Back to: Transgender adventures
Przygoda Telimeny z "Polityką" Read count: 2415 Last update: 2010-04-08
| In brief: | W marcu 2010 w tygodniku "Polityka" ukazał się artykuł przedstawiający historie kilku osób trans. Poniżej zamieszczamy fragmenty artykułu opowiadające o Telimenie. |
There are 6 comments for this article. Show comments.
  | We're sorry! An English version of this article is still not available...
If you want to help us to extend the portal by translating this article into English, please contact the portal editors. |
The polish version:

Mówię dziewczynom w gabinecie kosmetycznym: Ja bym chciała być jak lalka Barbie, w kolorach wyuzdanych, czerwonych. Mówię: Jestem próżna, moje życie jak operetka jest pomieszaniem sztuk i gatunków. Dziewczyny się śmieją i pytają: Jak dziś robimy, panie Przemku?
Przemuś. W przedszkolu w mieście M. dzieci malowały; piękny dzień, jesień, pogoda akwarelowa. Ręce i fartuszki miały umazane farbkami. W sali tumult, podniecenie, bieganie, duma z namalowanych domów i kotów. Wśród tego wszystkiego Przemuś stał urzeczony, bo wymyślił dla siebie przyjemność. Krzyczał do dzieci: mnie całego pomalujcie, będę schowany pod farbą!
Przemek. Nie został aktorem, a chciał. Jako najstarszy syn w wielodzietnej rodzinie, w fabrycznym miasteczku M. na południu Polski, musiał iść do pracy. Podobnie było z pianinem: nachodziła go w młodości żądza wyrażenia siebie za pomocą pianina, bębnienia z ogniem, fortissimo. Ale nie umiał grać. Siedział więc nad elektroniką, nad mechaniką, budował tranzystory, palce miał do tego dobre, wirtuozerskie. Całym jego światem był dom, z kolegami nie chodził, wódką się brzydził, a kiedy przyszedł czas, zabrało go wojsko i został fotografem jednostki w Kazuniu.
W mundurze przyjechał do M. wziąć ślub. Żonę poznał dużo wcześniej, w technikum przyzakładowym, na praktyce obróbki skrawaniem; niby szczupła brunetka, kruszyna przy maszynie, wzruszająca i bezbronna, a w jego oczach jakaś potężna przez swoją kruchość – tylko kobiety tak potrafią. Urodziła mu pięcioro dzieci. Przemek otworzył w M. zakład mechaniczny, został pracoholikiem, utrzymywał rodzinę. Artystycznie stało się jasne, że świata nie zadziwi. Miał gitarę pudłową z wojska, leżała na szafie. Jeszcze próbował po pracy na kursie akordeonistów, w panice przed uciekającym czasem; akordeon też na szafie.
Żonę teatralizował i uwznioślał w ciszy mieszkania w bloku, w mieście M., ciuchy jej dobierał, makijaż doradzał krzykliwy jak u matrioszki. Mawiał: kobieta zmienną jest, idealną istotą, zmienia się co do wizerunku. Prosił, żeby zmieniała się według pór dnia, ale z wiekiem robiła się zmęczona, praca wydobyła z niej rysy, których Przemek nigdy nie dostrzegał u Marilyn; podziwiał Marilyn Monroe, o której oczywiście wiedział, że dawno umarła.
Przemek popadał w nerwicę, po pięćdziesiątce obudził się na nerwowym oddziale.
Przemysław. Mówi: Telimena się we mnie zawsze dobijała, czekała na swoją scenę jak kostium operowy, na oddziale nerwowym wreszcie wyszła w reflektory. Braw nie było, widownia pusta; nikt nie lubi przeżywać swojej niezwykłości samotnie. Telimena występowała w domu, po robocie, najpierw niewprawna pudernica, w ciuchach żony i w peruce biegała szczęśliwa między lustrami w przedpokoju i łazience. Wieczorami Przemysław chował Telimenę w sobie i szli do gabinetu kosmetycznego, miejsca czarodziejskiego, jedwabnego. Telimena prosiła kosmetyczki: dziś zróbcie mi Barbie, Marilyn, Madonnę. Starały się; Telimena paradowała ulicami miasta M. przeglądając się w wystawach sklepów, w drogeriach, głosem Przemysława pytała o szminki i tusze, rozmowy cichły, a ta trzpiotka chichotała w dłoń. Przemysław był abstynentem, Telimena lubiła słodkie wina.
Któregoś dnia w mieszkaniu Telimena źle wyliczyła czas spektaklu; syn Przemysława wrócił ze szkoły, dzwonił do drzwi, przez wizjer widział spłoszoną długowłosą kobietę i słyszał stukanie obcasów; otworzył mu zbudzony z potliwego snu tata. Tego dnia do opery weszła publika i wygwizdała Telimenę; żona bardzo płakała.
Przemysław się przestraszył. Z warsztatu dzwonił do wszystkich telefonów zaufania. Przemysław zabierał Telimenę na działkę. Żona przemówiła na temat rozwodu. Telimena odkryła transpłciowe party w Warszawie, jeździła starym Fiatem, czasem przeobrażała się na stacjach benzynowych. Kartę płatniczą Przemka podawała kasjerowi dłonią z czerwonym pazurem. Telimena mówiła: Lubię być w tę i z powrotem, kocham kobiety, ale nie chcę być już zawsze kobietą. Żona mówiła: Wy się tam pieprzycie. Telimena pojechała opowiedzieć o sobie w telewizji, kiedy wróciła do domu, rodzina chciała ją zjeść. Aż kiedyś przed świtem, w najgorszej porze dla samotnych, Przemysław zostawił na stole w kuchni dokumenty, kluczyki i pieniądze, pierwszym pociągiem pojechał do Warszawy. Na Dworcu Centralnym położył się na ławce i czekał, aż ktoś przyjdzie go brutalnie zabić; być może wtedy żona poświęci mu trochę uwagi. Był to pomysł Telimeny.
Telimena. Żona robi jej makijaż w ubikacji warszawskiego lokalu; idą razem na transparty. Telimena elegancka, rozszczebiotana, najwdzięczniejsza kobieta na świecie. Są w trakcie terapii, żona ma zobaczyć transparty, koleżanki – inni poprzebierani faceci – zazdroszczą Telimenie wyrozumiałej żony, wielu ma sprawy rozwodowe w toku. Nocą Telimena z żoną wraca starym Fiatem do miasta M. i postanawia, że lakier z paznokci zmyje na ostatniej stacji benzynowej przed domem.
Autor: Marcin Kołodziejczyk
Polityka, 4 marca 2010
 There are 6 comments for this article. Show comments.

Back to: Transgender adventures
|