"Kobieta z..." jest nie chyba, ale na pewno pierwszym polskim pełnometrażowym filmem fabularnym o tematyce transpłciowości. I chociaż jest filmem fabularnym, bo opowiada historię fikcyjnej postaci, to jednak jest też w pewien sposób dokumentem. Niemal wszystko, co się w filmie pojawia, wydarzyło się naprawdę. Historia Andrzeja/Anieli jest w zasadzie wypadkową wielu prawdziwych historii. Kilka scen z filmu to sceny z mojego życia, kilka innych - sceny z życia innych osób. Wzięło się to stąd, że zanim twórcy (Małgorzata Szumowska i Michał Englert) przystąpili do pisania scenariusza, spotykali się z osobami trans na indywidualne rozmowy. Jedną z nich była rozmowa ze mną, podczas której poznali nie tylko moją historię, ale także innych osób, choćby omawianej tu w innym wątku Marianny - z historii Marianny pochodzi scena, w której główna bohaterka już po ujawnieniu się jako transkobieta mieszka w samochodzie. Właściwie mało w tym filmie jest fikcji. Nawet miasto, z którego pochodzi główna bohaterka, gra w filmie m.in. rzeczywiste miasto jednej z nas, a jej historię jako osoby trans wyrwanej właśnie z takiej miejscowości, scenarzyści/reżyserzy też znali ode mnie, więc nie sądzę, że wybór miasta był przypadkowy.
Trudno mi oceniać, czy ten film jest dobry, czy zły - dla mnie zawsze będzie dobry, bo jestem w jego powstanie umoczona po uszy

Ale na pewno jest ważny, jak piszesz. A czy dobry, czy zły, to już każdy musi sam ocenić.