, a przynajmniej nie aż tak straszne jak się wydaje, poczujesz się trochę pewniej to będziesz próbować dalej :) A przynajmniej ja tak mam, daj mi palec to wezmę całą rękę, przyznaje też że lokalizacja z dala od domu bardzo mi tu pomogła, mój tryb ninja zapewne też 😜

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Marlena i 0 gości