close

Informacja dotycząca plików cookies
Informujemy, że używamy informacji zapisanych na urządzeniach końcowych użytkowników przy pomocy plików cookies, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Korzystanie z naszego serwisu internetowego oznacza, że użytkownik wyraża zgodę na ich zapisywanie. Zgadzam się, nie pokazuj więcej tej informacji
Szczegóły polityki cookie

 Wtorek, 2019-09-17

  Najstarszy w Polsce portal o crossdressingu i transpłciowości
  Istniejemy od 2004 roku

  Ilość odwiedzin: 8224380, ilość odsłon: 65068571
Na skróty
 Familia
 Forum
 Co nowego na forum
 Blog
 Video
 Księga gości
Menu
Strona główna

Ogłoszenia

Aktualności

Nowości w portalu
Nasze projekty
Bieżące wydarzenia
Imprezy i spotkania
Kalendarz spotkań
Od redakcji
Listy do redakcji
Najpopularniejsze

Transpłciowość

Pojęcia
Identyfikacja
Terapia
Pomoc
Przeciw transfobii

Magazyn

Z kraju i ze świata
Zjawiska
Sławni transi
Na granicy płci
Miej świadomość
Prawo
Religia
Moda
Plusy / minusy
Ciekawostki
Na luzie

My i nasi bliscy

LadyLike
Żyć z „nią”
Ja i mój związek

Kultura

Prasa
Teatr
Filmy
Literatura
Grafika
Piosenki

Kawiarenka

Przemyślenia
Moja wielka przygoda
Mój pierwszy raz...
A to ja właśnie...
Transowe przygody
Moje przygody z Anną
Pamiętnik Alex
Wspomnienia Iwony
Opowiadania
Felietony w szpilkach
Biuta Bino

Transformacje

Dbamy o ciało
Makijaż - porady
Ubiór
Włosy i peruki
Dodatki
Tips & tricks
Jak oni to robią!
Makijaż – kurs
Z pomocą medycyny

Poradnik

Przewodnik
Rozmiary
Ciekawy produkt

Katalog

Nasze profile
Specjalnie dla nas
Miejsca i Kluby
Polecamy sklepy
Linki
Pliki do pobrania
Programy

Kontakt

Redakcja
Księga gości
Użytkownicy
Nasza mapa
Najnowsze artykuły
„Casa Valentina” w Och-Teatr (3479)
2019.10.12 Katowice - Trans Wieczorek w Tęczówce (56028)
Sobota nad morzem. (8224)
2019.09.10 Katowice. Dyżur psychologa (32250)
2019.09.03 Katowice. Wtorkowe pogaduchy przy kawie (32759)
Oczami Nowicjuszki (12139)
Do trzech razy sztuka czyli ... (14614)
Wiosenne Plenerowe Trans Party 2019 (27158)
Spostrzeżenia z życia transki (18545)
Trans Sylwester w Tęczówce (25171)
...więcej...
Najczęściej czytane artykuły
Wymiary... idealne (709867)
Tucking&taping, czyli jak pozbyć się wypukłości w kroczu (609180)
Strony prywatne (382152)
Fryzura i makijaż, a kształt twarzy (333297)
Zakupy za granicą (299440)
Wiązanie krawata (278384)
Jaka fryzura? (242541)
Jak zrobić samemu udane zdjęcia? (242015)
Zakupy w Polsce (233259)
Zestawienie rozmiarów obuwia (228652)
...więcej...

Powrót do: Literatura

„Mężczyzna od podstaw...”, Norah Vincent
Liczba wyświetleń: 10126


W skrócie:Miałam zatem nowe imię i punkt wyjścia do skonstruowania męskiej tożsamości. Kiedy już zdecydowałam, że zostanę Nedem, nadal czekało mnie jeszcze sporo pracy, abym mogła bez przeszkód uchodzić za mężczyznę w dziennym świetle.

Do artykułu dodano 2 komentarzy. Pokaż komentarze.
„Mężczyzna od podstaw. Podróż jednej kobiety do świata mężczyzn i z powrotem”
Norah Vincent

Tytuł oryginału: „Self-Made Man. One Woman’s Journey into Manhood and Back Again”
Tłumaczenie: Jacek Konieczny
Wydawnictwo Otwarte
Data wprowadzenia do sprzedaży: 2.10.2006

Notka

Podobno mężczyznom żyje się łatwiej... Norah Vincent chciała się przekonać, czy to prawda, więc wyruszyła w półtoraroczną podróż w głąb męskiego świata. Z pomocą charakteryzatorki, nauczyciela emisji głosu i trenera na siłowni przeobraziła się w Neda i poznała tajemnice, których istnienia nie podejrzewają nie tylko kobiety, ale nawet sami mężczyźni. Umawiała się na randki z kobietami, grała w drużynie kręglarskiej, chodziła do klubów ze striptizem i wstąpiła do męskiego zakonu. Jako obserwator z zewnątrz zdołała dostrzec rzeczy, których świadomość całkowicie zmienia potoczne wyobrażenia o męskim świecie. Jej książka, napisana dosadnie, ale z wyczuciem, reporterską przenikliwością, empatią i humorem, jest pełna wyrazistych sądów i wolna od stereotypów. To opowieść z pierwszej ręki o tym, jak trudno być prawdziwym mężczyzną…

Dlaczego mężczyźni nie patrzą sobie w oczy?
Co tak naprawdę oznacza męski uścisk dłoni?
Czym w istocie jest męska przyjaźń?

Norah-Ned przekracza granice płci i konfrontuje swoje obserwacje z kulturowymi wyobrażeniami na ten temat. Na zakończenie swego eksperymentu stwierdza: „Teraz wiem, że bycie kobietą to przywilej”.

Spis treści

Jacek Konieczny Życie tajemne mężczyzn
Rozdział 1 Początki
Rozdział 2 Przyjaźń
Rozdział 3 Seks
Rozdział 4 Miłość
Rozdział 5 Życie
Rozdział 6 Praca
Rozdział 7 Ego
Rozdział 8 Koniec podróży
Podziękowania

Fragment

Miałam zatem nowe imię i punkt wyjścia do skonstruowania męskiej tożsamości. Kiedy już zdecydowałam, że zostanę Nedem, nadal czekało mnie jeszcze sporo pracy, abym mogła bez przeszkód uchodzić za mężczyznę w dziennym świetle. Pierwszym i najważniejszym krokiem było znalezienie sposobu na stworzenie bardziej wiarygodnego zarostu od tej byle jakiej wersji, której nauczyła mnie kilka lat wcześniej znajoma drag king. Zarostu, który – jeżeli zaszłaby taka potrzeba – wyglądałby z bliska na prawdziwy zarówno w ciągu dnia, jak i wieczorem.

Tak się złożyło, że w tej sprawie dopisało mi szczęście. Wielu moich znajomych pracuje w teatrze i niejeden pomógł mi w tworzeniu Neda.

Postanowiłam zasięgnąć porady Ryana, prawdziwego artysty – charakteryzatora, który zademonstrował mi sposób tworzenia zarostu, jaki zastosował przy okazji ostatniego przedstawienia. Według niego, stosowany oszczędnie, powinien zupełnie wystarczyć do tego, bym mogła chodzić ulicami, nie budząc podejrzeń.

Jego metoda okazała się znacznie bardziej misterna i profesjonalna niż zabawa z klejem z Village, a mimo to w ostatecznym rozrachunku – znacznie prostsza.

Ryan przede wszystkim zasugerował wykorzystanie włosów z wełnianej krepy zamiast prawdziwych, obojętne – moich czy cudzych. Włosy z wełnianej krepy kupuje się w długich splecionych sznurach produkowanych przez specjalistyczne firmy kosmetyczne. Oferta obejmuje pełen zestaw kolorów, od platynowego blondu do czarnego, mogłam więc wybrać dokładnie taki, jaki pasował do moich włosów, i zawsze mieć pod ręką gotowy zapas bez konieczności masakrowania własnej fryzury.

Ryan zademonstrował, jak rozpleść sznur, uczesać włosy, aby leżały równolegle do siebie, a następnie chwycić je między palce i odcinać kawałeczki milimetrowej długości albo jeszcze krótsze. Czynność należało wykonać nad białą kartką papieru, następnie równo rozprowadzić po niej ucięte końcówki, dzięki czemu nie zbijały się w kępki podczas nakładania na twarz. Doradził, abym użyła pędzli do makijażu – dużego pędzla do różu do nakładania włosów na brodę i policzki oraz małego pędzelka do cieni do powiek do nakładania zarostu nad górną wargą.

(…)

Przy nakładaniu zarostu należało przede wszystkim zwracać uwagę, aby nie przesadzić z gęstością. Moja skóra, podobnie jak skóra większości kobiet, jest nie tylko gładka w dotyku, ale także wygląda na znacznie gładszą od męskiej. Jest również bledsza i bardziej zaróżowiona na policzkach. Kiedy występowałam jako Ned, ludzie zawsze mówili mi, że wyglądam na młodszą niż trzydzieści pięć lat, mimo że dodawałam do włosów sporo siwizny. Ale kiedy brzoskwiniowo-kremowe policzki sąsiadują z delikatnym zarostem à la Don Johnson, człowiek przypomina Freda Flinstone’a. Musiałam zatem uważać, aby nie przesadzić, i trzymać się takiej gęstości, która wyglądałaby wiarygodnie u mało owłosionego mężczyzny o gładkiej skórze.

Aby nadać mojej twarzy bardziej kwadratowy kształt, udałam się do fryzjera i kazałam sobie przyciąć włosy na płasko na czubku głowy – uczesanie, którego zazwyczaj nie cierpię u mężczyzn, ale które często stosowałam, aby upodobnić moją głowę do głowy mężczyzny. Następnie poszłam do optyka i wybrałam dwie pary okularów z prostokątnymi ramkami – w tym samym celu. Kupiłam jedną parę z metalowymi oprawkami do noszenia w sytuacjach, gdy chciałam wyglądać bardziej pospolicie, a drugą z oprawkami w kolorze skorupy żółwia na takie okazje, które wymagały bardziej eleganckiego wyglądu (jak praca albo randka).

Wszystko razem: zarost, nowa fryzura i okulary w dużym stopniu pomogły mi zobaczyć w sobie kogoś innego, choć przeobrażenie musiało się dokonać bardziej w mojej psychice niż w wyglądzie i upłynął jakiś czas, zanim moja świadomość zaakceptowała Neda. Na początku przeglądając się w lustrze, widziałam po prostu siebie z przyklejonym do twarzy zarostem. Oglądałam swoją twarz przez całe życie. Poza tym zazwyczaj miałam krótko ścięte włosy. Zarost naprawdę niewiele pomagał. To nadal byłam ja. Dopiero okulary coś zmieniły, a przynajmniej zaczęły zmieniać. Rozpoczęła się gra z moim umysłem, a wkrótce potem również z umysłami innych ludzi. Na początku tak bardzo się bałam, że nikt nie nabierze się na przebranie i zostanę przyłapana, że aby czuć się pewniej, zawsze zakładałam okulary, często również bejsbolówkę, nie mówiąc oczywiście o precyzyjnie wykonanym zaroście. Jednak w miarę upływu czasu coraz pewniej czułam się w skórze Neda i bardziej wtapiałam się wymyśloną postać. Zaczęłam w naturalny sposób tworzyć męski wizerunek, a w związku z tym rekwizyty, które na początku wykorzystywałam, stawały się coraz mniej istotne, aż wreszcie w ogóle przestałam ich potrzebować.

Ludzie wierzą w obraz, który stawia im się przed oczami, jeżeli oczywiście robi się to w odpowiednio przekonujący sposób. Nawet ja z coraz większą łatwością wierzyłam w obraz, który widziałam w lustrze, tak jak później uwierzyli w niego inni ludzie.

Kiedy skończyłam przeobrażanie głowy i twarzy, skupiłam się na reszcie ciała.

Najpierw musiałam znaleźć sposób na rozwiązanie problemu piersi. Pomimo ich niewielkich rozmiarów sprawa okazała się trudniejsza, niż można by się spodziewać – przede wszystkim dlatego, że z przodu musiałam być tak płaska, jak to tylko możliwe. Najpierw spróbowałam najbardziej oczywistego rozwiązania – bandaży. Kupiłam dwa, szerokie na dziesięć centymetrów, i mocno się nimi obwiązałam, mocując je taśmą chirurgiczną. Musiałam mieć pewność, że cała konstrukcja nie rozpadnie się w środku dnia. Miałam dzięki temu bardzo płaską klatkę piersiową, ale zarazem każdy oddech sprawiał mi trudność i wywoływał ból. Co więcej, w zależności od pozycji, jaką przyjmowałam, siedząc, bandaż zsuwał się często w dół, wypychając piersi do góry i zbliżając je do siebie, a powinien kierować je w dół i na boki. Jak na mężczyznę wyglądałam niespecjalnie.

W końcu okazało się, że najlepszy efekt dają spłaszczające biustonosze sportowe. Kupiłam sobie kilka sztuk o dwa numery za małych. Nago nie wyglądałam jak „deska”, ale w luźnej koszulce prezentowałam się w sam raz. To rozwiązanie wydawało się najodpowiedniejsze. Biustonosz nigdy się nie przemieszczał. Nigdy nie opadał. Wrzynał mi się jednak pod ramionami i w plecy, szczególnie kiedy przybrałam na wadze. A naprawdę utyłam. Kolejnym krokiem w przekształcaniu mojego ciała było bowiem podnoszenie ciężarów. Podnoszenie dużej ilości ciężarów. Zasięgnęłam porady trenera w pobliskiej siłowni, wprowadzając go w mój projekt i prosząc o wskazówki, jak nadać ciału jak najbardziej męski wygląd bez użycia sterydów. Doradził rozbudowę mięśni ramion. Proces budowania masy mięśniowej składa się z dwóch etapów. Po pierwsze, podnosi się duże ciężary w krótkich seriach powtórzeń. Po drugie, spożywa się dziennie co najmniej tyle gramów protein, ile kilogramów wynosi masa ciała. Każdego dnia kształtowałam inny mięsień. W ciągu całego tygodnia pracowałam nad każdą częścią ciała aż do stanu całkowitego wyczerpania, natomiast w weekend przynajmniej jeden dzień poświęcałam na odpoczynek. W czasie wolnym jadłam i piłam tyle produktów zawierających proteiny, ile tylko byłam w stanie. Po sześciu miesiącach przytyłam siedem kilogramów. Według normalnych kryteriów nadal byłam zbyt drobna jak na faceta, ale moje ramiona w widoczny sposób poszerzyły się i stały się bardziej spadziste, co samo w sobie stanowiło kolejny krok w kierunku męskości.

Aby ukoronować fizyczną transformację, rozpoczęłam poszukiwania sztucznego penisa, który jak nic innego mógł mi pomóc w upodobnieniu się do mężczyzny. W sex shopie w centrum Manhattanu znalazłam coś, co nazwałam podręcznym flaczkiem. Nie był to sztuczny penis, który przez swoje ciągłe nabrzmienie byłby dla mnie niewygodny, a innych mógłby zaalarmować, że coś jest ze mną nie tak. Wspomniany przedmiot, który przezwałam Kiełbaską, był zwiotczałym członkiem zaprojektowanym specjalnie do tego, co drag kings nazywały pakowaniem albo wypychaniem majtek. Spisywał się znacznie lepiej niż skarpetka i dawał mi – mam nadzieję, że innym też – bardziej realistyczne złudzenie „męskości”. Ponieważ nawet kiedy chodziłam w slipkach, za bardzo się poruszał, czym rozpraszał moją uwagę, nosiłam specjalny ochraniacz na genitalia, który utrzymywał go w odpowiedniej pozycji.

Wreszcie, kiedy uporałam się z podstawowymi częściami anatomii – piersi spłaszczone, ramiona spadziste jak należy, ptaszek na swoim miejscu – zabrałam Neda, oczywiście w przebraniu, do sklepu. Kupiłam mu szpanerskie, markowe ciuchy: koszulki do gry w rugby, spodenki w kolorze khaki i szerokie dżinsy. Nie chciałam przepuścić zbyt wiele pieniędzy na garnitur, ale Ned potrzebował ubrań do pracy. Kupiłam mu zatem trzy marynarki, kilka par spodni, cztery krawaty i pięć czy sześć koszul. Nabyłam też duży zapas białych męskich podkoszulków z zaokrąglonym wcięciem pod szyją, które okazały się podstawowym elementem mojej garderoby codziennej i wyjściowej. Nosiłam je pod wszystkim, częściowo jako dodatkową warstwę zasłaniającą szwy stanika, a częściowo żeby poszerzyć sobie kark, a przynamniej odwrócić uwagę patrzącego od faktu, że nie mam jabłka Adama i owłosienia na klatce piersiowej.

Ostatnim przystankiem dla Neda była Juilliard School – szkoła teatralna w Nowym Jorku. Wynajęłam korepetytorkę emisji głosu, która miała nauczyć mnie mówić jak mężczyzna. Miałam już niski głos, ale przekonałam się, że – podobnie jak w przypadku wielu innych spraw – wszystkie cechy, które jako kobieta uznawałam w sobie za męskie, okazały się znacznie mniej widoczne, kiedy udawałam mężczyznę. Moja nauczycielka udzieliła mi kilku wskazówek związanych z różnicami wymowy między płciami, musiało jednak upłynąć sporo czasu, zanim jako Ned zrozumiałam, jak bardzo są one duże i ilu nawyków będę się musiała pozbyć, żeby nie wzbudzać podejrzeń.
– Kobiety mają tendencję do rozregulowywania sobie oddechu – stwierdziła korepetytorka. Opisała i zademonstrowała ten proces, wysuwając klatkę piersiową i głowę do przodu i zaburzając rytm oddychania, a jednocześnie wyrzucając z siebie potok słów.
– Co prawda to stereotyp – powiedziała – ale kobiety przeważnie starają się mówić szybciej i używają większej liczby słów. Muszą wstrzymywać oddech, żeby z tym wszystkim nadążyć. Tak właśnie można było scharakteryzować mój sposób mówienia, który dowcipni koledzy określali czasami jako „rzęsisty”. Często nie mogłam złapać oddechu, zanim jeszcze skończyłam myśl, więc byłam zmuszona albo do robienia gwałtownego wdechu w środku zdania, albo szybszego wypowiadania słów.

Po zakończeniu szkolenia udało mi się także wielokrotnie zaobserwować to samo zjawisko w praktyce na przyjęciach albo w restauracji. Kobiety często wtrącały się do rozmowy, wyrzucały z siebie potok słów, zmuszając innych do słuchania. Mężczyźni, usadowiwszy się wygodnie na krześle, wypowiadali się zwięźle i dobitnie.

Sposób oddychania bezpośrednio wpływa na brzmienie głosu. Używanie mniejszej liczby słów, wolniejsze mówienie i rytmiczne oddychanie w trakcie wypowiedzi pomogło mi posługiwać się dźwiękami niższego rejestru. Oznaczało to rzecz jasna, że nie mogłam sobie pozwolić na zbytnie podniecanie się czymkolwiek, ponieważ zmieniłoby to sposób oddychania, a mój głos zaraz by wskoczył na wyższy rejestr. I na odwrót – odkryłam, że rozluźniając się i biorąc kilka głębszych oddechów na rozpoczęcie dnia, łatwiej „wchodziłam” w głos Neda, a w konsekwencji w jego sposób bycia i sposób myślenia.

Źródło: www.otwarte.eu


Do artykułu dodano 2 komentarzy. Pokaż komentarze.



Powrót do: Literatura

Logowanie
Nick:
Hasło:

Ankieta
Czy uzyskałeś pomoc od organizacji LGBT ?
Trans-Fuzja
Tęczówka
Lambda
KPH
innej organizacji
nie otrzymałem/am pomocy
nie szukałem/am pomocy
Skomentuj

Wyniki ankiet
Użytkownicy
Zarejestrowanych: 8299
On line: 49
Zalogowani:
Wyszukiwanie
Myśl na tę chwilę
Sumienie to tylko cichy głosik, który szepce, że ktoś patrzy
Julian Tuwim

Skórka
Organizacje i grupy LGBT


sekcja dla całego środowiska Trans

całe środowisko Trans


głównie Les/Gay

Zaprzyjaźnione strony

Crossdressing ogłoszenia



Trans randki
Trans rande
Transgender dating
Copyright (c) 2004-2015 by crossdressing.pl