close

Informacja dotycząca plików cookies
Informujemy, że używamy informacji zapisanych na urządzeniach końcowych użytkowników przy pomocy plików cookies, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Korzystanie z naszego serwisu internetowego oznacza, że użytkownik wyraża zgodę na ich zapisywanie. Zgadzam się, nie pokazuj więcej tej informacji
Szczegóły polityki cookie

 Czwartek, 2019-03-21

  Najstarszy w Polsce portal o crossdressingu i transpłciowości
  Istniejemy od 2004 roku

  Ilość odwiedzin: 8064722, ilość odsłon: 64480006
Na skróty
 Familia
 Forum
 Co nowego na forum
 Blog
 Video
 Księga gości
Menu
Strona główna

Ogłoszenia

Aktualności

Nowości w portalu
Nasze projekty
Bieżące wydarzenia
Imprezy i spotkania
Kalendarz spotkań
Od redakcji
Listy do redakcji
Najpopularniejsze

Transpłciowość

Pojęcia
Identyfikacja
Terapia
Pomoc
Przeciw transfobii

Magazyn

Z kraju i ze świata
Zjawiska
Sławni transi
Na granicy płci
Miej świadomość
Prawo
Religia
Moda
Plusy / minusy
Ciekawostki
Na luzie

My i nasi bliscy

LadyLike
Żyć z „nią”
Ja i mój związek

Kultura

Prasa
Teatr
Filmy
Literatura
Grafika
Piosenki

Kawiarenka

Przemyślenia
Moja wielka przygoda
Mój pierwszy raz...
A to ja właśnie...
Transowe przygody
Moje przygody z Anną
Pamiętnik Alex
Wspomnienia Iwony
Opowiadania
Felietony w szpilkach
Biuta Bino

Transformacje

Dbamy o ciało
Makijaż - porady
Ubiór
Włosy i peruki
Dodatki
Tips & tricks
Jak oni to robią!
Makijaż – kurs
Z pomocą medycyny

Poradnik

Przewodnik
Rozmiary
Ciekawy produkt

Katalog

Nasze profile
Specjalnie dla nas
Miejsca i Kluby
Polecamy sklepy
Linki
Pliki do pobrania
Programy

Kontakt

Redakcja
Księga gości
Użytkownicy
Nasza mapa
Najnowsze artykuły
Wiosenne Plenerowe Trans Party 2019 (8600)
2019.03.26 Katowice. Dyżur psychologa (14983)
2019.03.19 Katowice. Wtorkowe pogaduchy przy kawie (15229)
Spostrzeżenia z życia transki (59)
Trans Sylwester w Tęczówce (7937)
2018.11.24 Katowice - Trans Wieczorek w Tęczówce (11090)
2018.09.7-9 - Plenerowe Trans Party (21569)
2018.11.24 Katowice - Trans Wieczorek w Tęczówce (38944)
2018.07.17 Katowice. Grupa wsparcia dla osób niedokonujących korekty (39143)
2018.07.10 Katowice. Wtorkowe pogaduchy przy kawie (59737)
...więcej...
Najczęściej czytane artykuły
Wymiary... idealne (681076)
Tucking&taping, czyli jak pozbyć się wypukłości w kroczu (583868)
Strony prywatne (362590)
Fryzura i makijaż, a kształt twarzy (314462)
Zakupy za granicą (278122)
Wiązanie krawata (259794)
Jaka fryzura? (223765)
Jak zrobić samemu udane zdjęcia? (221766)
Zakupy w Polsce (210885)
Zestawienie rozmiarów obuwia (210189)
...więcej...

Powrót do: A to ja właśnie...

Transseksualizm K/M – od dziecka do dorosłości
Liczba wyświetleń: 13841


W skrócie:Życie transseksualnych facetów. Takich zwykłych, którzy nie szukają rozgłosu i popularności. Takich którzy chcą żyć wtopieni w tłum, z którego nie będą się wyróżniać, szczęśliwi i zadowoleni, że udało im się osiągnąć spokój oraz znaleźć swoje „miejsce na ziemi”.

Do artykułu dodano 3 komentarzy. Pokaż komentarze.
Pomysł na napisanie pracy o transseksualizmie powstał pod wpływem programów telewizyjnych i artykułów prasowych. Jednak wizerunek, jaki kreują media, często mija się z prawdą albo jest mocno zniekształcony, w związku z czym ciężko wyrobić sobie realny pogląd na temat tego zjawiska. W pracy starałem się więc dać możliwość wypowiedzenia ludziom, którzy nie szukają rozgłosu i popularności, którzy chcą żyć wtopieni w tłum, z którego nie będą się wyróżniać, szczęśliwi i zadowoleni, że udało im się osiągnąć spokój oraz znaleźć swoje „miejsce na ziemi”.

Fakt inności osób transseksualnych stale wzbudza jeszcze u współczesnego człowieka niechęć, podejrzliwość, nawet odrazę. Wszystko to sprawia, że tę inność odrzuca, represjonuje i potępia, zanim jeszcze postara się ją zrozumieć.

Niniejsza praca jest swoistym, niekiedy dramatycznym w opisie, krótkim dokumentem o ludziach cierpiących na transseksualizm. Chciałbym ją skierować do tych, których to nieszczęście ominęło, aby mogli usłyszeć „wołanie o pomoc i tolerancję” osób transseksualnych. Nauczmy się jako społeczeństwo tolerancji, tej prawdziwej tolerancji, o której tak chętnie i często mówi się w mediach, a której nadal brakuje w codziennym życiu.

Moimi rozmówcami byli:

Beniamin lat 29, kawaler. Jedynak, matka wychowywała go sama, przerwał szkołę średnią (Liceum Ekonomiczne), wykształcenie podstawowe, obecnie pracuje, od roku mieszka poza domem z dziewczyną.

Grzegorz, lat 36, żonaty. Od 12 lat z drugą żoną, jedno dziecko. Najstarszy z pięciorga rodzeństwa, ukończył technikum wieczorowe, od 12 lat pracuje jako kierowca. Pochodzi z południowo-wschodniej Polski. Z pierwszą żoną przeżył pół roku.

Daniel, lat 30, kawaler. Student studiów zaocznych, jedynak wychowywany w pełnej rodzinie, pracuje, od 5 lat związany z kobietą, z którą mieszka.

Kamila, lat 34, żona Grzegorza. Wykształcenie średnie, pracuje na kierowniczym stanowisku. Poznała Grzegorza w szkole, będąc mamą 2-miesięcznej córeczki. Ma młodszego brata, wychowywana w pełnej rodzinie.

Ilona, lat 32. Wykształcenie średnie, pracująca, od 6 lat jest żoną Tomka (również transseksualisty), a od 5 mamą. Wychowana w pełnej rodzinie, ma młodszego brata.

W rozmowie miał wziąć również udział Tomek, mąż Ilony, jednak w ostatniej chwili musiał odmówić z powodów służbowych. Tomek ma obecnie 51 lat, jest na rencie, dorabia pracami na zlecenia. Jest dzieckiem adoptowanym, ma brata. Ilona jest jego drugą żoną, z pierwszą żoną przeżył 8 lat i, jak twierdzi, nadal żyją w dobrych stosunkach.


Rozmowa miała miejsce w mieszkaniu Daniela, 02 maja 2002 roku.


Pierwsze pytanie, jakie mi się nasuwa, to takie, czy utożsamiacie się z tym, o czym piszą ludzie w listach przytoczonych w książkach o transseksualizmie? Czy wasze odczucia i przeżycia co do własnej osoby były takie same bądź podobne jak innych osób transseksualnych?

Daniel: na pewno tak. To, co jest bardzo charakterystyczne dla osób transseksualnych, to duże podobieństwo przeżyć, odczuć i zachowań. W każdej z opisanych tu historii można znaleźć cząstkę siebie. Pamiętam te czasy, kiedy byłem przywódcą grupy, kiedy bawiliśmy się w „wojnę” i jak zdobywaliśmy najwyższe drzewa. Sami robiliśmy karabiny z listewek, graliśmy w noża i wymienialiśmy się żołnierzami tzn. ja i moi koledzy z podwórka, bo dziewczyny bawiły się lalkami. Pamiętam, że byłem trudnym dzieckiem dla moich rodziców, ponieważ wszędzie było mnie pełno, zawsze coś „zmalowałem”, no i moja mama nigdy nie wiedziała, gdzie mogę być. Już jak chodziłem do przedszkola, „nasza pani” narzekała, że nie daje sobie ze mną rady, co skończyło się wyrzuceniem z przedszkola (tu śmiech) i koniecznością wysłania mnie do szkoły od 6 r. ż.

Później niewiele się zmieniło, bójki w szkole, gra w piłkę nożną, ręczną, sport dawał mi „wyżycie się”, spalałem nadmiar energii. Dalej graliśmy w noża i łaziliśmy po drzewach a za wchodzenie do szkoły i za wychodzenie z niej przez okna mama często gościła w szkole (tu uśmiech), w ten sposób skracałem sobie drogę. Moje zachowanie było identyczne jak moich kolegów, zresztą nie pamiętam, żebym miał wtedy jakieś koleżanki. Pamiętam, że zawsze byłem uparty i często dostawałem lanie za swoją krnąbrność.

W tym okresie nie zastanawiałem się nad tym, że jestem inny niż moi rówieśnicy, taki byłem i już, dla mnie wszystko było normalne, tylko kiedy próbowano mnie ubrać w sukienkę to zaczynały się awantury. Kiedyś jak miałem jakieś 7-8 lat to czytałem baśnie Andersena i bardzo chciałem mieć na imię Chrystian, pamiętam, że nawet tak zacząłem się podpisywać za zeszytach a mama mi tłumaczyła, że dziewczynka nie może mieć na imię Chrystian. A ja jej na to, że ja jestem chłopak, a nie dziewczynka i chcę się nazywać Chrystian. Przez jakiś czas tak było, później mi przeszło z tym imieniem. Muszę powiedzieć, że do końca szkoły podstawowej nie miałem żadnych kłopotów, czy nieprzyjemności związanych ze swoją osobą. Byłem lubiany za poczucie humoru i towarzyskie usposobienie, dlatego nie miałem wrogów, a że mieszkałem na wsi to wszyscy się znaliśmy i każdy był przyzwyczajony do mojego wyglądu i zachowania.

W szkole średniej również nie miałem jakiś większych problemów, tylko czasami słyszałem za sobą szepty „....to chłopak czy dziewczyna...?” ale to było dla mnie miłe, że kojarzą mnie z chłopakiem. Chodziłem do prawie typowo żeńskiej szkoły, więc miałem wokół dużo dziewczyn, często mi mówiły, że szkoda, że nie jestem chłopakiem, bo fajny byłby ze mnie łepek. Bardzo mi to pochlebiało i utwierdzało w przekonaniu, że ja naprawdę powinienem być chłopakiem, tylko ktoś tam na górze się pomylił. Muszę powiedzieć, że nie miałem nigdy problemów z zawieraniem znajomości i to często nawet bliskich, w szkole i poza nią.

Mogę to podsumować tak, że pomimo mojej walki wewnętrznej ze sobą, to życie było dla mnie raczej łaskawe i do czasu podjęcia leczenia (później zresztą też) nie spotykały mnie jakieś przykre sytuacje, no może poza zachowaniem moich rodziców, który jak się dowiedzieli, że chciałbym zmienić płeć, uprzykrzyli mi niestety życie, ale inni ludzie nie...

Grzegorz: Ja nie mam takich zdolności do opowiadania jak Daniel, dlatego będę się wypowiadał krócej. Co do tych wypowiedzi w listach, to mogę się podpisać pod częścią. Wiadomo, że każdy trochę inaczej przeżywa nawet te same rzeczy. Na pewno wszystko się zgadza jeśli chodzi o zabawy, ubiór, zachowanie. W tych listach nie było akurat większych wątpliwości, że te osoby czują się transseksualistami, chociaż w którymś ktoś też się nie umiał zdecydować. Dla mnie prawdziwym transseksualistą jest ten, kto nie miał w życiu żadnych wątpliwości, bo uważam, że z tym się człowiek rodzi i wie to na całe życie. Nie wystarczy ubierać się jak facet i zachowywać, aby uważać się za transa, trzeba mieć w sobie to coś, a nie jak niektórzy: nie pójdą na zabieg bo boją się na przykład pobierania krwi, albo rodziny, dla mnie tacy ludzie w ogóle nie wiedzą kim są, takie jest moje zdanie.

Beniamin: Jeśli chodzi o przeżycia w latach dzieciństwa i dorastania, to znalazłem w tych listach wiele rzeczy, z którymi mógłbym się utożsamić. Byłem żywym dzieckiem i wszędzie mnie było pełno, a że matka wychowywała mnie sama, to nie pilnowała mnie za bardzo, bo musiała pracować. Większość czasu spędzałem u babci, a ona nie miała wpływu na to, co robiłem. Mieszkałem na starej dzielnicy o niezbyt dobrej reputacji, dlatego moje zachowanie nie było zbyt dobre. Wszędzie chodziłem z chłopakami, a żeby należeć do ich paczki często wynajdywali dla mnie specjalne zadania, aby mnie sprawdzić, czy nie zachowuję się „jak baba”. Musiałem na przykład ciągnąć dziewczyny za włosy albo zabierać i z niszczyć im zabawki itp. Po prostu zachowywałem się jak nieznośne chłopaczysko. Później w szkole średniej moje zachowania były bardziej cywilizowane, ale nadal typowo męskie.

Kiedy podjęliście decyzję o zmianie płci i co wami kierowało?

Daniel: Decyzję o zmianie płci podjąłem w momencie, kiedy się dowiedziałem, że jest to możliwe w Polsce, czyli ok. 15 roku życia. Pamiętam, że koleżanka, z którą grałem w piłkę nożną, w jednej drużynie, przyniosła mi artykuł wycięty z jednej gazety, w którym był opisany przypadek dziewczyny, która była po zabiegu zmiany płci przeprowadzonym w Polsce. Był tam komentarz prof. Imielińskiego i adres instytutu w Warszawie, w którym można uzyskać więcej informacji na ten temat, a także informacja (niestety), że trzeba mieć skończone 18 lat, żeby się poddać leczeniu. Od tamtej chwili wiedziałem już na pewno, że kiedyś będę „chłopak” (uśmiech), tak jak o tym marzyłem będąc dzieckiem. Dla mnie ta wiadomość była jak znak od Boga, że skoro ja chcę być chłopakiem, bo tak się czuję od urodzenia, to znaczy, że tak ma być i koniec. I tak się stało.

Grzegorz: Zawsze chciałem być facetem, od najmłodszych lat, od kiedy pamiętam płakałem po nocach, będąc jeszcze w podstawówce, że nie będę miał nigdy żony i dzieci, albo też za tym, że nie pójdę do wojska i nie będę miał takiego ładnego munduru. A decyzję podjąłem, podobnie jak Daniel, po przeczytaniu artykułu w jakiejś gazecie, kiedy dowiedziałem się, że można taki zabieg przeprowadzić w Polsce, około 16-17 roku życia. Po szkole poszedłem do pracy aby zarobić na wyjazdy do Warszawy i po roku zacząłem leczenia, miałem 19 lat.

Beniamin: Decyzję podjąłem, gdy się zakochałem... Tzn. od dziecka chciałem być chłopakiem, a potem jak mój kolega zaczął leczenie, to jeszcze bardziej. Ale nie było mnie stać i wiedziałem, że nie bardzo mam skąd wziąć pieniądze. Więc żyłem z miesiąca na miesiąc w nadziei, że kiedyś mi się uda. Jednak, gdy się naprawdę zakochałem, to bardziej zacząłem odczuwać ciężar tej sytuacji. Miałem wtedy 19 lat i było mi bardzo dobrze z tą dziewczyną, czułem się świetnie mając kogoś na stałe. Ale nie mogłem iść z nią na przykład na balety, czy do jej rodziców na niedzielny obiad. Ukrywała mnie przed nimi, bo niby jako kogo miała mnie przedstawić. Wtedy zdecydowałem, że niech się dzieje co chce, ale muszę zdobyć pieniądze na leczenie. Żeby przestać się ukrywać przed ludźmi i zacząć żyć jak każdy normalny człowiek.

Co stanowiło największy problem w związku z podjętą decyzją i jak sobie z tym radziliście?

Daniel: Jak się okazało najtrudniej, przynajmniej dla mnie, było z rodzicami. W momencie, kiedy im powiedziałem o sobie, jaki mam problem, że chcę jechać do Warszawy i porozmawiać o tym „kim ja właściwie jestem”. Miałem wtedy 16 lat i byłem jeszcze od nich zależny. Po tym wyznaniu zaczęli mnie kontrolować, spalili mi koszule, męskie buty, krawaty, spodnie. Zaczęli mnie ciągać po różnych lekarzach, kontrolować z kim się spotykam. Nie mogłem nawet sam kupować sobie ubrań. To był koszmarny okres.

W tym okresie podjąłem dwie próby samobójcze, bo miałem już tego dosyć, ale się nie udało, nie była to jeszcze moja pora. Mimo tych problemów chciałem jeszcze skończyć szkołę, bo wiedziałem, że bez wykształcenia będę w ogóle już nikim. A tak wykształcenie zawsze mi się przyda.

Po zakończeniu szkoły średniej wyprowadziłem się z domu i podjąłem pracę. Miałem wyczekane 18 lat i mogłem jechać do Warszawy, aby zacząć leczenie. Wtedy już nic się nie liczyło. Miałem w tym czasie wielu życzliwych znajomych, którzy bardzo mi pomagali i byli przy mnie, więc było mi łatwiej żyć. Było mi bardzo przykro, że rodzice się prawie mnie wyrzekli, ale musiałem to zrobić dla siebie, swojego życia i przyszłości.

Oprócz spraw rodzinnych dochodziły jeszcze finanse. Jak się dowiedziałem od kolegi, który już jakiś czas jeździł do Warszawy, istniały dwa sposoby przejścia przez poszczególne etapy. Jeden sposób to przez Zakład Seksuologii i Patologii w Warszawie. To było darmowe, jednak czas oczekiwania na pierwszy zabieg mógł sięgać nawet kilku lat. Drugi sposób to skorzystanie z „prywatnych usług” (ironiczny uśmiech) tych samych lekarzy co w zakładzie, co za odpowiednią opłatą skracało czas oczekiwania do kilku miesięcy. Wtedy nie rozpatrywałem tego w kategoriach moralnych, czy etycznych, liczyło się to, żeby było jak najszybciej i za to człowiek był w stanie zapłacić każde pieniądze.

Później jak to rozważałem, to uważam, że lekarze nie powinni w ten sposób postępować. Nie było innego sposobu na uzyskanie zgody na zabieg i zmianę dokumentów, jak tylko u tych lekarzy. Można powiedzieć, że mieli monopol, więc nie powinni w ten sposób tego wykorzystywać. Powinni pomagać, a nie utrudniać. Przy okazji wyjazdów poznałem chłopaka, który od 5 lat jeździł do zakładu i nadal był na etapie testów i leczenia hormonalnego. Ja w ciągu 1,5 roku byłem po testach, leczeniu hormonalnym (które trwa tak naprawdę przez całe życie, ale mówię o tym intensywnym), dwóch zabiegach chirurgicznych i sprostowaniu aktu urodzenia. Czy to nie kolosalna różnica?! Po wpłaceniu 100 dolarów na drugiej wizycie (pożyczonych zresztą), po dwóch miesiącach byłem po testach i zacząłem leczenie hormonalne oraz miałem zgodę do sądu na zmianę aktu urodzenia.

Teraz suma 100 dolarów nie robi wrażenia, ale wtedy dolar kosztował 4 zł, 100 dolarów to były 3-4 pensje. Pierwszy zabieg kosztował kolejne 100 dolarów. Później jak zrobiłem papiery, to byłem już lepiej obeznany w możliwościach i kolejny zabieg załatwiłem sobie już normalnie, w szpitalu na ubezpieczenie. Kolega, u którego pracowałem, dał mi pieniądze na jeden zabieg, gdyż chciał mi pomóc i widział, jak to jest dla mnie ważne. Miałem szczęście, że trafiłem w życiu na takich ludzi. Współczuję tym ludziom, którzy latami jeździli i jeżdżą do zakładu, można sobie naprawdę coś zrobić, jeśli tyle czasu to trwa.

Beniamin: Dla mnie najtrudniej było z matką. Nie mogłem liczyć na jej pomoc, ani zrozumienie. I tak zawsze wyzywała mnie od dziwolągów, że niby nie wiadomo jak ja właściwie wyglądam i kim jestem, że mam się zacząć ubierać odpowiednio do tego kim jestem. Wiedziałem, że będzie utrudniała mi życie, a na wyprowadzenie się z domu nie miałem szans, bo wtedy już w ogóle nie miałbym pieniędzy, żeby jeździć do Warszawy.

Postanowiłem, że dopóki dam radę to będę to ukrywał. W sumie nie spędzałem z moją matką za dużo czasu, więc nie widziała za bardzo moich zmian. Jak zacząłem leczenie hormonalne to zaczął mi się zmieniać głos, stawał się coraz niższy, lecz matka nawet tego nie zauważała. Pamiętam, że chyba minęło dobre pół roku, zanim zainteresowała się co mi jest, że mam taki głos. Powiedziałem jej, że się przeziębiłem, to już nie wnikała. Z tego względu, że mam jasną karnację i jasne włosy, nie widać było u mnie zbytniego zarostu, który i tak usuwałem, żeby mieć jak najdłużej spokój w domu i pracy, przynajmniej do pierwszego zabiegu.

W tym czasie pracowałem na budowie. Bardzo odpowiadała mi ta praca mimo, że każdy, kto przychodził do pracy, był zaskoczony, że „baba na budowie”. Ale nie przejmowałem się tym. Starałem się jak najwięcej pracować i odkładać jak najwięcej na leczenie. Po zabiegu najbardziej obawiałem się o pracę, ale mój szef jednak mnie uspokoił, że na pewno jej nie stracę. Pojechał na budowę, na której akurat pracowała cała ekipa i poinformował ich o całej sytuacji, zapowiadając jednocześnie, że jeśli z czyjejś strony spotka mnie jakaś przykrość lub usłyszy jakieś złośliwe komentarze, to od razu może pakować rzeczy bo będzie zwolniony. I takim oto sposobem miałem dalej pracę, a tym samym pieniądze na dalsze leczenie.

Grzegorz: Największy problem na samym początku stanowiło to, że nie jestem pełnoletni. A później, jak zwykle, kasa. Dlatego też właśnie nie poszedłem dalej do szkoły, tylko do pracy, żeby mieć pieniądze na leczenie. Dopóki dałem radę ukrywać w pracy moją „przemianę”, to pracowałem i jeździłem do Warszawy. Po pierwszym zabiegu zwolniłem się, zrobiłem nowe papiery i ożeniłem się. Jednak to była pomyłka, nie trwało to długo. Dlatego spakowałem się i wyjechałem do innego miasta. Tam znalazłem pracę, w której pracuję do tej pory. Później poznałem moją obecną żonę i kontynuowałem zabiegi, jakoś mi się udało.

Jak wyglądały wasze stosunki rodzinne i towarzyskie w trakcie trwania leczenia i po zabiegach?

Grzegorz: Mieszkałem z babcią, która nie bardzo miała wpływ na to, co robię. Bardzo mnie rozpieszczała, bo w sumie byłem w miarę dobrym dzieckiem, dlatego miałem z nią dobre kontakty. W domu mówiłem: byłam, zrobiłam itp. Z kumplami na podwórku: byłem, zrobiłem i było wszystko OK. Nie dziwili się, bo traktowali mnie jak jednego z nich. Jak wychodziliśmy gdzieś ze swoją późniejszą pierwszą żoną i spotykaliśmy moich kumpli, mówiłem i zachowywałem się inaczej. Jak spotykaliśmy jej koleżanki mówiłem i zachowywałem się też inaczej. To był istny cyrk. Nie miałem nigdy problemów ze strony towarzystwa i w rodzinie w sumie też nie. Większość zabiegów zrobiłem mieszkając już poza domem. Kiedy odwiedziłem rodzinę, stanęli przed faktem dokonanym, był lekki szok, ale jak mnie nie było, to mieli czas się przyzwyczaić. Pisałem do nich sporo listów, aby obyli się ze zwracaniem się do mnie i z tym jak ja o sobie piszę: byłem, poszedłem itd.

Daniel: O stosunkach rodzinnych już trochę wspominałem, ale że lubię dużo mówić, to mogę to jeszcze powiedzieć. Zanim zacząłem leczenie, rodzice chcieli mi w Szwecji załatwić operację „na mózg” jak to nazywali, poważnie. Powiedziałem im, że mój problem jest uwarunkowany psychicznie, że mój mózg ma męski sposób myślenia i nie jest to kwestią ubierania się czy sposobu bycia albo tego, że tak sobie wymyśliłem. Po prostu czuję, myślę, odbieram świat i ludzi (zwłaszcza kobiety – tu śmiech), jak facet. Moi rodzice stwierdzili więc, że skoro to wina mózgu to trzeba mi go zoperować i tak go ustawić, żebym zaczął myśleć normalnie w ich mniemaniu. Kiedy już podjąłem decyzję o zabiegach., postawiłem ich przed faktem dokonanym i sukcesywnie przechodziłem kolejne etapy.

O dziwo najszybciej przyzwyczaiła się do mojej przemiany babcia, która była moją podporą w rodzinie. Mama postawiona w takiej sytuacji nie mając wyjścia zaczęła się przyzwyczajać. Nie chciała przecież stracić jedynego dziecka. Najgorzej było z ojcem, z którym nie rozmawiałem ponad 3 lata, a raczej on ze mną. Żyliśmy obok siebie bez słów. Przez tę całą sytuację rodzice prawie się nie rozwiedli. Najbardziej szkoda mi było mamy, która była między „młotem a kowadłem”. Wiem, że kosztowało ja to wiele zdrowia i było mi przykro, ale nie mogłem zrezygnować, bo wtedy straciłaby mnie na pewno na zawsze.

W towarzystwie wszyscy przyjęli moją przemianę pozytywnie i praktycznie. Bez problemów przestawili się na zwracanie do mnie w męskiej formie, tym bardziej, że większość z nich wiedziała wcześniej, że planuję iść na zabieg.

Beniamin: Przed zabiegami miałem lepsze stosunki z mamą, nie były super, ale nie dokuczała mi zbytnio. Po zabiegach ciągle mi dokuczała, że teraz to jestem prawdziwy „babochłop”, że jestem nienormalny jeżeli myślę, że z baby można zrobić chłopa i takie tam podobne. Byłem bezradny, bo nie stać mnie było, żeby się wyprowadzić. Dlatego starałem się nie zwracać na nią uwagi; w związku z tym często dochodziło do kłótni. Starałem się dużo czasu spędzać w pracy i poza domem, żeby za dużo z nią nie przebywać. Po paru latach się przyzwyczaiła, ale i tak nieraz potrafiła tak z czymś wypalić, że „poszło mi w pięty”.

W towarzystwie nigdy nie miałem kłopotów. Dużo osób z mojego grona wiedziało, jaki mam problem i o czym myślę, tym bardziej, że wśród moich znajomych były osoby transseksualne, wszystkie już po zmianie, więc nie było to nic wielkiego. Zarówno w trakcie leczenia, jak i po miałem wsparcie ze strony znajomych.

Jak się czuliście i jaki był wasz stosunek do własnego ciała po przeprowadzeniu pierwszych zabiegów chirurgicznych?

Daniel: Do końca życia nie zapomnę, jak się czułem po pierwszym zabiegu... usunięcia piersi (grymas niesmaku). Zabieg miałem 3 października 1990 roku. Pamiętam, że był to bardzo ciepły miesiąc jak na październik, bo chodziliśmy jeszcze na krótki rękaw. Pierwsze 3-4 dni po zabiegu nie mogłem się dobrze wyprostować i musiałem spać na wznak, co nie było zbyt wygodne. Jednak satysfakcja psychiczna była tak olbrzymia, że cały ból nie miał znaczenia. Po 2 tygodniach od zabiegu i ściągnięciu szwów, gdy wracałem pociągiem do domu, byłem taki dumny i zadowolony, że pierwszy raz od prawie 19 lat mogłem siedzieć w obcisłej koszulce i z dumą wypinać klatkę piersiową, bez garbienia się i kamuflażu. Nigdy nie zapomnę tej drogi do domu. Od tego momentu mogłem już zawsze chodzić wyprostowany z podniesiona głową, przestałem kupować za duże koszulki i nagle... przestałem się garbić (głośny śmiech).

Grzegorz: Już po pierwszym zabiegu czułem się fantastycznie. Czułem, że rodzi się nowy człowiek a raczej opuszcza swoje więzienie, a tamten sprzed zabiegu odchodzi z tego świata. Zawsze chciałem z moim kolegą wyglądać lepiej niż przeciętny facet, marzyliśmy o tym, żeby to za nami oglądały się dziewczyny i szeptały do siebie, że „poszli fajni faceci”, tak jak to robiły nasze koleżanki na widok innych facetów. Zaczęliśmy chodzić na siłownię, by rzeźbić swoją sylwetkę. On wygląda teraz 100 procent lepiej niż przeciętny facet, bo cały czas, już kilka lat chodzi na siłownię, ja miałem sporą przerwę i teraz małymi kroczkami zmierzam do tego.

Beniamin: Pierwsze o czym pomyślałem po zabiegu, to że będę mógł sobie kupić nareszcie szelki do spodni (śmieje się). Nie wiem dlaczego właśnie o tym pomyślałem, ale tak mi się skojarzyło. Poza tym czułem się jak nowo narodzony, bez zbędnego balastu... przed sobą. Mogłem ubierać obcisłe koszulki i często przeglądałem się w lustrze jak teraz wyglądam czego nie robiłem od lat. A to było piękne, nie mogłem chyba przez miesiąc się nacieszyć. Później to już było normalne, ale na początku to uczucie było nie do opisania. Nie było wcześniej w moim życiu sytuacji, która sprawiłaby mi tyle radości, później też już inaczej przeżywałem kolejne zabiegi. Po każdym kolejnym zabiegu nabierałem większej pewności siebie i czułem się coraz pewniej w tym świecie. Wiedziałem, że teraz już wszystko jest możliwe do osiągnięcia.

Jak czuliście się w nowej roli społecznej, jak odbierało was społeczeństwo, jak postrzegaliście siebie na tle innych ludzi?

Grzegorz: Ja czułem się świetnie. Wyjechałem do innego miasta, gdzie nikt mnie nie znał, miałem nowe papiery, tożsamość, zaczynałem z dobrej pozycji „obcy w mieście”, jak z filmu. Czułem się nareszcie normalnie, byłem bardzo spokojny, nie oglądałem się za siebie i nie myślałem, co myślą o mnie inni ludzie. Starałem się zaaklimatyzować w innym mieście i na tym się skupiałem. Wiedziałem, że jestem facetem i ludzie tak mnie mają odbierać. Wszystko więc było zgodnie z planem i czułem się okey. Nie byłem tu już dla nikogo dziwolągiem i nikt mi się nie przyglądał z daleka, przynajmniej nic o tym nie wiedziałem. Czułem się jak „młody Bóg”, który może podbijać świat z podniesioną głową, a nie chować się gdzieś przed ludźmi.

Beniamin: w społeczeństwie czułem się super. W końcu wszyscy odbierali mnie tak jak chciałem i traktowali jak faceta, a nie dziwoląga. Czasami, jak spotykałem na ulicy kogoś z przeszłości, to zwracali się do mnie jeszcze po staremu. Wkurzałem się, ale nie każdemu chciałem się tłumaczyć. Później starałem się unikać takich spotkań. Miałem też takie swoje ambicje, żeby teraz jak już jestem facetem, postarać się zmienić opinię o facetach, jaka panowała wśród kobiet. Chciałem swoim zachowaniem sprawić, aby przynajmniej część kobiet myślała lepiej o mężczyznach. Pokazać, że facetom nie zależy tylko na łóżku, ale mogą być romantyczni i powściągliwi, tak sobie wymyśliłem i starałem się taki być.

Daniel: Tak szczerze mówiąc, to nie mogę powiedzieć o jakichś radykalnych zmianach czy różnicach. Skoro cały czas wyglądałem jak chłopak i ludzie się mylili nie wiedząc kim w końcu jestem, to nadal zdarzały się takie sytuacje. No właśnie tu była pewna różnica, bo przed zabiegiem, jak ktoś wziął mnie za chłopaka, to byłem zadowolony i nie poprawiałem go. Po zabiegu, jak ktoś czasami wziął mnie za dziewczynę, a później przepraszał za pomyłkę, to byłem już wkurzony.

Zachłystywałem się wyjściem ze „skorupy” i wolnością, jaką odzyskałem. Mogłem stawić czoła całemu światu i zaprezentować się w całości tak, jak się czułem. Miałem ogromną satysfakcję, kiedy mogłem bez skrępowania przejść z dziewczyną przez miasto trzymając się za ręce albo objąć ją na ulicy czy pocałować i nikt się n nas nie oglądał, lub kiedy na baletach mogłem tańczyć z dziewczynami i przytulać się do nich, nie ściągając na siebie ukradkowych spojrzeń i nieodpowiednich komentarzy.

Czasami miałem takie myśli, jak ludzie mnie dobierają? Czy jestem wystarczająco męski, żeby nie budzić żadnych podejrzeń? Wiadomo, że człowiek musi popracować nad odpowiednim zachowaniem, sposobem bycia, ponieważ przez tyle lat życia wyrabiają się pewne nawyki, ale myślę, że nie było z tym problemów. Jeżeli człowiek od dziecka czuł i zachowywał się jak chłopak, to zmiana roli kiedy już się nim stanie, przychodzi bez trudu. A społeczeństwo – cóż, tak mnie odbierało, jak się prezentowałem, czyli dobrze.

Chciałbym zapytać, jak wyglądały wasze kontakty uczuciowe i intymne przed zmianą płci, w trakcie leczenia i obecnie? Jeśli nie chcecie o tym mówić, rozumiem.

Daniel: Nie ma się czego wstydzić, w końcu jesteśmy dorośli i „nic co ludzkie nie jest nam obce”. Tak jak już wcześniej wspominałem, miałem to szczęście, że nigdy nie miałem większych problemów z poznawaniem dziewczyny (nie myl z poderwaniem). Gdy skończyłem jakieś 12 lat pierwszy raz się całowałem z dziewczyną, tak, tak, wcześnie zacząłem. Znajomi się śmieją, że dlatego, że tak wcześnie zacząłem, to nie mogę się teraz ożenić, bo stałem się wybredny, ale to nieprawda. To tak naprawdę sam, to byłem tylko wtedy, jak byłem w morzu przez 6 miesięcy (bo nie miałem wyjścia, nawet do portu nie zawijaliśmy).

Jak już powiedziałem, nie miałem kłopotu z zawieraniem znajomości, gorzej było z ich utrzymaniem. Generalnie byłem dość kochliwy, tzn. szybko się angażowałem, nie potrafiłem nabrać dystansu, a poza tym byłem bardzo zazdrosny, tym samym bardzo męczący. W związku z tym przeżyłem kilka zawodów miłosnych. Tak najbardziej to przeżywałem dwa związki, co kosztowało mnie parę lat życia, ale w międzyczasie zawsze ktoś był. W trakcie leczenia też byłem z kimś związany, ale rozstaliśmy się po pierwszym zabiegu lecz bez żalu; oboje szukaliśmy zapomnienia.

Późniejsze związki były już poważniejsze, tzn. podchodziłem do nich już pod kątem przyszłości, czego nie robiłem wcześniej. Będąc po zabiegach wiedziałem, że będę mógł się ożenić, założyć rodzinę. Zacząłem więc patrzeć również pod kątem życia na długie lata, jednak jak do tej pory nie mogłem się zdecydować mimo, że dwa razy byłem już blisko. Co prawda od ponad 5 lat jestem z kimś związany, ale ślub... różnie z tym bywa – raz bym chciał, raz znowu się obawiam. Jak jest po ślubie, to człowiek już jakby musiał być ze sobą, a ja wolę mieć świadomość , że jestem z kimś, bo naprawdę tego chcę, jestem wolny jak ptak, nic na siłę.

Grzegorz: Zawsze kochałem się w dziewczynach już od podstawówki. Chyba było tego uczucia bardzo dużo, byłem bardzo zaborczy i bardzo pilnowałem „tego co moje” (śmieje się). A sprawy intymne, no nie wiem... Nie za dużo chcesz wiedzieć (uśmiecha się)? Żartowałem, ale nie wiem, czy mogę mówić przy mojej żonie, bo za dużo się dowie, no, ale dobrze. Oczywiście kochałem się z kilkoma dziewczynami. Przed zabiegami to tak nie bardzo mogłem się do końca otworzyć, bo krępowałem się swojego ciała mimo, że one nie miały obiekcji. Już po pierwszym zabiegu czułem się dużo lepiej i było inaczej, z kobietą czułem się fantastycznie, byłem dowartościowany i podbudowany, że mogę się podobać dziewczynom.

Czasami w intymnych sytuacjach żałowałem, że nie mogę niektórych rzeczy i że to ja musze akurat być transem, no ale to może i dobrze, bo chyba za szybko zostałbym ojcem, a potem pewnie szybko bym się rozwiódł i nie poznałbym mojej kochanej żonki (uśmiecha się obejmując żonę). Obecnie jest fantastycznie, 200 procent normy, a sex z moją obecną żoną to wulkan miłości i namiętności, żar tropików.

Beniamin: No cóż ja mogę powiedzieć; przed zabiegami było dużo i krótko. Nie zależało mi wtedy na dłuższych związkach, raczej były to podboje lub pojedyncze incydenty, gdyż w żadnym związku nie widziałem szansy na jakąś wspólną przyszłość. Traktowałem to jak zabawę, krótką przyjemność. Jak zaczynałem leczenie, byłem związany z dziewczyną, pod wpływem której – jak już mówiłem – zdecydowałem się zacząć leczenie. Ale w trakcie rozstaliśmy się, ponieważ ona w końcu stwierdziła, że „woli dziewczynki” (grymas niesmaku), a ja nie chciałem być z kimś takim.

Do pierwszego zabiegu i zmiany papierów byłem sam. Nie przeszkadzało mi to, gdyż miałem przed sobą ważny cel i całkowicie się na nim skupiłem. Po zabiegach myślałem o znalezieniu „dziewczyny idealnej” dla siebie, miałem pewne wyobrażenia, jaka powinna być. Przestałem myśleć o „szybkich numerkach”, chciałem czegoś trwałego, rodziny, i wtedy się zakochałem, pierwszy raz tak na poważnie. Było to bodajże w trakcie trzeciego zabiegu, poznałem w szpitalu dziewczynę, z którą się chciałem związać na całe życie. Dzieliła nas duża odległość, ale po wyjściu ze szpitala jeździłem do niej prawie co tydzień. Niestety zostawiła mnie, bardzo to wtedy przeżyłem, przestałem wierzyć kobietom. Po tym rozstaniu byłem ponad 5 lat sam, nie licząc jakiś pojedynczych incydentów. Pracowałem wtedy na nocne zmiany, dlatego nie miałem też za dużo czasu na odczuwanie samotności. Nie brakowało mi nikogo, z czasem przyzwyczaiłem się do takiej sytuacji. Odwiedzałem czasami znajomych, wyskoczyłem na jakąś imprezę i pracowałem. Uważałem, że nie ma co szukać kogoś na siłę.

Jeśli chodzi o kontakty bardziej intymne, to przed zabiegami właściwie nie odczuwałem większej przyjemności, gdyż nie angażowałem się do końca ze swojej strony w to, żeby odczuwać rozkosz. Czułem odrazę do własnego ciała, dlatego też nie obnażałem się do końca, dla mnie największą przyjemnością było sprawianie przyjemności dziewczynie. Byłem szczęśliwy kiedy widziałem, że jest jej ze mną dobrze.

Od półtora roku moje życie bardzo się zmieniło. W nowej pracy poznałem dziewczynę, dla której wyprowadziłem się z domu i wynajęliśmy wspólnie pokój. Razem pracujemy i razem planujemy wspólną przyszłość. Bardzo ją kocham i bardzo zależy mi na tym związku. Pierwszy raz bardzo poważnie myślę o małżeństwie i chciałbym tego. Mimo, że moja dziewczyna wcześniej niewiele wiedziała o transseksualizmie (tyle co z telewizji i co ważne, nie miała w życiu żadnych kontaktów homoseksualnych), to w pełni mnie zaakceptowała. Obawiała się trochę kontaktów intymnych, ale szybko rozwiałem jej wątpliwości (uśmiecha się z dumą). Przy niej czuję się jak 100 procent faceta i obecnie nie mam już żadnych zahamowań, jeśli chodzi o współżycie.

Wszyscy jesteście już kilka lub kilkanaście lat po pierwszej wizycie u lekarzy, u których zaczęliście leczenie. Jak patrzycie na te minione lata przed leczeniem, z perspektywy czasu? Czy jeszcze pamiętacie „siebie” sprzed tych lat?

Grzegorz: Pamiętam siebie sprzed tych lat, bo miałem w sumie udane dzieciństwo, nie mogę narzekać. Żałuję tylko, że nie mogę pooglądać z moją córką zdjęć z przeszłości, jak byłem w jej wieku i podzielić się wspomnieniami, gdyż było wiele miłych rzeczy, które mi się przytrafiały. Opowiadam jej co prawda o latach dziecięcych w męskiej formie, ale nie mogę pokazać żadnych zdjęć z przedszkola czy z podwórka. Wszystko jest pochowane, jest to trochę smutne, ale niczego nie żałuję, jest super, normalnie jak powinno być. Czasami wśród znajomych opowiadamy sobie wydarzenia sprzed lat, żeby się pośmiać.

Daniel: Szczerze mówiąc to nie pamiętam już tego, jak wyglądałem jako dziewczynka. Może dlatego, że nigdy tak siebie nie odbierałem i nie widziałem. Oczywiście, czasami wspominam pewne wydarzenia sprzed lat, czy pewne sytuacje, ale zawsze widzę siebie jako faceta. Czasami są takie śmieszne momenty, zwłaszcza jak wspomina się coś w gronie rodzinnym, no bo ja mówię o sobie „byłem, zrobiłem” itd., a rodzinka czasami nie bardzo wie, jak mówić o mnie z tamtych lat i zdarzają się chwile konsternacji, ale nie zwracam na to uwagi. To wszystko było tak dawno, że dla mnie to tak, jakbym całe życie był tym, kim jestem teraz. Rzadko zdarza mi się rozdzielać czas na ten i tamten. Jest tylko teraz, a nawet wtedy myślałem już teraz, więc dla mnie nie była to zmiana, tylko dopasowanie wyglądu do mojego samopoczucia. Nawet jak oglądam jakieś zdjęcia z dzieciństwa, to trudno mi uwierzyć, że kiedyś tak wyglądałem. Nie poznaję i nie pamiętam już takiego siebie.

Beniamin: dla mnie stało się tak, jakby opadła jakaś kotara, która na zawsze zasłoniła tamto życie, a odsłoniła coś zupełnie innego, inną „scenę życia”. To było coś takiego, jak z tym powiedzeniem: „umarł król, niech żyje król”. Tylko, że u mnie było: „umarł człowiek, niech żyje nowy człowiek”. Praktycznie już nie pamiętam tamtego okresu. Gdy ktoś wspomina mnie z tamtych lat i jeszcze na zasadzie byłaś, robiłaś itd. to mam wrażenie, że to w ogóle nie chodzi o mnie, że mnie to nie dotyczy. Czasami jak pomyślę o tamtych latach, to mam wrażenie, że przeżyłem długi sen z koszmarami i w końcu kilka lat temu przebudziłem się z letargu. Prawie siebie nie pamiętam, nie potrafię już sobie wyobrazić, jak wtedy wyglądałem.

Jak doszło do waszego poznania z przyszłymi mężami i jaka była reakcja na fakt, że są to osoby transseksualne?

Ilona: Ja poznając swojego przyszłego męża byłam w o tyle lepszej sytuacji, że wiedziałam od początku, że jest osoba transseksualną. Poznaliśmy się u wspólnego kolegi (również transseksualisty), którego znałam ze szkoły. Później dosyć długo nie mieliśmy kontaktu. Wiedziałam, że ma żonę, więc nie myślałam o nim w kategoriach kandydata na męża. Później szukałam jakiegoś pokoju do wynajęcia, chciałam się wyrwać z domu i żyć na własną rękę. Dowiedziałam się, że Tomek wynajmuje pokoje w domu swojej mamy, którą się opiekuje, ale nie mieszka u niej. Przez mojego kolegę umówiłam się na spotkanie i takim oto sposobem wynajęłam pokój. Mama Tomka była już osobą wiekową i potrzebowała pomocy, a że pracuję w szpitalu, to bardzo mu to odpowiadało, że w razie czego będzie fachowa pomoc pod ręką. Tomek był już na rencie i nie pracował, więc spędzał dużo czasu u mamy, czasami zostawał na noc, gdy źle się czuła. Wtedy siedzieliśmy i rozmawialiśmy nocami.

Między nami nie zaczęło się nic spontanicznie, czy nagle. Często i dużo rozmawialiśmy. Mówił, że ma kłopoty w małżeństwie, nie jest tak, jak chciałby, żeby było. Kiedyś w nocy właśnie zaskoczył mnie pytaniem, czy nie chciałabym mieć z nim dziecka? Trochę mnie to zaskoczyło, bo wiedziałam, że nie może mieć dzieci i nie wiedziałam jak dyskretnie poruszyć ten temat. Tomek sam wybawił mnie z opresji, powiedział, że oczywiście on nie może mieć ze mną dziecka, ale czy mogłabym urodzić mu dziecko, gdybyśmy byli razem? Myślałam, że rozważa to w sposób teoretyczny i powiedziałam, że pewnie tak, dlaczego nie, jak ludzie się kochają to mogą się dogadać w wielu sprawach i wszystko można załatwić.

Za jakiś czas został znowu na noc i powiedział, że chce się rozwieść, i czy zgodzę się zostać jego żoną i urodzić mu dziecko. Miał 46 lat, wyglądał bardzo męsko i był bardzo zarośnięty na klacie i rękach (co bardzo mi się podobało), prezentował się świetnie. Ja byłam sama i nie miałam nikogo na stałe, od czasu jak się do niego wprowadziłam, bardzo się zbliżyliśmy do siebie i przyzwyczailiśmy do małego „wspólnego gospodarstwa”, więc się zgodziłam. Nie miałam problemów jeżeli chodzi o jego transseksualizm, gdy się poznaliśmy był już po zabiegach i wyglądał na 200 procent faceta. Nie było się nad czym zastanawiać, a przy tym był bardzo opiekuńczy i ze świetnym poczuciem humoru, zawsze dusza towarzystwa, nic nie wskazywało na jego lata. No i w taki oto sposób wziął rozwód, zresztą w bardzo przyjacielskiej atmosferze i za jakiś czas zostałam jego żoną, a niedługo później matką naszej córeczki.

Kamila: Twoje pytanie daje mi możliwość powspominać to, co było tak dawno, a jakby wczoraj i o czym dawno nikomu nie mówiłam. Z Grzegorzem poznaliśmy się w szkole średniej wieczorowej. Był pierwszą osobą, która odezwała się do mnie przed apelem, po wakacyjnej przerwie. Wspólna przerwa na papierosa, rozmowa, później następna przerwa, która przeciągnęła się przez kolejną lekcję. Los tak jednak chciał, że Grzegorz musiał wtedy przerwać naukę i na rok czasu zniknął z mojego życia. Przez ten rok wielokrotnie wspominałam go w myślach i podświadomie czułam, że kiedyś się jeszcze spotkamy. Moja podświadomość „mówiła” mi nawet, że to będzie za rok.

Jeszcze wtedy byłam w formalnym związku, chociaż nasze życie rozpadało się z dnia na dzień coraz bardziej. Mieliśmy synka, który zmarł w 10 miesiącu życia. Często życiowe tragedie umacniają związek dwojga ludzi, ale w naszym wypadku tak się nie stało. We mnie pozostało macierzyństwo, z którego nie mogłam się wyleczyć, nie mogłam „wyciągnąć go z kieszeni, wyrzucić i zapomnieć”. Bardzo pragnęłam drugiego dziecka i osiągnęłam to, czego chciałam, bez pytania męża o zgodę. Wiedziałam i tak, że nie będzie dalszego życia z moim mężem. Odeszłam od niego na dobre, gdyż fakt, że znowu zostanie ojcem, nie zrobił na nim żadnego wrażenia. Próbowałam wyobrazić sobie naszą przyszłość; tylko ja i dziecko, ale jakoś nie mogłam. W mojej podświadomości ciągle był ten ktoś trzeci.

Kiedy urodziła się Karolina, byłam szczęśliwa i spełniona. Karola miała 10 dni, kiedy pierwszy raz wyszłam do miasta i wtedy znowu spotkałam Grzegorza, całkiem przypadkowo. Podczas krótkiej rozmowy każde z nas wyciągnęło ważne dla siebie informacje , żeby sprawdzić, czy mamy szansę na dalszą znajomość, przez rok dużo mogło się zmienić. Umówiliśmy się na spotkanie, coś zaiskrzyło, hormony zadziałały i tak to się zaczęło.

Jak każda matka obawiałam się, jaki będzie jego stosunek do dziecka, ale szybko przekonałam się, że jest to ostatnia rzecz, o którą muszę się martwić. Grzegorz od pierwszego spotkania ujął mnie podejściem do mojego dziecka i widać było jego szczere uczucie do Karoliny. Karolina od początku była jego oczkiem w głowie i tak jest do dziś, od samego początku stworzył jej prawdziwą rodzinę, dał dużo miłości i szczęścia. Ale byłabym niesprawiedliwa mówiąc, że on to robił i robi tylko dla niej, on to robi dla nas, dla naszej małej rodzinki, którą razem stworzyliśmy. Jesteśmy ze sobą już 12 lat i wszystkie były szczęśliwe, jedyną rzecz, jakiej żałuję, to, że nie możemy mieć wspólnego dziecka. Ale, jak to mówią, nie można mieć w życiu wszystkiego. Nie znaczy to, że jesteśmy idealni, też musieliśmy się docierać, też mamy swoje wady, jak w każdej rodzinie i nam zdarzają się sprzeczki, ale nigdy nie gniewamy się na siebie zbyt długo.

Dopóki nie poznałam Grzegorza, nawet nie słyszałam słowa transseksualizm, nie mówiąc o znajomości jego znaczenia. On też nie powiedział mi tego od razu. Po kilku naszych spotkaniach zaczęłam znajdować w swoim pokoju czasopisma z artykułami o transseksualistach i ich problemach, które to on zostawiał u mnie niby przypadkiem. Ważniejsze treści w tych artykułach były podkreślone długopisem. Czytałam je z zaciekawieniem i nie potrafiłam sobie nawet wyobrazić, że na świecie żyją ludzie z takimi problemami. Na pewno najmniej bym się spodziewała, że kogoś takiego mogłabym spotkać, ale oswajałam się z tym powoli. W sumie byłam zadowolona, że nie dość, że mam wspaniałego faceta z charakterem, to jeszcze taki tolerancyjny, co w naszym społeczeństwie nie jest zbyt popularne, niestety. Potem zaczęły się niby nieważne rozmowy, na temat tych artykułów, aż nadszedł ten dzień, kiedy ta wielka jego tajemnica przestała być dla mnie tajemnicą, a stała się rzeczywistością. Tak do końca nawet nie potrafię powiedzieć jaka była moja reakcja, ale nie zrobiło to na mnie wrażenia, które miałoby mnie „powalić z nóg”. Od jakiegoś czasu oswajałam się z tą myślą i byłam do tego przygotowana, choć sama tego nie byłam świadoma. Grzegorz przygotował mi „dobry grunt”, rozegrał to wszystko psychologicznie bez zarzutu, co nie znaczy, że nie spowodowało to we mnie burzy skrajnych myśli, ale tak widocznie musiało być.

Grzegorz, czy chciałbyś jakoś skomentować wypowiedź swojej żony lub coś dodać?

Grzegorz: Cóż mógłbym tu jeszcze powiedzieć, chyba tylko tyle, że dziękuję jej za to, że po tylu wspólnych latach bycia razem potrafi tak dobrze o mnie mówić (śmiech). A tak poważnie, to moje pierwsze wrażenia były podobne, także mogę się pod tym podpisać. Poza tym chciałbym jeszcze dodać, że moja żona to najlepszy „prezent” jaki mogłem dostać od życia (oczywiście poza możliwością bycia facetem; no ale inaczej nie byłaby moją żoną).

Kamila, przez 5 lat żyłaś z ojcem Twojego dziecka, z czego dwa lata byliście małżeństwem, jednak rozstaliście się. Z Grzegorzem zamieszkałaś po trzech miesiącach znajomości i tak już jest od 12 lat. Co przeważyło, że właśnie ten związek przetrwał, a tamten nie?

Kamila: Przeważyło jego zachowanie, sposób życia, charakter, to jak mnie traktował i że był i nadal jest dla mnie stuprocentowym facetem, na jakiego czekałam. Bo czy stuprocentowy mężczyzna to tylko ten, który potrafi spłodzić dziecko? Takiego już miałam i poza dzieckiem, którego tak bardzo pragnęłam, nie dał mi nic więcej (zresztą i tak zrobił to nieświadomie).

Z Grzegorzem jestem taka szczęśliwa, że nawet nie potrafię tego wyrazić, daje mi poczucie bezpieczeństwa, jest czuły, wyrozumiały i kochający, potrafi zupełnie zaspokoić moje potrzeby... wszystkie. Nie potrafię myśleć o nim inaczej niż jako o moim jedynym facecie i to jaki jest, jest dla mnie już takie naturalne, iż mam wrażenie, że innych na świecie nie ma, tacy są wszyscy. Będąc już ze mną, poddał się kolejnym zabiegom, starałam się go wspierać jak mogłam mimo, że jeśli chodzi o mnie, to nie chciałam aby torturował się i przechodził przez to wszystko. Dla mnie i tak był najlepszy, jednak wiedziałam, że musi to zrobić dla siebie, przejść do końca poszczególne etapy zabiegów, gdyż psychika jest silniejsza i potrafi znieść każdy ból.

Na świecie żyją ze sobą ludzie, z których jedno na przykład nie ma ręki albo nogi, palca czy oka, ale jeśli kochają się naprawdę, to czy ma to dla nich jakiekolwiek znaczenie? Najważniejsze jest porozumienie między dwojgiem ludzi, to co do siebie czują i co mają sobie do zaoferowania nawzajem. Ja wiem, że znalazłam swoją drugą połowę i nie szukam niczego więcej.

Drażni mnie nieświadomość społeczna dotyczącą problemu transseksualizmu. To, że ludzie często mylą transseksualistów z transwestytami, również to, że często w programach telewizyjnych pokazuje się ludzi, którzy tak naprawdę z transseksualistami mają niewiele wspólnego, a kreują się na takich, przez co krzywi się prawdziwy obraz transseksualizmu. A są to przecież tacy sami ludzie, jak każdy inny, tylko ich droga dochodzenia do prawdziwej tożsamości to „droga przez mękę”. Cieszę się z tego, że przynajmniej temu jednemu człowiekowi, który jest moim mężem, mogłam pomóc przejść tę drogę szczęśliwie do końca i że możemy iść razem przez życie, jak długo Bóg pozwoli. Mam nadzieję, że mój mąż też się z tego cieszy i podziela moją euforię na temat naszego związku i tak udanego pożycia (Grzegorz potakuje aprobująco głową).

W wielu listach osoby transseksualne piszą, że ich największym marzeniem jest zmiana płci. Powiedzcie mi teraz, jakie są marzenia osób, którym się to udało? Spełniło się wasze największe marzenie, czy zostały jeszcze jakieś inne marzenia do spełnienia, czy żyjecie tylko tym, co wam los przyniesie?

Grzegorz: Moje marzenia są teraz ściśle związane z moją rodziną. Chciałbym móc jak najdłużej się nią cieszyć. Chciałbym również, aby moja córka skończyła dobrą szkołę i ułożyła sobie życie równie szczęśliwie jak ja ze swoją żoną (choć nie wiem, jak przeżyję jej wyjście z domu). Często się śmiejemy, że żaden kandydat na zięcia nie będzie dla mnie wystarczająco odpowiedni, a najlepiej gdyby została z nami, przynajmniej do końca moich dni. Poza tym to mam jeszcze parę takich drobnych marzeń jak większość przeciętnych ludzi, odłożyć na nowy, lepszy samochód, pojechać na wspólne wczasy gdzieś nad ciepłe morze, nic specjalnego.

Beniamin: Spełniło się moje największe marzenie, aczkolwiek nie tak do końca, bo nadal zostały dwie kwestie, które wiem, że już się nie spełnią. Jedna to, żeby móc zrobić kobiecie dziecko, a druga jest trochę nietypowa (chwila wahania)... no, żebym mógł załatwić się kiedyś na stojąco pod drzewem (uśmiecha się zawstydzony). Wiem jednak, że na to nie mam co liczyć. A poza tym to mam takie marzenia jak większość chyba ludzi: mieć kochającą i wierną żonę, rodzinę, udane życie i po prostu być szczęśliwym.

Daniel: Myślę, że teraz pozostają marzenia podobne do marzeń innych ludzi: żeby mieć rodzinę i poczucie bezpieczeństwa, aby człowiek na stare lata nie został sam. Jeszcze nie mam za sobą wszystkich zabiegów, więc pozostają jeszcze stare marzenia do spełnienia, aby mnie było stać na dokończenie tego, co zacząłem. Nie wszystkim zależy aby poddawać się kolejnym, bolesnym zabiegom, bo np. mają już swoje lata, rodziny, ugruntowaną przyszłość (choć z tym różnie bywa) i nie odczuwają takiej potrzeby. Ja jednak chciałbym zrobić tyle, ile jest możliwe w naszych polskich warunkach (za granicą mnie nie stać), jednak jak większość rzeczy jest to sprawa finansów, bo niestety nie są to tanie zabiegi.

Czy mógłbyś powiedzieć mi, jakie są w tej chwili koszty takich zabiegów?

Daniel: Na dzień dzisiejszy, gdybym chciał zrobić wszystko jak się należy, tak żebym był zadowolony, to jakieś 12.000 złotych. Każdy z kolejnych zabiegów, których trzeba wykonać około czterech, kosztuje około lub ponad cztery tysiące złotych. Jednak jestem zdecydowany mimo wszystko i mam zamiar zacząć od stycznia, a później jak finanse pozwolą. W końcu mam na to całe życie (śmiech). Niestety w naszym kraju kasa chorych nie zwraca za tego typu zabiegi, bo chyba „tym na górze” wydaje się, że to są nasze fanaberie i okaleczamy swoje zdrowe ciało dla przyjemności, a za przyjemności trzeba płacić i to słono. No niestety pod tym względem nic się nie zmienia i daleko nam do Unii Europejskiej, do której tak wszyscy namawiają. Poza tym, z innych marzeń to chciałbym pojechać do ciepłych krajów, mieć miłą rodzinkę i na tyle pewną i bezpieczną pracę aby się nie martwić co miesiąc o przyszłość. Także jeszcze przez parę lat mam na co pracować i na pewno nie będzie mi się nudziło. Jeśli pozwolicie, to mam jeszcze jedno krótkie pytanie, które mnie trochę nurtuje. Chodzi mi o wasze imiona. Wiadomo, że musieliście je zmienić, niektórzy mają trochę wyszukane, inni dość popularne. Czy możecie powiedzieć, czym się kierowaliście przy ich wyborze?

Beniamin: Dosyć długo zastanawiałem się nad wyborem, gdyż wiele jest imion, które mi się podobały. Okazało się, że nie jest tak łatwo się zdecydować. W końcu ze znajomymi doszliśmy do wniosku, że często na początku, jak ludzie zaczynają się przestawiać w zwracaniu się do nas, to czasami z rozpędu zapominają się i zaskakują w trakcie np. Ka... Be... Da... i wtedy gryzą się w język. Dlatego pomyślałem, że znajdę sobie takie imię, przy którym nawet jak ktoś się zapomni, to w trakcie będzie mu łatwiej dokończyć już prawidłowo, dlatego też wyszło Beniamin. No bo jak ktoś się zapomniał i zaczął Be... to kończył... niamin. Chyba było łatwiej, że były podobne, no a poza tym takie nietypowe, rzadko spotykane... jak ja. (śmieje się).

Daniel: Jak już wspominałem, miałem wcześniej koncepcje na imię, które w ciągu lat ulegały ciągłym zmianom. Zaczynałem od Chrystiana. Później w szkole średniej dziewczyny z mojej klasy mówiły do mnie Grześ. Twierdziły, że to imię pasuje do mnie, bo kojarzy im się z takim chłopcem, z niewinną miną (często takie robiłem, jak chciałem, żeby za mnie lub coś dla mnie zrobiły). Kiedy już podjąłem decyzję o leczeniu, byłem po pierwszym zabiegu i czekałem na zmianę papierów byłem pewien, że będę miał na imię Gracjan. Tak bardzo mi się podobało; chciałem, żeby było niepowtarzalne i niespotykane. Z drugiej strony miałem też taką wewnętrzną filozofię, że Gracjan – to od włoskiego słowa „gracja” czyli „dziękuję” miało być moim podziękowaniem dla losu za to, że mogłem w końcu, oficjalnie i dla wszystkich być facetem i przyjąć to imię na znak wdzięczności. Coś w tym stylu, jak to kiedyś robili starożytni – chyba (śmieje się). No, ale jak widać, tak się nie stało, a dlaczego? Otóż w tym samym czasie, kiedy czekałem na rozprawę w sądzie odnowiłem kontakt z moją wielką, chyba największą miłością w życiu i ona troszkę mnie przedrzeźniała z tym imieniem. Śmiała się, że jak do mnie wołać zdrobniale... „Gracek, Gacek”, nie wiadomo jak i że będą mnie tak przedrzeźniać inni. Więc w związku z tym, że kiedyś tak ją kochałem (a i wtedy coś tam jeszcze do niej czułem) zaproponowałem jej, żeby wymyśliła mi takie imię, jakie jej się będzie podobało – i tak zostałem Danielem.

Grzegorz: U mnie sprawa była prosta. Jak już wspominałem, na podwórku z kolegami rozmawiałem często w męskiej formie. Po jakimś czasie doszli do wniosku, że tak dziwnie, kiedy mówią do mnie jak do chłopaka, a zwracają się jak do dziewczyny i trzeba mi wymyślić jakieś imię. Wtedy ktoś strzelił ot tak sobie, że może Grzesiek, bo nie ma żadnego Grześka wśród nas, a to było wtedy raczej popularne imię, no i tak zostało. Później, kiedy zastanawiałem się nad zmianą papierów, to jakoś nie widziałem się z innym imieniem niż Grzesiek, chyba też z sentymentu, że to pierwsze i że już tyle lat tak się niektórzy do mnie zwracali. No i tak też zostało.

Zapytałem również, czy moi rozmówcy mieli przed leczeniem kontakty heteroseksualne w rozumieniu ich wcześniejszych znamion fizycznych? Dostałem odpowiedź na to pytanie, ale poprosili mnie, bym nie przedstawiał tego, co słyszałem z rozbiciem na imiona, tylko ogólnie.

Jedna z osób uczestniczących w dyskusji nigdy nie miała takich kontaktów i nie próbowała ich nawiązać. Jedna próbowała takich kontaktów, ale nigdy nie doszło do stosunku płciowego. Wszystko kończyło się w fazie gry wstępnej, czasami dochodziło do obnażenia osobnika płci męskiej, ale jak się dowiedziałem, chodziło tylko o „obejrzenie”, jak wygląda i funkcjonuje organ, za którym sami tęsknili, a osoba ta nie odczuwała z tego żadnej przyjemności. Jedna z osób odbyła kilka stosunków kierując się różnymi motywami (nie chce o tym mówić) lecz twierdzi, że nie odczuwała przy tym żadnej przyjemności. Jak teraz stwierdził „mogłem przy tym czytać gazetę, w zasadzie nie wiem, czemu to zrobiłem”. Po leczeniu nikt nigdy nie miał takich kontaktów ani nawet myśli związanych z możliwością takich kontaktów.



Niniejszy tekst, oryginalnie pod tytułem „Funkcjonowanie osób transseksualnych typu k/m na poszczególnych etapach życia od dziecka do dorosłości”, pochodzi z przepastnych archiwów internetowych. Niestety autor jest nieznany. Gdyby ktoś mógł pomóc w ustaleniu źródła, bardzo proszę o kontakt z redakcją.


Do artykułu dodano 3 komentarzy. Pokaż komentarze.



Powrót do: A to ja właśnie...

Logowanie
Nick:
Hasło:

Ankieta
Czy uzyskałeś pomoc od organizacji LGBT ?
Trans-Fuzja
Tęczówka
Lambda
KPH
innej organizacji
nie otrzymałem/am pomocy
nie szukałem/am pomocy
Skomentuj

Wyniki ankiet
Użytkownicy
Zarejestrowanych: 8101
On line: 6
Zalogowani:
Wyszukiwanie
Myśl na tę chwilę
Jaka to oszczędność czasu zakochać się od pierwszego wejrzenia
Julian Tuwim

Skórka
Organizacje i grupy LGBT


sekcja dla całego środowiska Trans

całe środowisko Trans


głównie Les/Gay

Zaprzyjaźnione strony

Crossdressing ogłoszenia



Trans randki
Trans rande
Transgender dating
Copyright (c) 2004-2015 by crossdressing.pl