Wstyd/lęk przed niezręcznymi sytuacjami

1
Wczoraj spotkałam się z koleżanką, i rozochocona Miesiącem Dumy i ogólnie ochotą i przypływem kobiecej energii, postanowiłam pójść na to spotkanie w swojej kobiecej wersji. Wyjście mnie rozochociło bardziej, pomalowane paznokcie zachęcały do utrzymania tej tożsamości, więc dzisiaj postanowiłam znów założyć sukienkę i pofunkcjonować sobie w takiej wersji trochę dłużej. Miałam też ochotę być blondynką, więc założyłam perukę, choć raczej ujmuje mi passingu niż dodaje 😅 Mimo wszystko stwierdziłam że trzeba być "out and proud", nie zważać na to co ludzie sobie o mnie pomyślą, jak widzą we mnie faceta w sukience to trudno, tak chcę dziś wyglądać więc tak będę wyglądać, a inni niech z tym dealują. Poszłam zjeść w jednym z sieciowych fast-foodów i zrobić małe zakupy (codzienne, spożywcze głównie), wszystko było doskonale 🥰

...aż do momentu, kiedy wracając z torbą z zakupami (w transowych kolorach 🩵🩷🤍) do domu kątem oka zauważyłam, że z przeciwnego kierunku wraca też sąsiad 💀 Taki bliski sąsiad, z mieszkania naprzeciwko na tym samym piętrze w tej samej klatce, taki "domyślny" sąsiad z którym mijamy się najczęściej 😅

Trochę spanikowałam i postanowiłam wrócić do domu okrężną drogą, przechodząc bokiem obok innych bloków na osiedlu, celowo mocno zwalniając krok, tak żeby przypadkiem nie dojść do klatki przed sąsiadem 😅

No i tyle było z mojej "dumy" 😅💀 Wolałam tak, niż się potencjalnie konfrontować, ryzykować że sąsiad postanowi zadać jakieś niezręczne pytania (pozna mnie i zapyta czemu tak wyglądam? nie pozna i zapyta kim jestem? obie wersje brzmiały przerażająco 💀)

Mam wrażenie że, dla mnie przynajmniej, outowanie się przed takimi osobami niby znajomymi, ale w sumie obcymi, lub odwrotnie, niby obcymi, ale kojarzącymi mnie z widzenia - to jest wyższy poziom zarówno ponad pokazywanie się losowym ludziom na ulicy (bo co mnie obchodzi co oni myślą 😅) jak i przed bliskimi znajomymi (bo jest przestrzeń na to żeby porozmawiać o tym "właściwie", jest zaufanie i mentalna bliskość). A taki sąsiad... niby to nie jego sprawa, ale jednocześnie wpadamy na siebie na tyle często że trochę nie wypada go zbywać 😅

Jestem ciekawa czy miałyście kiedyś podobne rozterki, problemy, sytuacje... i ewentualnie jak sobie z tym poradziłyście 😳

Re: Wstyd/lęk przed niezręcznymi sytuacjami

2
Dla mnie jest to całkowicie zrozumiałe. Zresztą, jestem na niższym poziomie zaawansowania od Ciebie. Pamiętasz jak podczas mojej wizyty w Krakowie bałam się wsiąść do tramwaju, wolałam piechotą :) Jeśli chodzi o wychodzenie, to w najbliższym otoczeniu zawsze przemykałam , byle szybko. Na szczęście mieszkanie było na parterze.

Re: Wstyd/lęk przed niezręcznymi sytuacjami

3
Na pewno spotkanie takiej osoby to inny level niż przejście ulicą wśród anonimowych osób. Ja nie pozwalam sobie na przypadkowe spotkanie na osiedlu będąc en femme. Nie wychodzę z domu w spódnicy czy peruce. Zawsze korzystam wtedy ze schodów a nie z windy - w przestrzeni 1,5x1,5m nie da się ukryć makijażu. Jestem wysoka (jak na kobietę to nawet bardzo) i ktoś kto mnie wielokrotnie spotyka normalnie (np. sąsiad z bloku czy bloku obok) mógłby połączyć kropki. Nie jest mi to do niczego potrzebne.

Re: Wstyd/lęk przed niezręcznymi sytuacjami

4
Też omijam windy. Ale na klatce czasem sie zdarzał jakiś obcy pan mówiący dzień dobry eleganckiej pani czyli mi :). Największe emocje są przy wychodzeniu z mieszkania. Mimo, że sprawdzam czy nie ma samochodów sąsiadów oraz czy nikogo nie słychać to zawsze jest ryzyko i te kilka pierwszych i ostatnich kroków serce wali mi mocno.

Re: Wstyd/lęk przed niezręcznymi sytuacjami

5
Ja też nie funkcjonuję na tym levelu co Ania, jednak wydaje mi się, że gdyby moi znajomi wiedzieli o moim hobby, to kimś mi mniej bliskim bym się nie przejmowała. Ja chyba bała bym się bardziej braku akceptacji czy zrozumienia wśród bliższych, a taki sąsiad to najwyżej dzień dobry przestanie mówić. No chyba, że jest to taki osobnik co mógłby jakoś potem życie utrudniać.

Re: Wstyd/lęk przed niezręcznymi sytuacjami

6
W zasadzie to ja mogę tylko potwierdzić, że tak właśnie jest. Gdy patrzę na to w ujęciu historycznym, odnosząc się do swojego życia, a także wielu znanych mi osób, to zauważam taką prawidłowość, że zaczyna się od permanentnego lęku przed byciem zauważonym i rozpoznanym przez kogokolwiek, potem wraz z praktyką przychodzi znieczulica na obcych, z czasem przestajemy się przejmować dalszymi i bliższymi sąsiadami i znajomymi, by na końcu mieć wywalone kompletnie na wszystkich z najbliższym otoczeniem włącznie. Oczywiście ta ewolucja jest uwarunkowana rozwojem. Bo jeśli cały czas praktykujemy tylko okazjonalny crossdressing, to raczej nic się nie zmieni, czyli będziemy tkwiły zawsze na początku (co oczywiście samo w sobie nie jest niczym złym, wszystko po prostu zależy od danej osoby, jej sytuacji i tego, jak chce pokierować swoim życiem) ;)
Make make-up not war

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości