Back to: That’s me...
Czas się przywitać - Katerina Read count: 3982 Last update: 2010-03-30
| In brief: | Pierwsze oznaki mojego zafascynowania rzeczami określanymi w naszej kulturze jako ”damskie” pojawiły się u mnie w wieku 7-8 lat. Wtedy w domu w piwnicy ojciec prowadził sklep obuwniczy, schodziłam wtedy na dół jak wszyscy spali i przymierzałam dziewczęce lakierki, albo białe butki komunijne. |
There are 14 comments for this article. Show comments.
  | We're sorry! An English version of this article is still not available...
If you want to help us to extend the portal by translating this article into English, please contact the portal editors. |
The polish version:
 Witam serdecznie!
Długo już jestem czytelniczką tego portalu i forum, ale tak już mam, że mam opory z wypowiadaniem się nawet przez internet. Czas najwyższy z tym skończyć, a właściwie czas zacząć coś nowego...
Moja historia zapewne nie różni się niczym od historii wielu z Was. Chcę się nią jednak podzielić, bo mimo, że kilka osób wie o tym wszystkim (w tym żona) to i tak nie bardzo mam możliwość o transowaniu rozmawiać.
Pierwsze oznaki mojego zafascynowania rzeczami określanymi w naszej kulturze jako ”damskie” pojawiły się u mnie w wieku 7-8 lat. Wtedy w domu w piwnicy ojciec prowadził sklep obuwniczy, schodziłam wtedy na dół jak wszyscy spali i przymierzałam dziewczęce lakierki, albo białe butki komunijne. Z tego okresu pamiętam również zabawę lalkami zawsze jak byłam u kuzynki (a miała niesamowitą kolekcję barbie) Nie oznacza to, że nie bawiłam się samochodzikami itp. bo do dzisiaj mam kolekcję resoraków pewnie ze 100 szt.
Pierwsze raz założyłam coś koło 6 klasy. Zaczęło się od snu, przyśniło mi się, że ubieram biały stanik, majtki i rajstopy. Kilka dni później spełniłam ten sen przymierzając te elementy garderoby wygrzebane z szafy mamy. Przez kolejne kilka miesięcy spałam w jej bieliźnie, a przede wszystkim w rajstopach. No i zostałam ”przyłapana”. Mama się zorientowała, że nie ma kilku rzeczy u siebie w szafie no i znalazła je u mnie. Przyszła rano jak byłam w łóżku i miałam na sobie rajstopy. Jedyne co wtedy powiedziałam to: ”chciałam sprawdzić jak to jest”, nie pamiętam już jej odpowiedzi. Nie wracaliśmy później do tego tematu.
Potem nadszedł okres końcówki podstawówki: 7-8 klasa. Nie radziłam sobie ze stresem, koledzy w szkole mnie nie akceptowali tak do końca, zawsze się o wszystkim dowiadywałam ostatnia. Dziewczyny też nie za bardzo mnie chciały w swoim towarzystwie. Nie pomagał w tym wszystkim mój charakter - introwertyk. Wagarowałam... najczęściej uciekałam do domu i wtedy jak nikogo nie było korzystałam z szafy mamy, siostry czy kuzynek, które mieszkały z nami.
Liceum to był czas wielu pierwszych rzeczy: pierwsze samemu kupione majtki, pończochy, spódniczka, buty, gorset... No i pierwsze rozmowy na ten temat z innymi osobami z którymi obecnie nie mam kontaktu, bo nasze drogi się już rozeszły. Nikt mnie negatywnie nie potraktował, chociaż pewnie dlatego, że osoby którym o tym mówiłam dobierałam bardzo starannie. Brak odwagi powodował, że nie wychodziłam na ulicę, a tylko ”pojawiałam się” w domu.
Gdzieś w klasie maturalnej rodzice się zorientowali (tym razem oboje), bo rzeczy miałam coraz więcej i trzeba je było jakoś prać i gdzieś układać. Zrobili mi awanturę, że co ja sobie myślę, jak mogę to ubierać itp. itd. Później z matką próbowałem powrócić do tematu, bo chciałam coś z tym zrobić, pójść do jakiegoś psychologa, ale się nie dało, zignorowała moje prośby i od tego czasu udajemy, że tego nie ma... ”czego oczy nie widzą”... same wiecie.
Na studiach ruszyło się wszystko. Zaczęłam mniej bać się kupować rzeczy (en homme, chociaż do dziś jest to dla mnie ogromne pozytywne przeżycie) - spodnie, spódniczki, bluzki, rajstopy, pończochy, kurtkę. Pierwsze przymierzanie butków to było coś! Poszłam do sklepu, wzięłam rozm. 42 i po prostu założyłam na stopę. Jakie było moje zdziwienie, że nie są za małe! Do dziś przymierzam damskie buty w sklepach (en homme) z burakiem na twarzy. Ale się tym aż tak nie przejmuję - w końcu szkoda kasy na za małe...
Następnego dnia po kupnie pierwszych butków zdecydowałam się wyjść... Po nocy wokoło bloku w mini... nie zapomnę tego uczucia, powiewu wiatru pod spódniczką i tej radości, że w końcu się przełamałam. Minęła mnie jakaś para i jakoś się bardzo mi przyglądali i uśmiechali. Na szczęście rozsądek przeważył i był to jedyny taki spacer po nocy.
Kolejne wyjście było już na głęboką wodę. Miałam tydzień ferii pomiędzy semestrami. Stwierdziłam, że trzeba to zrobić, trzeba iść i przełamywać swój strach i obawy. W poniedziałek wyszykowałam się: spódnica, rajstopy grube (bo to zima była) sweter, kurtka, makijaż, torebka w rękę (zdjęcie w avatarze jest chyba z owego tygodnia ferii) i idziemy. Poszłam na przystanek tramwajowy, pojechałam do centrum miasta i zaczęłam się rozglądać za salonem kosmetycznym, w którym mi zrobią tipsy na ten tydzień. Odważyłam się wejść tylko do dwóch i niestety nie było terminów... trafiłam w końcu do centrum handlowego gdzie było drogo, ale miałam je zrobione od razu - standardowy french i niezbyt długie. Trafiłam tam na bardzo fajną babkę, która nie miała uprzedzeń, po ustaleniu tego co chcę żeby było zrobione, pierwsze pytanie było: jesteś facetem czy babką?? Od tego momentu porozmawiałyśmy sobie o TV i nie tylko (później też chodziłam do niej na zrobienie żelowych paznokci u stóp).
Kolejnego dnia spotkałam się en femme z koleżanką ze studiów - jak się z nią umawiałam na to spotkanie to stwierdziła, że muszę być w spódnicy "bo jak nie, to co z ciebie za baba"...
Było fajnie, siedziałyśmy w centrum handlowym w lodziarni przy kawie i lodach i rozmawiałyśmy o wszystkim. Czasem się ktoś spoglądał, zdarzały się osoby przechodzące 2 razy, bo chyba nie mogły uwierzyć w to, co widzą...
Do końca tygodnia wyszłam chyba jeszcze ze dwa razy na zakupy.
Kolejne wyjścia były tylko samodzielne, bo bałam się odezwać na portalu, ale nie bałam się iść sama na miasto - uwierzycie? Jednak muszę powiedzieć, że przy każdym wyjściu mam wrażenie jak bym była ”po drugiej stronie lustra” - zupełnie inaczej traktowana ze strony facetów. Raz ktoś mnie mijając, powiedział ”ależ ty jesteś piękna”.
Większość ludzi nie zwraca w ogóle uwagi, a jeżeli już, to i tak nie daje po sobie tego poznać. Czasem ktoś się zaśmieje (głównie młodzież) i aż chciałoby się powiedzieć: dobrze się bawisz? tak? JA TEŻ! Czasem się słyszy "Ty zobacz, to jest FACET!!!" - teraz to ja mam z tego ubaw!
Obecnie mam przerwę w transowaniu, ale mnie do tego znowu ciągnie... tylko fajnie by było mieć towarzyszkę przygód. Nie wychodzenie en femme rekompensuję sobie kupując ubrania (zwłaszcza spodnie, koszule) damskie i chodząc w nich na codzień. Czasem założę sobie baleriny do tego i się w ogóle nie przejmuję...
P.S. Dzięki Paulinacd i Verra! To Wasze pojawienie się na forum dało mi energię, żeby samemu się tu w końcu pojawić.
The author of this article is:
 There are 14 comments for this article. Show comments.

Back to: That’s me...
|