close

Informacja dotycząca plików cookies
Informujemy, że używamy informacji zapisanych na urządzeniach końcowych użytkowników przy pomocy plików cookies, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Korzystanie z naszego serwisu internetowego oznacza, że użytkownik wyraża zgodę na ich zapisywanie. Zgadzam się, nie pokazuj więcej tej informacji
Szczegóły polityki cookie

 Sobota, 2020-01-25

  Najstarszy w Polsce portal o crossdressingu i transpłciowości
  Istniejemy od 2004 roku

  Ilość odwiedzin: 8363055, ilość odsłon: 65567707
Na skróty
 Familia
 Forum
 Co nowego na forum
 Blog
 Video
 Księga gości
Menu
Strona główna

Ogłoszenia

Aktualności

Nowości w portalu
Nasze projekty
Bieżące wydarzenia
Imprezy i spotkania
Kalendarz spotkań
Od redakcji
Listy do redakcji
Najpopularniejsze

Transpłciowość

Pojęcia
Identyfikacja
Terapia
Pomoc
Przeciw transfobii

Magazyn

Z kraju i ze świata
Zjawiska
Sławni transi
Na granicy płci
Miej świadomość
Prawo
Religia
Moda
Plusy / minusy
Ciekawostki
Na luzie

My i nasi bliscy

LadyLike
Żyć z „nią”
Ja i mój związek

Kultura

Prasa
Teatr
Filmy
Literatura
Grafika
Piosenki

Kawiarenka

Przemyślenia
Moja wielka przygoda
Mój pierwszy raz...
A to ja właśnie...
Transowe przygody
Moje przygody z Anną
Pamiętnik Alex
Wspomnienia Iwony
Opowiadania
Felietony w szpilkach
Biuta Bino

Transformacje

Dbamy o ciało
Makijaż - porady
Ubiór
Włosy i peruki
Dodatki
Tips & tricks
Jak oni to robią!
Makijaż – kurs
Z pomocą medycyny

Poradnik

Przewodnik
Rozmiary
Ciekawy produkt

Katalog

Nasze profile
Specjalnie dla nas
Miejsca i Kluby
Polecamy sklepy
Linki
Pliki do pobrania
Programy

Kontakt

Redakcja
Księga gości
Użytkownicy
Nasza mapa
Najnowsze artykuły
Wiosenne Plenerowe Trans Party 2020 (4261)
2020.01.28 Katowice. Dyżur psychologa ODWOŁANY (844)
2020.01.21 Katowice. Wtorkowe pogaduchy przy kawie (45814)
2020.01.14 Katowice. Dyżur psychologa (45142)
Sylwester 2019/2020 w Tęczówce (6891)
„Casa Valentina” w Och-Teatr (15611)
2019.10.12 Katowice - Trans Wieczorek w Tęczówce (69764)
Sobota nad morzem. (22258)
Oczami Nowicjuszki (26644)
Do trzech razy sztuka czyli ... (27077)
...więcej...
Najczęściej czytane artykuły
Wymiary... idealne (730699)
Tucking&taping, czyli jak pozbyć się wypukłości w kroczu (627077)
Strony prywatne (397499)
Fryzura i makijaż, a kształt twarzy (347737)
Zakupy za granicą (315435)
Wiązanie krawata (292384)
Jak zrobić samemu udane zdjęcia? (256983)
Jaka fryzura? (256711)
Zakupy w Polsce (248591)
Zestawienie rozmiarów obuwia (242734)
...więcej...

Powrót do: Opowiadania

Agatek
Liczba wyświetleń: 10856


W skrócie:Obok naszej Pani stał ni to chłopak, ni to dziewczyna! Takie nie wiadomo co... był dość wysoki, taki jak my, chłopaki, no i buty i spodnie miał też chłopackie... Ale ta reszta! W pierwszej chwili nie wiedzieliśmy kim ta osoba w końcu jest... Miała długie włosy, bransoletki i taką bluzkę, no zupełnie jak dla dziewczyn!

Do artykułu dodano 6 komentarzy. Pokaż komentarze.
Agatek - Nietypowa historia o tolerancji i przyjaźni

Od niedawna mamy w naszej klasie nowego ucznia... Nazywa się Agatek. Tak, chłopak: A-ga-tek. Nie żadna Agatka. W ogóle to dość ciekawa historia z tym naszym Agatkiem...

Pewnego deszczowego dnia, siedzieliśmy wszyscy w klasie i czekaliśmy na Panią. Trochę jej to zajęło zanim do nas dotarła, bo ciągle gdzieś chodziła po korytarzu. Wyglądało to na jakąś ważną sprawę. O czymś tam rozmawiali z dyrektorem, chodzili tak między jego gabinetem i klasą, tak w tą i z powrotem. Ale... bądźmy szczerzy! To w cale nie było takie złe, bo zamiast pięciominutowej, mieliśmy prawie kwadrans przerwy!

W końcu skojarzyliśmy o co chodzi. Przecież Pani już tydzień temu zapowiadała, że do naszej klasy dojdzie nowy uczeń. Zupełnie nowy. To znaczy, że wcześniej był w jakiejś tam innej szkole. I wspominała coś o tolerancji... Eh, ale żebym to ja jeszcze wiedział, co to w ogóle znaczy, ta tolerancja? Ah, no i że my chyba mamy go też tolerować. Pani, kiedy nam mówiła o tym nowym uczniu wydawała się taka trochę roztargniona - tak jakby nie uważała dokładnie o czym sama mówi...

***

No i, jak się za chwilę okazało, to był właśnie ten dzień, w którym miał dojść do nas ten nowy uczeń. My, chłopaki, mieliśmy nadzieję, że to będzie chłopak. No bo przecież potrzebujemy jeszcze tylko jednego zawodnika, żeby móc wygrywać wszystkie mecze z 6c... Jak na razie wygrywamy tylko połowę. A dziewczyny oczywiście chciały, żeby to była też dziewczyna. Eh... pewnie żeby mogły razem z nią o tych dziewczyńskich rzeczach gadać... No wiecie, o tych szminkach i ciuchach... Te dziewczyny to normalnie cały czas by się tylko stroiły! Ale czy tylko dziewczyny? Do tej pory też tak myśleliśmy...

Więc jak już wspomniałem, siedzieliśmy w tej klasie, za oknem lało jak z cebra, to znaczy, że bardzo mocno.. Czekaliśmy ciągle na Panią, kiedy nagle... Drzwi uchyliły się jeszcze mocniej, i zobaczyliśmy coś, a raczej kogoś, niezwykłego... ‘Szoczek normalnie’, jak to mówi moja sąsiadka... No bo wyobraźcie sobie: obok naszej Pani stał ni to chłopak, ni to dziewczyna! Takie nie wiadomo co... był dość wysoki, taki jak my, chłopaki, no i buty i spodnie miał też chłopackie... Ale ta reszta! W pierwszej chwili nie wiedzieliśmy kim ta osoba w końcu jest... Miała długie włosy, bransoletki i taką bluzkę, no zupełnie jak dla dziewczyn!

Wszyscy tylko popatrzyli po sobie, i kiedy Pani powiedziała: ‘Wybaczcie moi drodzy, ale mieliśmy trochę zamieszania w sekretariacie! To nasz nowy uczeń o którym wam mówiłam, nazywa się Wiktor. Przywitajcie się!’ - my odpowiedzieliśmy tylko drętwo:
‘Cześć’.

Wiktor nieśmiało się uśmiechnął, ale widząc nasze zdziwione miny, natychmiast spoważniał i usiadł w ławce. Jedyne wolne miejsce było na samym końcu klasy. Musiał siedzieć z dziewczyną. Chociaż, dla kogoś kto sam wygląda jak dziewczyna to chyba nie problem... Usiadł koło Pszczółki. A ta Pszczółka to też ciekawa postać... Cały czas siedzi cicho, z nikim nie gada i tylko bazgrze kwiatki na marginesach. Nazwaliśmy ją Pszczółką, bo jest dość drobna ale i pracowita... Zawsze ma odrobione wszystkie zadania domowe. Kiedyś nawet z nią o czymś gadałem i wiem, że jest sympatyczna... Ale mimo to z nikim się nie odzywa. Ciekawe jak to będzie z tym Wiktorem... Jeśli z nim siedzi razem w ławce, to może jednak się do niego odezwie?

Tego dnia mieliśmy dość mało lekcji, więc szybko mogliśmy pójść do domu. W czasie zajęć nieraz spoglądaliśmy do tyłu, żeby popatrzeć na Wiktora. No naprawdę, niespotykane! Pierwszy raz widzieliśmy takiego chłopaka; co więcej, o naszych nadziejach o wielu wygranych meczach z 6c mogliśmy teraz zapomnieć! No bo myślicie, że taki chłopak w ogóle wie co to jest piłka nożna? Prędzej szminka nożna... To to może tak...

***

Co ciekawe, w czasie przerw, Wiktor rozmawiał z Pszczółką... Tak, z tą samą Pszczółką, z którą nikt więcej nie rozmawiał! Normalnie siedzieli na ławeczce na korytarzu i rozmawiali... My byliśmy zbyt zbici z tropu by podejść, ale bacznie ich obserwowaliśmy. Widać było, że Wiktor i Pszczółka świetnie się dogadują. On poczęstował ją ciasteczkiem, a ona dała mu gryza batonika. No ciekawe... Pszczółka jeśli już, to raczej wolała gadać tylko z innymi dziewczynami - unikała chłopaków.

Tak minął nam dzień. Wracaliśmy do domu jak najszybciej, bo padało naprawdę okropnie! Wraz z Muminkiem, moim najlepszym kumplem, zbliżaliśmy się do naszego bloku. W pewnym momencie zauważyliśmy z oddali tego Wiktora. Możliwe, że też tu gdzieś mieszka... No bo po co innego szedł by tak cały czas za nami? Chyba nie, żeby się kumplować! No bo jak to?! Kumplować się z dziewczyną? No dobrze, może i to jest chłopak, ale mimo wszystko!

-‘Ty wiesz?’ - zagadnął mnie Muminek, jak otwierałem drzwi mojego domu, bo mieliśmy grać razem na kompie – ‘Ten Wiktor, to... Znasz tą dziewczynę z 4a, co ma takie brązowe długie włosy i też taki zadarty nosek?’
-‘Nom, znam’ – odpowiedziałem – ‘A bo co?’
-‘Nic... Wiktor wygląda trochę jak ta dziewczyna... Czekaj jak ona się nazywała?’
-‘Agata? Chyba tak, Agata...’ - odpowiedziałem mu z uśmiechem, kiedy już ściągaliśmy buty i zaraz mieliśmy się wpakować do mojego pokoju, żeby odpalić moją najnowszą grę komputerową.

***

Wspólnie z Muminkiem, ustaliliśmy, że nazwiemy go Agatkiem. To znaczy, tego Wiktora... no bo on taki podobny i w ogóle... Jakoś imię ‘Wiktor’ średnio mu pasowało... Powiedzieliśmy o tym reszcie chłopaków z klasy i zgodnie ustaliliśmy, że odtąd będziemy na nowego mówić ‘Agatek’.

O tym naszym nowym przezwisku powiedzieliśmy też Tomkowi. Nie pomyśleliśmy tylko, że z Tomka to straszny łobuz i dokucznik! Zaraz podszedł do Wiktora, to znaczy Agatka, i zaczął wykrzykiwać: ‘Agatek-gagatek! Agatek-gagatek!’

Agatek popatrzył na niego ze zdziwieniem, podrapał się po nadgarstku pełnym bransoletek, odwrócił się na pięcie i poszedł w stronę klasy... Za to Tomek... Ojojoj... Co to się później wydarzyło, to z lekka taka masakra! Nikt z nas nie zauważył, że całą tą sytuację widziała nasza wychowawczyni...

‘Tomek?! - zapytała, a w jej głosie słychać było zdenerwowanie, mimo że nasza Pani nigdy nie krzyczy, bo to bardzo fajna i mądra pani, to teraz słychać było, że będzie nie fajno -’ Czy ja się przesłyszałam? Czy ty...’
‘Ale, psze Pani...’- bronił się Tomek – ‘To chłopaki wymyślili... Bo ten nowy, psze Pani, to on jak dziewczyna wygląda!’ No i my wymyśliliśmy, że go będziemy nazywać ‘Agatkiem...’

‘Ale to przecież jest chłopiec! Tylko trochę nietypowy! Mówiłam wam o tolerancji, prawda? Że nawet jak ktoś jest nietypowy, to trzeba go uszanować i tolerować!
‘Tak, ale... - zaczął Stefek, mój i Muminka kolega – My po prostu nie wiemy... Bo jak my go mamy traktować? On wygląda jak dziewczyna, a to chłopak... ja już nie wiem!
‘No właśnie, i Pani myśli, że jak my teraz wygramy te wszystkie mecze z 6c?’ - dodał Muminek – Przecież z nim w drużynie nie mamy szans!
‘A skąd wiesz? - odrzekła Pani – Przecież nawet jeszcze razem nie graliście? W ogóle, to nie jest tak, że każdy chłopak to od razu musi być mistrzem sportu, a długie włosy to tylko dla dziewczyn... Michał (mówiła tak o Muminku) też ma długie włosy... Słuchajcie, naprawdę nie dokuczajcie już więcej Wiktorowi! Spróbujcie się z nim zakumplowac! No do klasy, bo jest już po dzwonku!

***

Następnego dnia mieliśmy w końcu WF. Stefek jak zwykle zapomniał stroju, ale, że w piłę pocina jak mało który z nas, to nauczyciel nie mógł mu nie pozwolić. Na szczęście Stefek miał akurat na sobie adidasy. Ja z Muminkiem staliśmy już pod bramką, żeby Pan sprawdził obecność, kiedy cała grupa zobaczyła, jak na boisko schodzi Agatek. Pan też się odwrócił, bo usłyszał szelest bransoletek...
‘To ten nowy, psze Pana – zagadnąłem – Aga... To znaczy Wiktor! On się nazywa Wiktor...
‘Witaj Wiktorze! Ustaw się w linii razem zresztą! Mam nadzieję, że... Ach masz strój, no to świetnie!

Pan od WF-u sprawdził obecność, kazał Agatkowi ściągnąć biżuterię i związać włosy. Muminek pożyczył mu frotki. I zaczęliśmy grę! Tym razem, ci z 6c byli w naprawdę niezłej formie! Strasznie się zmartwiliśmy, tym bardziej, że teraz mieliśmy jeszcze tego Agatka...

Jakie było nasze zdziwienie, kiedy ujrzeliśmy jak gra Agatek! No po prostu nikt by nie pomyślał! Grał prawie tak dobrze jak Stefek... o ile nie lepiej! Wymiatał, normalnie wymiatał! Chłopaki z 6c tylko patrzyli na nas coraz bardziej wystraszeni. Gra zakończyła się wynikiem 6:3 dla nas. Tak świetnego wyniku nie mieliśmy jeszcze nigdy! Co więcej, aż trzy z tych goli, to były Agatkowe! A tylko dwa Stefka, naszego dotychczasowego mistrza!

Po meczu, zgodnie okrzyknęliśmy Agatka królem strzelców i postanowiliśmy, że dzisiaj z chłopakami idziemy razem na oranżadę. Nikt nawet nie zauważył, że Stefek sam dotarł do szatni, smętnie włócząc nogami.

***

Po szkole, umówiłem się z Muminkiem i Agatkiem przed blokami, że pójdziemy na oranżadę. Agatek przyzwyczaił się do nowego pseudonimu, i pozwolił nam, żebyśmy go używali. W szkole gadałem jeszcze ze Stefkiem, żeby poszedł razem z nami świętować nasze zwycięstwo, ale on coś tylko wymamrotał o wizycie cioci i na tym się skończyło. Dziwne... Przed WF-em mówił, że będzie miał dzisiaj dużo czasu, bo jego rodzice planują wyjechać na działkę i zostawią go samego z siostrą, Sylwią. Stefek zawsze w takim wypadku nie ma nic do roboty, a my, korzystając z nieobecności jego rodziców albo gramy u niego w trójkę na kompie, albo razem gdzieś idziemy. Czasem zabieramy też Sylwię, która jest bliźniaczką Stefka (ale nie są bardzo podobni).

Poszliśmy do sklepu, kupiliśmy oranżady i paczkę chrupek. Zawędrowaliśmy na górkę za miastem, z której widać całą panoramę naszego miasteczka. To znaczy że większość ulic i budynków – zupełnie jak na mapie! Kiedy nie zostało już ani łyka oranżady, ani też jednego chrupka, wróciliśmy okrężną drogą do domu. Chcieliśmy po prostu pokazać Agatkowi parę fajnych miejsc i ogólnie oprowadzić po centrum miasta.

I muszę przyznać, że nieźle się zdziwiliśmy! Owszem, Agatek wyglądał, nawet przy długowłosym Muminku, zupełnie jak dziewczyna, ale na piłce znał się jak mało kto! Obiecał, że jutro do szkoły weźmie taki fajowski album o najsławniejszych piłkarzach, który dostał na Mikołajki. Jak sam mówił, w poprzedniej szkole był nawet w szkolnej drużynie. Ale trzeba też przyznać, że oprócz piłki, to jednak trochę dziwny był. Taki... no właśnie, jak to wcześniej nasza Pani mówiła, ‘nietypowy’.

Co jakiś czas wyciągał z kieszeni taką śmieszną, prawie przezroczystą, klejo-szminkę i malował sobie usta. Mówił, że to nazywa się błyszczyk. No i poza tym... to trochę dziwnie mówił. Niby głos miał taki jak my, ale używał takich dziewczyńskich słów: zamiast powiedzieć, że coś jest ‘zarąbiaszcze’, nazywał to ‘słodkie’... Czasem też nie mogliśmy się zrozumieć... On nawet nie umie rozpoznawać nazw samochodów! Ale za to zna wszystkie kolory i świetnie je rozpoznaje; ja i Muminek mamy z tym problemy! Wspólnych ulubionych filmów też raczej nie mamy... Agatek wspominał coś o jakiś pamiętnikach i księżniczkach, że niby jakiś film... My z chłopakami wolimy raczej ‘Trzech Muszkieterów’. Ale mimo że czasem zachowuje się on zupełnie jak dziewczyna, to jednak świetny kumpel z tego Agatka. Dzień nam minął zarąbiaszczo, czy jak to powiedział Agatek, ‘przemilusio’...

***

Następnego dnia w szkole było już też inaczej. Wszystko już było prawie normalnie. Prawie... bo mimo że Agatek połowę przerw spędzał z nami a połowę z Pszczółką, to przez cały ten czas Stefek się do nas nie odzywał. Jakoś tak głupio było nam pytać Sylwię o co chodzi, bo nie wiem czy to nasza sprawa. Może to coś związanego z tą wczorajszą wizytą ich cioci... No ale i tak to było dziwne... Stefek nam zawsze o wszystkim mówił... Zawsze trzymaliśmy się razem... ‘Gotek-Stefek-Muminek’... Tak to zawsze było... nagle został tylko Gotek i Muminek... Bo Stefek jakby w ogóle nas nie znał...

Kiedy wracaliśmy do domu, tym razem bez Agatka, którego mama wcześniej odebrała ze szkoły bo miał wizytę u dentysty, kilkanaście metrów za nami szedł smutno Stefek. W końcu nie mogliśmy już dłużej znieść tej sytuacji, poczekaliśmy na niego i, gdy był już koło nas, zapytaliśmy co tak naprawdę się wydarzyło, bo martwiliśmy się o naszego przyjaciela.
‘Bo wy tylko cały czas z tą dziewuchą się zadajecie!’ - odburknął Stefek -’ Dwa gole strzelił i już... wszyscy o mnie zapomnieli!’
‘W sumie to trzy go...’ - chciał przypomnieć Muminek, ale go szybko uciszyłem lekko szturchając w łokieć.
‘To nie jest tak!’ - powiedziałem – ‘No Stefek, coś ty, chłopie! Od piaskownicy się znamy, i nagle mielibyśmy cię samego zostawić? No proszę cię! Agatka znamy dopiero od tygodnia, też spoko gościu, w piłę pocina, ale przecież to ty! TY jesteś naszym przyjacielem!’
‘No to czemu cały czas... Eh... Wtedy.. Po tym meczu to nikt do mnie nie przyszedł, nie powiedział, że „o jak fajnie, ile goli strzeliłeś, dzięki tobie wygraliśmy”... Tylko do niego od razu, jakby jakimś bohaterem był! Wcześniej się z niego nabijaliście, a teraz to co?! Wielka przyjaźń!

Ja i Muminek byliśmy naprawdę zdziwieni, no bo kto by pomyślał... o taką głupotę się nie odzywać! Przecież i tak wiadomo, że to Stefek od zawsze był najlepszy w szkole i nawet jeśli Agatek był równie dobry, to przecież nie ma nic w tym złego – po prostu będziemy mieli jeszcze większe szanse w międzyszkolnych turniejach, więc powinniśmy się raczej cieszyć! Pogodziliśmy się ze Stefkiem, i zapewniliśmy go o naszym lubieniu. Obiecaliśmy też, że będziemy cały czas z nim chodzić po szkole... Agatek ma jeszcze przecież Pszczółkę...

***

Piątek, ostatni dzień w szkole... Eh... najlepszy dzień w tygodniu! Nawet sobota nie jest taka fajna, bo tylko w piątek jest to poczucie, że już, już za chwilę będzie wolne...

W czasie lekcji, tak jak obiecaliśmy Stefkowi, cały czas chodziliśmy z nim po szkole. Owszem, było super, ale czegoś, a może raczej kogoś, tak jakby nam brakowało... Z rana Agatek podszedł do nas, chciał się z nami przywitać, podałem mu rękę ja, Muminek, ale... Gdy wyciągnął rękę w kierunku Stefka, on zupełnie zignorował Agatka. To znaczy... Popatrzył, ale udawał, że w ogóle go nie zauważa... Mi i Muminkowi było nieco przykro, bo przecież lubimy i Stefka i Agatka, ale nie wiedzieliśmy co robić... Agatek sobie poszedł... Wtedy Stefek od razu się ożywił i dalej gadaliśmy o wynikach wczorajszego meczu. Ale to już nie było to samo! Panował jakiś dziwny nastrój...

Naprawdę, przez następne dwa tygodnie, nic już nie było tak samo. Owszem, Agatek wyglądał na szczęśliwego... Całe przerwy spędzał z Pszczółką. Raz nawet malowali sobie nawzajem paznokcie (co nie spodobało się naszej Pani, bo potem połowę lekcji nie mogli nic pisać, bo im ten lakier na paznokciach nie chciał schnąć); dalej częstowali się między sobą ciasteczkami i co pewien czas jedno z nich wybuchało śmiechem. Ogólnie widać było, że świetnie czuli się w swoim towarzystwie.

***

U nas też było całkiem nieźle... Na przerwach graliśmy w pchełki, puszczaliśmy samoloty z papieru, śledziliśmy trasy mrówek w zakamarkach korytarza... Raz nawet udało mi się przynieść dwie fajki... Znalazłem w domu jak wypadły mojemu tacie... Wyszliśmy wtedy na zewnątrz, za szkołę i próbowaliśmy je zapalić, ale chyba wziąłem jakieś złe zapałki, bo zupełnie nie chciały się zapalić...

W sumie to nawet dobrze! Z dwóch powodów: Po pierwsze, gdyby któryś z nauczycieli nas tam zobaczył, to mogliśmy się już pożegnać z planowaną czerwcową zieloną szkołą... A po drugie... No cóż, Muminek mówił, że jego kuzyn, który już jest w gimnazjum, dał mu kiedyś spróbować... I sam przyznał się nam, że mało się nie udusił! W ogóle, że te fajki to wcale nie taka fajna sprawa jak się wydaje. Ponoć niesmaczne i w ogóle – to się można tak uzależnić, że potem nawet jak się chce, to nie da rady przestać! Masakra jakaś! Wyrzuciłem więc obydwie fajki do kosza, i pobiegliśmy do klasy, bo było już trochę po dzwonku. Ale, mimo że tak świetnie już dogadywaliśmy się ze Stefkiem... brakowało nam Agatka.

***

Pewnej soboty zdarzyło się coś nadzwyczajnego! Coś, co na zawsze odmieniło nasze życie! Nasze, to znaczy moje, stefkowe i muminkowe! A zaczęło się całkiem niewinnie...

W piękną, majową sobotę, Stefek wraz z Sylwią zaplanowali swoją imprezę urodzinową. Stefkowi pomysł średnio się spodobał, głównie z tego powodu, że musiał posprzątać w swoim pokoju... ‘No bo przecież dziewczyny nie mogą widzieć takiego bajzlu! Co one sobie o mnie pomyślą?!’ - upominała go Sylwia, która była starsza o pięć minut, a nieraz wymądrzała się jakby to było z rok.... I na nic się zdały argumenty Stefka, że przecież jak już zjemy po kawałku tortu, to każdy rozejdzie się do swoich pokoi – my do stefkowego, a koleżanki Sylwii do jej pokoju. Musiał sprzątać i tyle!

‘Hehe, wiesz Gotku, lepiej pomóżmy z tym sprzątaniem Stefkowi, bo chłopak jeszcze w depresję wpadnie!’ - śmiał się z całej sytuacji Muminek. Tak też zrobiliśmy. Zajęło to dość dużo czasu, ale gry skończyliśmy, wszystko lśniło! Zupełnie jak nie pokój Stefka!

Przyjęcie w domu też się udało! Mama bliźniaków sama zrobiła tort, i muszę przyznać, że to było mistrzostwo! Było nas sześciu, to jest: Stefek, Sylwia, Muminek, Lala – koleżanka Sylwii, i nawet Pszczółka, ach no i oczywiście ja! Mimo tak dużej liczby, tortu starczyło nawet na dokładki! Rodzeństwo bardzo ucieszyło się też z prezentów, które dostali: dziewczyny dały Sylwii taki większy zestaw farbek, na który musiały się razem złożyć, a my kupiliśmy Stefkowi grę komputerową.

***

Po imprezie w domu, postanowiliśmy wspólnie wyjść na dwór. Ponieważ nasze osiedle jest niezbyt ciekawym miejscem do spędzania czasu, postanowiliśmy pójść na górkę za miastem. Na tą samą na której byliśmy ostatnio z Agatkiem...

Wzięliśmy ze sobą trochę chrupek i ciasta, a mama Stefka nalała nam do butelki po soku trochę domowego kompotu. Gdy już skończyliśmy jeść, posprzątaliśmy po sobie, i no cóż... po takiej ilości pysznego jedzenia po prostu musieliśmy odpocząć. Opowiadaliśmy więc sobie najzabawniejsze historie jakie się nam ostatnio przydarzyły. Jedna z tych historii dotyczyła Agatka i nas, to jest mnie i Muminka. Była ona naprawdę prześmieszna... W pewnym momencie, wszyscy niemal leżeliśmy na trawie, nie mogąc powstrzymać śmiechu...
‘Eh, gdyby teraz on był tu z nami...’ - rozmarzyłem się...
‘No dokładnie’ – zawtórowali mi Muminek z Pszczółką...
‘A w sumie’ – zapytała Sylwia – ‘Dlaczego już się z nim nie kolegujecie? Tak świetnie się dogadywaliście... Sam mówiłeś Gotku, że równy z niego gość, a teraz w szkole zachowujecie się, jakbyście prawie w ogóle się nie znali...’
‘W sumie.. To sam nie wiem’ – odpowiedziałem, mimo że doskonale zdawałem sobie sprawę z jakiego powodu... Nagle do rozmowy włączył się Stefek:
‘Możliwe, że to trochę z mojej winy... Chłopaki chcieli się z nim kolegować, ale ja...’- zawahał się – ‘Przyznam się, że byłem o to zazdrosny... Cały czas, po tym meczu... Nikt już mnie nie zauważał! Czułem się odrzucony i samotny, bo nie było nikogo, kto chciałby ze mną pogadać i w ogóle...’
‘Ależ Stefku... My cię nadal bardzo lubiliśmy... To ty nie chciałeś się z nami już zadawać’ – odpowiedział Muminek, i dodał – ‘Najgorzej, że teraz, kiedy już pogodziliśmy się z tobą, zupełnie straciliśmy kontakt z Agatkiem...’

Zapadła cisza. Widać było na naszych twarzach lekkie przygnębienie. Nagle Stefek zapytał:
‘A tak w sumie... Jaki w ogóle jest ten Agatek? Nawet nie miałem go okazji dobrze poznać...’
‘Jest podobny do ciebie... To znaczy, też zna się dobrze na piłce, i umie opowiadać ciekawe historie.. Założę się, że świetnie byście się dogadali! Wiesz... On jest trochę inny.. taki...’ - zabrakło mi słowa...
‘Nietypowy?’ - zapytał Stefek?
‘No tak.. taki właśnie nietypowy... Ale wiesz co? Czasem jest to nawet zabawne... Bo widzisz, on dogaduje się świetnie zarówno z chłopakami jaki i dziewczynami’ – na te słowa Pszczółka jakby ożyła – ‘Z jednej strony zna się na sporcie, a drugiej, nieco inaczej się ubiera, ogląda inne filmy, i tyle... Poza tym jest taki sam jak my, też jest... człowiekiem...


Zgodnie doszliśmy do wniosku, że Agatek nie jest ani dziewczyną ani tak całkiem chłopakiem... To znaczy jest, ale... w przyjaźni czy koleżeństwie nie jest to najważniejsze... Chodzi o to, żeby ktoś był fajnym człowiekiem, bo przecież dziewczyny też mogą świetnie grać w piłkę, a chłopaki używać tej różowej klejo-szminki... To znaczy błyszczyka malinowego. Stefek przyznał, że źle postąpił nie podając wtedy Agatkowi ręki, i ze trochę mu głupio. Wraz z Muminkiem uznaliśmy, że jeszcze nie jest za późno, i że w poniedziałek jakoś pogodzimy tych dwóch... Nie wiedzieliśmy jeszcze wtedy co wydarzy się tego wieczoru...

***

Gdy już pogadaliśmy a jedzenie uleżało nam się w brzuchach, postanowiliśmy pobawić się w berka... Jednak po dwóch rundach stwierdziliśmy, że to bez sensu, bo dziewczyny ubrały się w sukienki i pantofelki, więc biegało im się okropnie; cały czas się któraś potykała, a i tak nie miały szans z nami, bo my mieliśmy na sobie adidasy... Wpadliśmy więc na pomysł, żeby pobawić się z chowanego. Ale bez zaklepywania... Wygrywa ten, kogo będzie najtrudniej znaleźć!

Wybraliśmy Muminka, żeby on szukał nas jako pierwszy, bo, znając go, ciężko byłoby mu usiedzieć cierpliwie w jednym miejscu. Co ciekawe, każde z nas odnalazło wiele interesujących, wcześniej nam nie znanych zakamarków. Jednak nie wszystkie były równie dobre. Niemal od razu, Muminek odnalazł Stefka, odnalezienie mnie zajęło mu już nieco więcej czasu. I tak uwinął się dość szybko. Zaczęliśmy więc rozglądać się za dziewczynami. Kiedy sprawdziłem na zegarku, że szukamy ich już ponad kwadrans i zaraz zacznie się ściemniać, postanowiliśmy się poddać, żeby tylko jak najszybciej wrócić do domu.

Chodziliśmy po całym terenie, krzyczeliśmy że się poddajemy, i żeby same wyszły, i ze to nie żart, i nic... Martwiliśmy się, a już zaczynało się ściemniać! Nie mogliśmy bez nich wrócić do domu, bo baliśmy się rodziców... Kiedy szukanie trwało już naprawdę długo, zauważyłem, że ze stefkowego policzka popłynęła łza. Otoczyłem go ramieniem, a on tylko wymamrotał: ‘Sylwia...’. Bardzo przecież kochał swoją siostrę.

Byliśmy już załamani, nie widzieliśmy drogi, bo było coraz później... Nagle... za krzakami zobaczyliśmy coś różowego! Podbiegliśmy bliżej, omal się nie potykając, bo byliśmy pewni, że tam są dziewczyny. Lala miała różową sukienkę. Ale bardzo się zdziwiliśmy, kiedy okazało się, że to nie dziewczyny, a.... Agatek! Okazało się, że był tu ze swoim ojcem, który z zawodu jest mineralogiem, czyli, że chyba bada kamienie. Powiedzieliśmy o naszym nieszczęściu, a oni od razu zgodzili się pomóc. Mieli latarki i było im o wiele łatwiej. Razem mogliśmy więcej zdziałać.

***

W międzyczasie, tato Agatka zadzwonił do rodziców bliźniaków. Baliśmy się, że możliwe, że trzeba też będzie zadzwonić po policję. Znów szukaliśmy, tym razem z latarką i w większej grupie. Jednak i to było na nic... Byliśmy załamani! Baliśmy się, co mogło stać się dziewczynom. Nagle Agatek zauważył coś kolorowego. Nam trudno było dostrzec cokolwiek, a co dopiero rozróżnić kolory. Agatek podbiegł do tego miejsca, i... mało nie wpadł w dziurę! Okazało się, że prowadzi ona do podziemnej jaskini, z której dochodziły dźwięki płaczu... To były dziewczyny!

Stefek, już całkiem zapłakany, podbiegł tam, a my wraz z ojcem Agatka za nim. Staraliśmy się uspokoić dziewczyny, no i... Stefka, a w międzyczasie przynieśliśmy linę z samochodu taty Agatka. Wejście jaskini okazało się jednak zbyt wąskie, by mógł tam wejść ktoś dorosły. Długo się nie nie zastanawiając, Agatek przywiązał do siebie koniec liny, a drugi kazał trzymać nam i swojemu ojcu.

Ostrożnie zszedł do jaskini, i cudem dostał się do miejsca, w którym przebywały dziewczyny. Potem, po kolei każdą z nich ze sobą wyciągał na powierzchnię. My wszyscy ciągnęliśmy linę. Na szczęście żadnej z nich nic się nie stało, poza tym, że były zmarznięte.

Stefek i Sylwia z płaczem padli sobie w ramiona. I w sumie trudno mi powiedzieć, które z nich płakało głośniej. Nic dziwnego... Takiego stresu jeszcze chyba żadne z nas nigdy nie przeżyło! Lala, w lekko podartej sukience, ni stąd ni zowąd, podeszła do mnie i też mnie przytuliła. Cała trzęsła się ze strachu i zimna, więc dałem jej moją bluzę.

Powoli już opuszczaliśmy to miejsce. Schodziliśmy ze wzgórza w stronę miasta. Wszyscy z podziwem patrzyliśmy na naszego bohatera – Agatka, który najpierw przytulił, a potem... pocałował w usta swoją ukochaną Pszczółkę, z którą odtąd zawsze już chodzą trzymając się za ręce. Schodząc z oddali już zauważyliśmy rodziców Stefka i Sylwii. Niedługo potem wszyscy pojechaliśmy do ich domu, gdzie już wcześniej planowaliśmy nocować. Tato Agatka pojechał do domu, a Agatek został z nami. Nie zdążyliśmy nawet zjeść kolacji, ponieważ przez tą całą niebezpieczną i wyczerpującą przygodę od razu posnęliśmy. Na szczęście wszystko szczęśliwie się zakończyło. Dzięki Agatkowi!

***

Od czasu tamtego zdarzenia, Stefek jest Agatkowi bardzo wdzięczny za uratowanie jego siostry. Obydwoje bardzo się ze sobą zaprzyjaźnili. Często przychodzą do siebie zagrać na komputerze. My z Muminkiem jesteśmy też bardzo zadowoleni, że teraz na oranżadę i chrupki chodzimy już nie w trójkę, ale... aż w siódemkę. Oczywiście nie chodzimy już na górkę, i staramy się, by każde nasze wyjście było przemyślane. Cieszymy się też, że Pszczółka w końcu z nami rozmawia i znalazła bliskiego przyjaciela, a z kolei Agatek odnalazł się w naszej klasie, no i... ma dziewczynę.

Podczas naszej ostatniej wyprawy do pizzerii, wspólnie doszliśmy do wniosku, ze to nie ważne jak ktoś wygląda, w co się ubiera, czy jakie lubi filmy. Najważniejsze, żebyśmy ze sobą żyli w zgodzie i nie dokuczali sobie z tego powodu. Różnimy się, ale tak naprawdę wszyscy jesteśmy ludźmi, i powinniśmy się nawzajem szanować. Tak, to chyba właśnie to jest ta cała tolerancja...

Tekst i ilustracje: Dazzle (tadtoofey.tumblr.com)


Do artykułu dodano 6 komentarzy. Pokaż komentarze.



Powrót do: Opowiadania

Logowanie
Nick:
Hasło:

Ankieta
Czy uzyskałeś pomoc od organizacji LGBT ?
Trans-Fuzja
Tęczówka
Lambda
KPH
innej organizacji
nie otrzymałem/am pomocy
nie szukałem/am pomocy
Skomentuj

Wyniki ankiet
Użytkownicy
Zarejestrowanych: 8476
On line: 51
Zalogowani: Iris_von_Everec
Wyszukiwanie
Myśl na tę chwilę
Jak to się dzieje, że nikt mnie nie rozumie, a wszyscy mnie uwielbiają?
Albert Einstein

Skórka
Organizacje i grupy LGBT


sekcja dla całego środowiska Trans

całe środowisko Trans


głównie Les/Gay

Zaprzyjaźnione strony

Crossdressing ogłoszenia



Trans randki
Trans rande
Transgender dating
Copyright (c) 2004-2015 by crossdressing.pl