close

Informacja dotycząca plików cookies
Informujemy, że używamy informacji zapisanych na urządzeniach końcowych użytkowników przy pomocy plików cookies, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Korzystanie z naszego serwisu internetowego oznacza, że użytkownik wyraża zgodę na ich zapisywanie. Zgadzam się, nie pokazuj więcej tej informacji
Szczegóły polityki cookie

 Poniedziałek, 2019-09-16

  Najstarszy w Polsce portal o crossdressingu i transpłciowości
  Istniejemy od 2004 roku

  Ilość odwiedzin: 8223492, ilość odsłon: 65065920
Na skróty
 Familia
 Forum
 Co nowego na forum
 Blog
 Video
 Księga gości
Menu
Strona główna

Ogłoszenia

Aktualności

Nowości w portalu
Nasze projekty
Bieżące wydarzenia
Imprezy i spotkania
Kalendarz spotkań
Od redakcji
Listy do redakcji
Najpopularniejsze

Transpłciowość

Pojęcia
Identyfikacja
Terapia
Pomoc
Przeciw transfobii

Magazyn

Z kraju i ze świata
Zjawiska
Sławni transi
Na granicy płci
Miej świadomość
Prawo
Religia
Moda
Plusy / minusy
Ciekawostki
Na luzie

My i nasi bliscy

LadyLike
Żyć z „nią”
Ja i mój związek

Kultura

Prasa
Teatr
Filmy
Literatura
Grafika
Piosenki

Kawiarenka

Przemyślenia
Moja wielka przygoda
Mój pierwszy raz...
A to ja właśnie...
Transowe przygody
Moje przygody z Anną
Pamiętnik Alex
Wspomnienia Iwony
Opowiadania
Felietony w szpilkach
Biuta Bino

Transformacje

Dbamy o ciało
Makijaż - porady
Ubiór
Włosy i peruki
Dodatki
Tips & tricks
Jak oni to robią!
Makijaż – kurs
Z pomocą medycyny

Poradnik

Przewodnik
Rozmiary
Ciekawy produkt

Katalog

Nasze profile
Specjalnie dla nas
Miejsca i Kluby
Polecamy sklepy
Linki
Pliki do pobrania
Programy

Kontakt

Redakcja
Księga gości
Użytkownicy
Nasza mapa
Najnowsze artykuły
„Casa Valentina” w Och-Teatr (3425)
2019.10.12 Katowice - Trans Wieczorek w Tęczówce (55731)
Sobota nad morzem. (8202)
2019.09.10 Katowice. Dyżur psychologa (32116)
2019.09.03 Katowice. Wtorkowe pogaduchy przy kawie (32624)
Oczami Nowicjuszki (12091)
Do trzech razy sztuka czyli ... (14548)
Wiosenne Plenerowe Trans Party 2019 (26990)
Spostrzeżenia z życia transki (18510)
Trans Sylwester w Tęczówce (25127)
...więcej...
Najczęściej czytane artykuły
Wymiary... idealne (709721)
Tucking&taping, czyli jak pozbyć się wypukłości w kroczu (609046)
Strony prywatne (382034)
Fryzura i makijaż, a kształt twarzy (333185)
Zakupy za granicą (299312)
Wiązanie krawata (278267)
Jaka fryzura? (242414)
Jak zrobić samemu udane zdjęcia? (241899)
Zakupy w Polsce (233102)
Zestawienie rozmiarów obuwia (228545)
...więcej...

Powrót do: Mój pierwszy raz...

Moje życiowe przygody
Liczba wyświetleń: 14026


W skrócie:Moje pierwsze wyjście miało miejsce w środku dnia. I wyszłam w tłum ludzi. Idąc wśród nich patrzyłam odważnie na mijające mnie osoby. O ile dobrze pamiętam, niektórzy zwracali na mnie uwagę, ale wtedy udawałam, że tego nie widzę.

Do artykułu dodano 30 komentarzy. Pokaż komentarze.
Od dawna już myślałam, jak przybliżyć Wam moje drogie moją sylwetkę, moje prawdziwe ja – Karolinkę. Długo się wahałam jak to zrobić, ale mój strach przełamał wreszcie artykuł „Jak podzielić się swoimi przeżyciami” od Promyka zamieszony w portalu.

Dlatego wreszcie postanowiłam dołączyć do Waszego grona. Mam nadzieję, iż wkrótce się uda mi się powtórnie wyjść z „sza fy” (chociaż już jedno wyjście zaliczyłam, ale dlaczego chcę powtórnie wyjść wyjaśni się niebawem).

Moja przygoda z transwestytyzmem zaczęła się – chociaż o tym jeszcze nie wiedziałam – w szkole podstawowej, gdy natrafiłam na powieść Hanny Ożogowskiej „Dziewczyna i chłopak”. To był szok dla mnie. Przez długi czas nie potrafiłam się po niej otrząsnąć. Patrząc z perspektywy czasu prawdopodobnie wtedy obudziła się na dobre moja druga natura, która postanowiła się ujawnić.

I oczywiście zaczęłam się ubierać tak jak się czuję (oczywiście jak większość z nas – korzystając z matczynej garderoby). W tym okresie najczęściej przebierałam się, aby rozładować swoje napięcie, gdy wszelkie inne sposoby zawodziły.

Na nieszczęście, mam dość konserwatywnych rodziców, którzy dokładnie (acz dyskretnie), kontrolowali moje zabawy domowe (mam także brata, który także krzywo patrzył na to moje dziwne zachowanie i nie akceptował go). Oczywiście po wykryciu, że się przebieram w damskie szmatki robili mi piekielną awanturę. Sprawa przycichała na jakiś czas... Ale wystarczył jakiś moment nieuwagi, podczas którego nie pilnowałam swojego męskiego ja, żeby ubrać się znowu tak jak się czuję.

Niestety, z każdą kolejnym przebieraniem się coraz bardziej miałam utrudniony dostęp do „moich” ciuchów aż wreszcie doszło do tego, że przy każdym wyjściu rodziców szafa była zamykana na klucz (trwało to jakiś czas).

Ten okres trwał do końca liceum. Cierpiałam bardzo nie mogąc uzewnętrznić mojej prawdziwej natury. Ta huśtawka nastrojów omal mnie nie wykończyła. Bywały okresy czasu, gdy moja kobieca natura drzemała, ale też potrafiła się budzić niespodziewanie i narobić mi w życiu niezłego bigosu. Wtedy bardzo cierpiałam nie mogąc się ubrać tak jak chcę.

Był jeszcze jeden problem, z którego zdałam sobie sprawę dopiero po wielu latach. Wszystkie dziewczyny z mojego otoczenia zawsze traktowałam jako koleżanki i dobrze się czułam w ich towarzystwie. Gdy widziałam, że koledzy z mojej klasy zaczynali „smalić cholewki” do dziewcząt poczułam się zagubiona. Mój Męski Animator pogubił się wtedy z kretesem (być może dlatego, że nie dawałam mu ani chwili spokoju przy kontaktach z innymi dziewczynami).

I nagle w szkole zawodowej wielkie zauroczenie (tzw. miłość od pierwszego wejrzenia). Niestety, nieodwzajemniona. Mój MA przeżył to bardzo ciężko. Na to tylko czekałam. Udało mi się wreszcie go przekonać, żeby zaczął ubierać się tak jak czuje.

Aby lepiej zrozumieć moje położenie, musicie wiedzieć dziewczyny jak wyglądał mój rozkład dnia. Do zawodówki chodziłam na popołudnia, a rodzice pracowali rano. Brat wtedy studiował poza moim miastem. Tak więc spotykałam się z rodzicami wyłącznie wieczorami.

No i zaczęły się częste przebieranki. Wiedząc, jak reaguje moja rodzina na sprawy tego typu, starałam się być bardziej dyskretna.

Wreszcie nie wytrzymałam któregoś dnia. Ubrałam się, wymalowałam oczy farbkami akwarelowymi. Właściwego efektu nigdy nie uzyskałam, ale udało mi się wreszcie zrobić cienie tak, aby od biedy wyglądało to normalnie (gwoli ścisłości – moja mama nigdy się nie malowała, więc w domu nie było żadnych kosmetyków za którymi tęskniłam, więc musiałam radzić tak jak umiem).

Już dobrze nie pamiętam, w co się ubrałam. Na pewno był to jakiś dwuczęściowy żakiet, rajstopy na nogi, płaskie buty w których się dobrze czułam i jakiś płaszczyk no i oczywiście miałam na głowie perukę.

Wiele z Was dziewcząt opowiada o swoich przygodach wyjścia z „sza fy”. Przede wszystkim wybieracie się na spacer w nocy, ubieracie się raz lepiej, raz gorzej, towarzyszy temu strach przed rozpoznaniem na spacerze...

Moje pierwsze wyjście miało miejsce w środku dnia. I wyszłam w tłum ludzi. Idąc wśród nich patrzyłam odważnie na mijające mnie osoby. O ile dobrze pamiętam, niektórzy zwracali na mnie uwagę, ale wtedy udawałam, że tego nie widzę. Patrzyłam odważnie na twarze mijanych mnie osób, ale nie nachalnie.

No i idę sobie ulicą, mijają mnie ludzie, czuję się na tym spacerze coraz śmielej widząc, że mało kto na mnie zwraca uwagę. Jestem coraz bardziej rozluźniona... Aż tu z naprzeciwka idą dwie koleżanki z klasy zawodówki, w której się uczyłam popołudniami. Masz babo placek! Co robić?

Na szczęście zauważyłam je z daleka i miałam czas na uspokojenie nerwów. Panika: uciekać w innym kierunku, czy iść dalej? Jeśli ucieknę – dumam – to tym bardziej zwrócę na siebie uwagę... Możecie sobie wyobrazić, co czułam. Na szczęście udało mi się opanować panikę i wyszłam im na spotkanie. Przechodząc obok nich, jak gdyby nic (chociaż się we mnie gotowało) przyjrzałam się ich twarzom tak, jakbym nagle odkryła coś ciekawego w ich urodzie, coś czemu muszę się przyjrzeć...

Jako że było już niewiele czasu do rozpoczęcia popołudniowych zajęć, z żalem musiałam wracać do domu, aby mój MA mógł pójść na popołudniowe zajęcia.

Przychodzę do szkoły i podchodzę do grupki osób, które rozmawiają ze sobą. I nagle słyszę... że koleżanki, które minęłam w damskim ubiorze zaczynają komentować całe wydarzenie, gdy mnie spotkały na ulicy. Wprawdzie z początku postanowiłam nie zwracać na to uwagi, ale w pewnym momencie do rozmowy włączyło się całe towarzystwo męskie. Pewnie bym to zignorowała, ale pośród nich było dwóch nieobliczalnych „pajaców”, którym nie wiadomo, co jeszcze może strzelić do głowy. A tym bardziej było to niebezpieczne, że potrafili (jak to pięknie napisała Aleczka w swoich pamiętnikach) spuścić danego delikwenta – jak się później okazało nie tylko mnie – „po brzytwie”. I robili to tak perfidnie, że odkręcenie tego co wymyślili, stawało się prawie niemożliwe i pozostawiało na długo osad w danym delikwencie.

Z tego też powodu postanowiłam interweniować. Na szczęście obie koleżanki lubiły mnie i czułam, że mogę im się zwierzyć. Poczekałam, aż „kurduple” przestaną nawijać na mój temat, przysiadłam się do nich i powiedziałam im, że to byłam ja. „Na pewno mnie nie rozpoznałyście?” – zapytałam. Ich odpowiedź zbiła mnie z tropu: „Myślałyśmy, że idzie jakaś kobieta, ale pomyślałyśmy że to idzie twoja siostra”. Wow! Poczułam się wtedy prawdziwą kobietą. A przecież przed moim publicznym występem niczego nie ćwiczyłam na siłę. To było moje naturalne zachowanie (no, może tylko moim ruchom ze względu na nietypowe odczucia chodzenia w damskiej bieliźnie starałam się chodzić ostrożniej, uważać żeby nie upaść – a wszystko to podczas zżerającego mnie początkowo strachu).

Przyznanie się przed koleżankami do tego typu wycieczki spowodowało, że kamień mi spadł z serca. Okazało się także niebawem, że prawidłowo oceniłam moje koleżanki. Nie dość, że stłumiły w zarodku pomysł „kurdupli” dobrania mi się „pióra”, to jeszcze później dowiedziałam się, że mnie broniły przed nimi. Bo jak to inaczej można nazwać, że „kurduple” nie tylko dały mi „święty spokój”. Cała sprawa dzięki wspaniałym przyjaciółkom przycichła tak, że każda próba ośmieszenia mnie doprowadzała do tego, iż „kurduple” próbując się bawić moim kosztem, sami kosztowali owoce swoich pomysłów.

Gdy opuściłam szkołę zawodową, poszłam do pracy. Od tej chwili zarzuciłam wszelkie przebieranki. Ale to nie usunęło z mojego życia Karolinkę. Po prostu przyczaiła się gdzieś w zakamarkach mojej duszy od czasu do czasu robiąc mi wielodniowe maratony, w których domagała się swoich praw ubierania się tak jak chce. Ale nie dawałam jej tej sposobności, ponieważ mój MA trzymał w ryzach Karolinkę.

I tak było prawie do dziś. Jakiś czas temu MA przeglądając z nudów Internet trafił na Wasz portal. Karolince tylko tego było trzeba, aby znowu zaistnieć. Przez parę dni pochłaniała ten portal, jak „kot kanarka”. I ulżyło jej, że ma w Waszych TV bratnie dusze.

Przekonała wreszcie po wielu bojach MA, że tym razem chce mieć własne ubrania. Tym bardziej, że po wielu latach nie pasują już na mnie ubrania matki.

Jednak tym razem doszłam do kompromisu z MA. Pozwala mi spać po dziewczęcemu, chociaż i w ciągu dnia pozwala mi na drobne szaleństwa (ale tylko wtedy, gdy ma pewność, że nikt go nie będzie widział – strach jednak jest nadal silny).

pozdrawiam Was wszystkie
karolinka_mala

Opublikowane przez:
karolinka_mala



Do artykułu dodano 30 komentarzy. Pokaż komentarze.



Powrót do: Mój pierwszy raz...

Logowanie
Nick:
Hasło:

Ankieta
Czy uzyskałeś pomoc od organizacji LGBT ?
Trans-Fuzja
Tęczówka
Lambda
KPH
innej organizacji
nie otrzymałem/am pomocy
nie szukałem/am pomocy
Skomentuj

Wyniki ankiet
Użytkownicy
Zarejestrowanych: 8298
On line: 38
Zalogowani:
Wyszukiwanie
Myśl na tę chwilę
Żadna kobieta nie powiedziała nigdy całej prawdy o swoim życiu
Isadora Duncan

Skórka
Organizacje i grupy LGBT


sekcja dla całego środowiska Trans

całe środowisko Trans


głównie Les/Gay

Zaprzyjaźnione strony

Crossdressing ogłoszenia



Trans randki
Trans rande
Transgender dating
Copyright (c) 2004-2015 by crossdressing.pl