Re: Co gdyby dało się to "wyleczyć"?

11
Teraz o korekcji płci na kobiecą, wiadomo że dzisiaj korekcja płci jest procochłonna, trzeba brać hormony do końca życia, przejść operacje zmiany narządów płciowych itp, etc, chodzić na terapie, wymaga to dużo pracy nad sobą , wyrzeczeń, ale jakby tak medycyna poszła do przodu i technologia pozwoliłaby na opracowanie takiego ''leku'' że ci wstrzykują tylko jednorazowo taką ''szczepionkę'' i w ciągu roku, dwóch przeistaczasz się w kobietę (bez skutków ubocznych), w doskonalszy sposób niż za pomocą brania hormonów itp, (jedynie męski narząd by ci pozostał-penis nadal) to chyba bym się poddała takiej kuracji - korekcie - może kiedyś unowocześnią metodą korekty płci - na szybszą i doskonalszą jak medycyna się będzie rozwijać, na razie realnie jest tak ze mną że osobiście jestem gdzieś pomiędzy męskością a kobiecością jako Crossdresser, natomiast tradycyjnej korekcie nie chce się poddawać, bo byłoby to dla mnie kosztowne, mam już też swój wiek nie mam już tych 18-tu, 20 lat, są też i inne przyczyny, więc pozostaje na etapie Crossdressingu bez korekty płci .

Re: Co gdyby dało się to "wyleczyć"?

12
Annes_600 pisze: 10 maja 2026, 8:34 może w przyszłości medycyna dojdzie do takiej Technologii że już w okresie prenatarnym już w łonie matki będę mogli ''skorygować'' taki płód hormonarnie itp, na życzenie samej matki (rodziców) i ''naprawić'' taki płód żeby urodził się człowiek cis mężczyzna, lub cis-kobieta, może to samo by się dało skorygować co do osób np homoseksualnych, bi - że też skorygują ich organizmy i osoby by się rodziły hetero, oczywiście takie zabiegi na płodach były dokonywane tylko i wyłącznie za zgodą rodziców, jak doktor poinfomował by rodziców, że np wasz syn urodzi się homoseksualny i czy chcecie państwo żeby wasz syn urodził się z taką orientacją, czy z korygować mu na orientacje hetero (oczywiście wiem że brzmi to może - homofobicznie), ale może medycyna kiedyś dojdzie do takiego poziomu
To brzmi nie tyle homofobiczne, co brzmi po prostu jak eugenika.

Nawet w przypadku "leczenia" na które decydowałaby się sama osoba trans (czy homo) możnaby mieć spore obiekcje moralne - bo jeśli istniałoby skuteczne "leczenie", to tworzyłoby to nastawienie że w takim razie jest to "choroba", coś niepożądanego. A skoro tak, to pojawiałaby się presja społeczna na "leczenie" i osoby które decydowałyby się pozostać trans byłyby prawdopodobnie jeszcze bardziej prześladowane niż dziś.

Pomimo tego że, jak widać zarówno w podcaście który podlinkowałam jak i w odpowiedziach w tym wątku, wiele osób trans aktywnie lubi swoje życie w takiej właśnie tożsamości, mimo związanych z tym utrudnień.

Ale w momencie kiedy decyzja należałaby do rodziców a nie samej zainteresowanej osoby, to już całkowicie odbieramy jakąkolwiek indywidualną sprawczość. Idziemy w kierunku wyinżynierowanej genetycznie populacji. Były już takie eksperymenty, począwszy od starożytnej Sparty a na nazistach skończywszy. Dziś ten kierunek jest niemal uniwersalnie krytykowany.

Był taki film "Gattaca", który pokazywał wizję takiego właśnie społeczeństwa. Trochę pretensjonalnie wyolbrzymioną, ale jednak warto mieć ją w głowie.

Re: Co gdyby dało się to "wyleczyć"?

13
Cześć Ania K, tak mogłoby to tak wyglądać Aniu jak napisałaś, ale może nie było problemów, bo np jakby lekarz stwierdził że np ty - jako płód rozwijasz się w kierunku kobiecym bardziej, i rodzice by podjęli decyzje że niech będzie to dziewczynka, to urodziałabyś się po prostu już kobietą-genetyczną, i nie musiałabyś już przechodzić Tranzycji, korekty płci, być może nietolerancji-trans fobii, homofobii, problemów z tym związanych, tylko urodziłabyś się kobietą, tak samo osoby homoseksualne, biseksualne, urodziły by się już Heteroseksualne, nie miały problemów z Homofobią, nietolerancją, były po prostu, rodziłyby się hetero, pewnie że są to tylko spekulacje i fantazje, np nauka dowodzi że większość populacji ludzi na planecie Ziemia, jest jednak heteronormatywna, a osoby homoseksualne, bi to mniejszość seksualna, oni o sobie sami tak mówią że ''są mniejszością seksualną'' ((( broń boże nie uważam innych orientacji za ''dewiacje'', ''zboczenia'' jak to uważają osoby o skrajnie homofobicznych, skrajnie prawicowych przekonaniach, jest to poprostu orientacja alternatywna wobec hetero i należą się tym osobom takie same prawa i godne traktowanie jak osobom hetero, oczywiście terapia konwersyjna to jest dla mnie też nie do przyjęcia-jest to ''chore'')))- ale może zniknąłby problem homofobii, transfobii, bo ludzie by się rodzili hetero i zgodnie ze swoim odczuwaniem płci, ale zdaję sobie sprawie że to brzmi jak eugenika, tak samo można by uważać, że żeby nie było rasizmu, to będziemy ''chodować'' tylko ludzi ''rasy białej'' bo jak się będą rodzić ''Biali'' to zniknie problem Rasizmu, masz racje brzmi to jak Eugenika zgodzę się, ale wiesz mam taką pokusę ''Lucyferyczną'' ciemnej strony mocy, że na jedno może w pewnych skrajnych wypadkach rodzice powinni mieć prawo (jakby tak technika medyczna na to pozwoliła) że jednak lekarz na życzenie rodziców zmodyfikował tak geny-hormony żeby urodziła się jednak typowa kobieta, lub mężczyzna, a nie osoba Transpłciowa, bo taka osoba ma pod górkę, musi przechodzić tą korekte płci, itp, etc jest narażona na nietolerncje, nie zroumienie czasem, co do osób Homo, Bi, lub osób rasy czarnej, to faktycznie zakrawało by to na egenike, ale co do osób Transpłciowych, dlaczego by nie pomóc naturze i patrz Aniu K, ty , ja, czy Edyta urodziłybyśmy się Kobietami, patrz ile problemów by nam odpadło, aczkolwiek mojej osobie - po prostu urodziałabym się genetyczną kobietą, choć z drugiej strony, do jakiegoś tam stopnia akceptuje swoją też ''męską'' połówkę, ale z drugiej strony czuję się ''rozdarta'' bo mażę często żeby mieć kobiece ciało, bo proces Tranzycji , korekty płci w moim przypadku mnie ''przeraża'' i mam dużo oporów z tej strony, także z jednej strony jest to jakaś forma Eugeniki, zgadzam się a z drugiej strony mam tą ''pokuse '' do tej eugeniki-ale tylko w przypadku osób Trans, wiesz jak ja bym był Rodzicem to wydałbym zgodę na to żeby moje dziecko - nie urodziło się Transpłciowe m/k, lub Trans k/m, ale żeby urodziło się kobietą, dziewczynką, lub jakby płod rozwijał się w kierunku bardziej męskim, to niech się urodzi mężczyzną, bo po co miałbym mojemu dziecku robić problem, po co ma potem w życiu po urodzeniu przechodzić w dorosłym życiu, tą korekte płci itd, a tak urodzi się chłopcem, lub kobietą i po problemie, ale zdaje sobie sprawę że to tylko ''moje takie fantazjowanie i spekulacje'' i że mogłoby to zakrawać na to że decyduje za moje dziecko. Także Dylemat jest od strony moralnej, z drugiej strony chciałbym pomóc swemu dziecku. pozdrawiam Aniu .

Re: Co gdyby dało się to "wyleczyć"?

14
Annes_600 pisze: 10 maja 2026, 11:36 może w pewnych skrajnych wypadkach rodzice powinni mieć prawo (jakby tak technika medyczna na to pozwoliła) że jednak lekarz na życzenie rodziców zmodyfikował tak geny-hormony żeby urodziła się jednak typowa kobieta, lub mężczyzna, a nie osoba Transpłciowa, bo taka osoba ma pod górkę, musi przechodzić tą korekte płci, itp, etc jest narażona na nietolerncje, nie zroumienie czasem
Z jednej strony ma to sens, z drugiej to dość problematyczny tok myślenia, wcale nie tak odmienny od logiki prezentowanej aktualnie przez transfobicznych rodziców którzy próbują wymusić legislację która np. nakazuje informować rodziców kiedy dzieci wykazują nienormatywną ekspresję płciową np. w szkole (są takie prawa w niektórych stanach USA). Jest to podszyte przekonaniem że dzieci są niejako "własnością" rodziców, i rodzice mają prawo kształtować dzieci według swoich przekonań. Oczywiście dzieci są osobami niesamodzielnymi, nie w pełni świadomymi mentalnie, i są dobre powody dla których pełnię praw do samostanowienia człowiek otrzymuje w większości świata dopiero około osiemnastki - ale to nie to jest równoznaczne z tym, że rodzice mają pełne prawo (moralne, nie zawsze prawo pisane to odzwierciedla) do decydowania o swoich dzieciach. Dlatego istnieją pojęcia znęcania się nad dziećmi czy odbierania praw rodzicielskich. Transfobiczni rodzice zachowują się jakby nie rozumieli tego rozróżnienia. Modyfikacje w trakcie rozwoju płodowego byłyby kontynuacją tego toku myślenia - dawałyby rodzicom "prawo" do tego, by mieć dokładnie takie dziecko, jakiego chcą, nawet wbrew naturze. To rodzi cały szereg niebezpieczeństw i potencjał na wypaczenia.

A co do tego co napisałaś na początku tego posta - tranzycja medyczna w kierunku kobiecości na etapie płodowym albo byłaby niesamowicie trudna, albo musiałaby być rozpoczynana bardzo wcześnie (w związku z czym również diagnoza musiałaby nastąpić na samym początku ciąży). Być może słyszałaś stwierdzenia że "wszyscy na początku jesteśmy kobietami" - to spore uproszczenie, ale zasadniczo tak, człowiek rozwijający się bez cech płciowych ma dużo więcej wspólnego biologicznie z kobietą niż z mężczyzną. Cechy męskie są niejako "zniekształceniami" tego początkowego wzorca - dzieci rodzą się z męskimi cechami dlatego że ciała w trakcie rozwoju płodowego są pod wpływem testosteronu; jeśli tego testosteronu nie ma (lub nie działa), rodzi się dziewczynka (znowu, w ogromnym uproszczeniu). Dlatego jeśli mielibyśmy tutaj coś ingerować medycznie, to bardziej rozsądnie i realistycznie brzmi jakaś forma blokowania testosteronu - ale tutaj trzeba byłoby działać wcześnie, zanim zacznie jakkolwiek oddziaływać na ciało. Odwracanie efektów oddziaływania testosteronu po tym kiedy to już nastąpiło brzmi jak dużo bardziej skomplikowany proces.

Poza tym - co z osobami niebinarnymi? Sytuacja w której bylibyśmy w stanie zdiagnozować że urodzi się osoba odczuwająca swoją płeć jak transkobieta, i ewentualna decyzja o tym by przekształcić to ciało w cis-kobiece jeszcze przed narodzinami, brzmi (oprócz całego eugenicznego "fuj") relatywnie rozsądnie. Ale co jeśli na tej diagnozie wyszłoby, że mamy do czynienia z osobą, która będzie odczuwać swoją płeć jako niebinarną?

Re: Co gdyby dało się to "wyleczyć"?

15
Hej Ania K, nawet nie wiedziałam że w USA są takie prawa o wymuszanej legislacji, nie śledze za bardzo co dzieje w USA w niekórych Stanach USA, tu się zgdzam że dzieci nie są tak do końca własnością rodziców, napisałaś co z osobami niebinarnymi, tu faktycznie, jest to problematyczne zagadnienie, ale popisać można, pofantazjować, temat ciekawy ale i kontrowersyjny . Twoje przemyślenia dały mi do myślenia . pozdrawiam Aniu .

Re: Co gdyby dało się to "wyleczyć"?

16
Annes_600 pisze: 10 maja 2026, 8:46 Teraz o korekcji płci na kobiecą, wiadomo że dzisiaj korekcja płci jest procochłonna, trzeba brać hormony do końca życia, przejść operacje zmiany narządów płciowych itp, etc, chodzić na terapie, wymaga to dużo pracy nad sobą , wyrzeczeń,
Niczego nie trzeba, za to wszystko można. Dla osób przechodzących tranzycję nie jest wymagana żadna terapia. O tym, czy robi się operację narządów płciowych, czy nie również decyduje sama osoba zainteresowana. Leczenie hormonalne jest także kwestią wyboru.
Realia są takie (chodzi oczywiście o polskie realia), że proces prawnego uzgodnienia płci nie może się odbyć bez poprzedzającego go procesu medycznego i psychologicznego. Jednak w przypadku procesu psychologicznego jest to diagnoza, a nie terapia (terapii mogą zostać poddane osoby, u których zostaną zdiagnozowane jakieś zaburzenia, np. zaburzenia osobowości, depresja itp., ale nadal taka terapia odbywa się z woli zainteresowanego, a nie obligatoryjnie). Co do procesu medycznego, to lekarze z młodszego pokolenia terapię hormonalną dostosowują coraz cześciej do potrzeb zainteresowanych, a nie ograniczają się do schematycznego zbijania testosteronu (u transkobiet) do zera, jak to było kiedyś. A w przypadku osób niebinarnych mogą w ogóle takiej terapii nie zalecić. Operacje genitalne są również calkowicie dobrowolne i z tego, co mogę wywnioskować z własnych doświadczeń opierających się na znacznej liczbie znanych mi przypadków, to jednak dominuje model "zachowuję te narządy które mam".
Natomiast oczywiście chcąc funkcjonować jako kobiety w społeczeństwie, zdrowy rozsądek nakazuje nam jednak podjęcie jakichś działań feminizujących. A więc zazwyczaj bierzemy hormony, często dokonujemy zabiegów adaptacyjnych typu epilacja, feminizacja twarzy, zabiegi medycyny estetycznej, plastycznej i opercje wszczepienia implantów piersi. Z tym że też wszystko to jest dobrowolne, a nie nakazowe.
Prawdą jest tylko to, że wymaga to dużo pracy nad sobą i często wyrzeczeń ;)
Make make-up not war

Re: Co gdyby dało się to "wyleczyć"?

17
Kiedyś na jednym ze spotkań dyskusyjnych wokół transpłciowości dr Stanisław Dulko wygłosił takie proroctwo, że kiedyś medycyna dojdzie do takiego etapu, że będzie w stanie diagnozować zaburzenia w rozwoju płci płodu (wszyscy w większym lub mniejszym stopniu jesteśmy najprawdopodobniej ofiarami takich zaburzeń w naszym życiu płodowym) i odpowiednio je korygować jeszcze na etapie życia płodowego, pozwalając, by urodziło się dziecko, które będzie w zgodzie z własną płcią. I bedzie po problemie. Jednak obecni na tym spotkaniu aktywiści transpłciowi w większości zaprotestowali przeciwko takiej możliwości, zwracając uwagę na dwa aspekty: po pierwsze, na fakt, że w okresie życia płodowego najpierw kształtują się genitalia, a potem mózg, a po drugie - na moralny aspekt takich manipulacji.
A zatem gdyby w okresie życia płodowego został zidentyfikowany błąd, że najpierw wykształciły się męskie narządy płciowe, a następnie odbywa się kształtowanie mózgu kobiecego, to do jakiego wzorca należałoby dostosować taki płód? Czy usuwając już w okresie płodowym męskie narządy płciowe? I co: wytwarzać operacyjnie na płodzie kobiece (na razie to w ogóle niewyobrażalne, przy czym nawet gdyby było, to i tak byłoby to tylko częściowe, bo wytworzyć jajników, które się nie rozwinęły i tak już by nie można było), czy pośpiesznie naprawiać mózg w kierunku męskiego rozwoju (wtedy można by uzyskać spójnie męski płód)? I tu się właśnie pojawia problem moralny, etyczny. Czy z punktu widzenia narodzonego dziecka którakolwiek z tych wersji byłaby dla niego do przyjęcia? Nie wiem, czy byłabym zachwycona faktem, że ktoś tak pogmerał we mnie, gdy byłam jeszcze fasolką w mamusinej macicy, że co prawda urodziłam się kobietą, ale bez macicy i jajników. Jednak na pewno wiem, że gdybym się dowiedziała, że jakiś łapiduch gmerał we mnie pipetą, żeby dostroić mi mózg do męskiej wersji, to osobiście bym poszła i mu oczy pazami wydrapała ;)
Może jednak zostawmy naturę taką, jaka jest.
Make make-up not war

Re: Co gdyby dało się to "wyleczyć"?

18
Cześć Edyta Tak, to wszystko jest bardzo skomplikowane, i faktycznie nawet jakby taka techonologia medyczna na to pozwalała, żeby kształtować płeć w okresie płodowym, to faktycznie można by zrobić krzywdę tej osobie, bo jak pisałaś urodziłabyś się bez macicy i jajników, itd, etc już nie mówiąc że zakrawałoby by to na eugenike rodem z III Rzeszy za rządów A. Hitlera i ideologów Nazizmu, oni też chcieli wychodować, stworzyć nowego Niemca - Nordyka - przedstawiciela wyższej rasy .

Re: Co gdyby dało się to "wyleczyć"?

19
Ale to jest całkiem nieźle opisane tutaj:
https://genderdysphoria.fyi/pl/przyczyny

W ogóle jest korelacja między byciem trans i byciem autystycznym. W sensie, że osoby trans często są autystyczne podobno. Z drugiej strony jest też duże podobieństwo autyzmu do CPTSD.
Ja tak sobie myślę, że może to bardziej tak, że bycie trans to jest taka trauma, złożona i przewlekła i co z tego, że jakaś magiczna pigułka (co według mnie jest nierealne) zmieni mi mózg skoro nie wyleczy mi tej traumy?

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość