Back to: My first time...
Moje pierwsze TP w Rasko Read count: 5902 Last update: 2010-03-31
| In brief: | Byłam tam w końcu jako Paulina. Najgorsze było wyjście z domu en-femme w dzień. Była sobota, 27 marca 2010. Mój historyczny dzień. Zawiozła mnie tam znajoma osoba, którą poznałam na portalu trans. Załatwiłam więc sobie transport, zawsze to łatwiej i bezpieczniej, niż tłuc się samej w PKSie. Może zacznę jednak od początku. |
There are 43 comments for this article. Show comments.
  | We're sorry! An English version of this article is still not available...
If you want to help us to extend the portal by translating this article into English, please contact the portal editors. |
The polish version:
 No i stało się.
Byłam tam w końcu jako Paulina. Najgorsze było wyjście z domu en-femme w dzień. Była sobota, 27 marca 2010. Mój historyczny dzień. Zawiozła mnie tam znajoma osoba, którą poznałam na portalu trans. Załatwiłam więc sobie transport, zawsze to łatwiej i bezpieczniej, niż tłuc się samej w PKSie. Może zacznę jednak od początku.
Tego dnia wstałam rano mocno podekscytowana. Przeżywałam jak nigdy, że niedługo stanie się coś, na co nie mogłam się zdobyć przez wiele ostatnich lat.
Wykąpałam się i wypachniłam. Potem zaczęłam pomalutku przygotowywać się do imprezy. Przez cały czas nerwowo zerkałam na duży biało czarny zegar ścienny, który nieubłaganie pokazywał, że mam coraz mniej czasu do wyjścia.
Do obiadu przyszykowałam rzeczy i posegregowałam na te, w które miałam się ubrać na drogę oraz na te, co miałam założyć na miejscu w klubie. Na szczęście pogoda w sobotę była trochę gorsza niż kilka dni wcześniej. Po wiosennych upałach nadeszło ochłodzenie, które bardzo mnie ucieszyło, ponieważ mogłam się ubrać troszkę grubiej i zakryć moje niektóre niedoskonałości, a ideałem kobiecości nie jestem. Spakowałam torbę, w której miałam praktycznie wszystko co powinna mieć transka w razie jakieś awarii. A ja miałam kilka awarii, o tym jednak później. Dokładnie musiałam przemyśleć, co wziąć - od zapasowych rajstop poprzez klej do tipsów, aż do zwykłych chusteczek higienicznych. O kosmetykach nie wspominam, ponieważ jest to oczywiste.
Po obiadku zaczęłam generalne przygotowania swojej osoby. Zegar pokazywał już 14:00, kiedy zaczęłam kłaść na twarz pierwsze zaczątki makeup'u. Czas nieubłaganie i szybko mijał. W międzyczasie zaprzyjaźniony znajomy kierowca z pewnego portalu trans już na mnie czekał. Otrzymałam sms-a, że już jest.
Gdy skończyłam, była 16-ta. Potem się ubrałam, przykleiłam tipsy, zerknęłam ze 100 razy w lusterko, popatrzyłam przez okna w bloku, czy jacyś sąsiedzi nie kręcą się w pobliżu i z sercem w gardle wyszłam z domu. Szybkim krokiem, na 6 cm obcasach, podeszłam na parking oddalony jakieś 400 metrów od mojego bloku, aby jakiś sąsiad z okna mnie nie widział. Potem podeszłam do samochodu, który na mnie czekał.
Serducho waliło mi jak młot. Nikt mnie przecież wcześniej w dzień nie widział jako Paulinę. Dostałam jednak opinię, że na żywo wyglądam jeszcze bardziej kobieco i seksownie, niż na zdjęciach. To mnie jeszcze bardziej podbudowało.
Wsiadłam do auta i pojechaliśmy. Po dwóch godzinach jazdy byliśmy w Warszawie. W Rasko byłam około godziny 19. Potem musiałam zrobić kolejny wielki krok - wyjść z auta i wejść do klubu.
Weszłam sama, ponieważ osoba, która mnie przywiozła, musiała jeszcze zatankować i zaparkować samochód. Dobrze, że miałam wcześniej doświadczenie w tomaszowskim pubie, dlatego weszłam ze strachem, ale bez większych oporów. Przywitałam się z szatniarzem, a potem poszłam do pomieszczenia, gdzie miała odbywać się impreza Transparty. Przeszłam przez pustą salę. Minąłam małą scenę i weszłam do małej salki, gdzie przed wejściem wisiała biała karteczka z czarnym napisem ”TRANS PARTY”.
Na początku zastałam trzy osoby znane z portalu. Małą Anię, Edytę oraz Gretę. Poznały mnie od razu, mimo że widzieliśmy się dopiero pierwszy raz. Chciałam się przebrać, aby jeszcze bardziej kobieco wyglądać. Edyta pokazała mi pomieszczenie obok sceny, gdzie w czasie występu przebierają się drag queen. Przebrałam się w spódniczkę nad kolanko, bluzeczkę z dekoltem i czarne błyszczące kozaczki. Miałam szpilki, ale w kozaczkach pewniej się czułam. Potem tak ubrana wróciłam do salki Trans Party i zaczęłam rozmawiać ze znajomymi już nie tylko z portalu, ale z realu.
Porozmawiałam z nimi na różne tematy. Nadal jednak byłam wewnętrznie wystraszona całą sytuacją i tym, że siedzę na przeciwko nich jako Paulina. Fajne uczucie, jak nikt się nie dziwi jak wyglądasz i Cię akceptuje. Naprawdę. Czułam się świetnie. Z każdą chwilą byłam bardziej odprężona. Odwagi dodawało mi przyćmione światło, które otaczało całą salę i stawiało ją w lekkim półmroku. Świeczki na stolikach dodawały tylko elementu tajemniczości tego pomieszczenia. Później około 20:00 przyszło kilka innych transek, z portalu na crossie i innych, całkiem mi nieznanych. Kilka z nich poznałam osobiście. Pozdrawiam je przy okazji :)
To naprawdę niesamowite i niepowtarzalne uczucie, kiedy jesteś ubrana jak kobieta i obcy ludzie Cię akceptują. Wreszcie czułam się swobodnie, chodząc tak miedzy ludźmi. Byłam sobą. Pauliną. W pewnym momencie chciałam kupić jakieś piwko w barze. Była już godzina 22:00, a sala obok zapełniła się ludźmi.
W Rasko byłam już trzy godziny, mimo to miałam jednak opory, aby przejść przez inną sale, gdzie było wiele osób spoza środowiska trans. Była to sala do tańczenia ze sceną, na której około 23 występowały klubowe drag queen - w tym Druga Maryla (sobowtór Maryli Rodowicz) oraz Żaklina z "Mam Talent". Poprosiłam Edytę z tego portalu, aby pomogła mi przejść przez tę salę i zaprowadzić do baru. Poszła ze mną. Byłam wtedy bardziej odważna, jak szłam przez salę z kimś znajomym... Powiedziała "kupuj"... no i musiałam powiedzieć barmance co chcę (doświadczenie z tomaszowskiego pubu się teraz przydało). Kupiłam jakieś piwko i wróciłam do saloniku, gdzie odbywało się nasze Trans Party. Potem sama śmigałam po piwko jeszcze ze dwa razy.
Po piwku opory już całkowicie zniknęły. Poszłam do ludzi. Oglądałam występy Drag Queen i nieźle się bawiłam. Godzinkę potańczyłam, porozmawiałam z niektórymi transkami. Oswoiłam się z otoczeniem. Nikt na mnie dziwnie się nie patrzył. Wszyscy mnie akceptowali i nie wytykali palcami. Nawet nawiązałam kilka nowych znajomości.
Miałam jednak kilka awarii. W tańcu zgubiłam paznokieć. Potem znowu się odkleił, jak zakładałam sweterek z futerkiem. Musiałam kleić. Miałam na szczęście wszystko w torebce. Kilka razy musiałam przypudrować nosek, ponieważ było gorąco i zaczęłam się troszeczkę świecić, zwłaszcza jak wariowałam tańcząc na sali. Właśnie dotarło do mnie, że dziewczyny, które były tam w perukach, miały niezłą saunę... Ja na szczęście miałam naturalne włosy i nie było mi aż tak gorąco.
Około godziny 4 nad ranem, kiedy warszawska młodzież i nie tylko pokładała się już na rozstawionych wokół sali kanapach, postanowiłam opuścić klub. Znajomy, który mnie przywiózł i mi towarzyszył, odwiózł mnie bezpiecznie i bez przygód do domu do Tomaszowa Maz. Spisał się na medal. Podziękowania dla niego, jeśli to czyta.
Byłam w domu o 6 rano. Szczęśliwa. Spełniona. Bardziej odważna, doświadczona, wierząca w siebie. Zadowolona i dumna, że się odważyłam na taki wyczyn. Jeszcze żyję atmosferą Rasko. To nic takiego strasznego wyjść z szafy. Przynajmniej, jak się ma takie warunki jak ja. Zabrzmi to bardzo nieskromnie, ale dotarło to do mnie w momencie, kiedy to w czasie pobytu w Rasko byłam przynajmniej 5 razy podrywana przez prawdziwych facetów... Nawet nie skapnęli się,ze jestem transem.
Chciałam zostać draq queen, ale byłam za niska i za bardzo kobieca, dlatego nic z tego nie wyszło.
Byłam w końcu sobą - Pauliną.
Tak wyglądało moje pierwsze w życiu tak poważne wyjście en femme.
Dziękuję wszystkim za to, że mnie wspierałyście. Że dodawałyście otuchy i że wasze opinie na mój temat przyczyniły się do tego, iż udało mi się w pewnym stopniu przezwyciężyć strach, który jednak był bezpodstawny. Dziękuję także PORTALOWI crossdressing.pl, który odkrył i pokazał mi Wasz świat.
Teraz jestem dopiero sobą. PAULINĄ.
The author of this article is:
 There are 43 comments for this article. Show comments.

Back to: My first time...
|