close

Informacja dotycząca plików cookies
Informujemy, że używamy informacji zapisanych na urządzeniach końcowych użytkowników przy pomocy plików cookies, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Korzystanie z naszego serwisu internetowego oznacza, że użytkownik wyraża zgodę na ich zapisywanie. Zgadzam się, nie pokazuj więcej tej informacji
Szczegóły polityki cookie

 Środa, 2019-07-24

  Najstarszy w Polsce portal o crossdressingu i transpłciowości
  Istniejemy od 2004 roku

  Ilość odwiedzin: 8170964, ilość odsłon: 64896033
Na skróty
 Familia
 Forum
 Co nowego na forum
 Blog
 Video
 Księga gości
Menu
Strona główna

Ogłoszenia

Aktualności

Nowości w portalu
Nasze projekty
Bieżące wydarzenia
Imprezy i spotkania
Kalendarz spotkań
Od redakcji
Listy do redakcji
Najpopularniejsze

Transpłciowość

Pojęcia
Identyfikacja
Terapia
Pomoc
Przeciw transfobii

Magazyn

Z kraju i ze świata
Zjawiska
Sławni transi
Na granicy płci
Miej świadomość
Prawo
Religia
Moda
Plusy / minusy
Ciekawostki
Na luzie

My i nasi bliscy

LadyLike
Żyć z „nią”
Ja i mój związek

Kultura

Prasa
Teatr
Filmy
Literatura
Grafika
Piosenki

Kawiarenka

Przemyślenia
Moja wielka przygoda
Mój pierwszy raz...
A to ja właśnie...
Transowe przygody
Moje przygody z Anną
Pamiętnik Alex
Wspomnienia Iwony
Opowiadania
Felietony w szpilkach
Biuta Bino

Transformacje

Dbamy o ciało
Makijaż - porady
Ubiór
Włosy i peruki
Dodatki
Tips & tricks
Jak oni to robią!
Makijaż – kurs
Z pomocą medycyny

Poradnik

Przewodnik
Rozmiary
Ciekawy produkt

Katalog

Nasze profile
Specjalnie dla nas
Miejsca i Kluby
Polecamy sklepy
Linki
Pliki do pobrania
Programy

Kontakt

Redakcja
Księga gości
Użytkownicy
Nasza mapa
Najnowsze artykuły
Sobota nad morzem. (2795)
2019.07.30 Katowice. Dyżur psychologa (26455)
2019.07.23 Katowice. Wtorkowe pogaduchy przy kawie (26899)
Oczami Nowicjuszki (7915)
Do trzech razy sztuka czyli ... (7978)
Wiosenne Plenerowe Trans Party 2019 (21864)
Spostrzeżenia z życia transki (13321)
Trans Sylwester w Tęczówce (20016)
2018.11.24 Katowice - Trans Wieczorek w Tęczówce (22578)
2018.09.7-9 - Plenerowe Trans Party (33320)
...więcej...
Najczęściej czytane artykuły
Wymiary... idealne (701224)
Tucking&taping, czyli jak pozbyć się wypukłości w kroczu (601437)
Strony prywatne (376233)
Fryzura i makijaż, a kształt twarzy (327314)
Zakupy za granicą (293066)
Wiązanie krawata (272584)
Jaka fryzura? (236616)
Jak zrobić samemu udane zdjęcia? (235627)
Zakupy w Polsce (226689)
Zestawienie rozmiarów obuwia (222884)
...więcej...

Powrót do: A to ja właśnie...

Marta (TV) - Ja całkiem lubię istnieć. A nawet Istnieć
Liczba wyświetleń: 10128


W skrócie:Mimo zapewnień ludzi z tego portalu, że jest inaczej, nadal nie opuszcza mnie wrażenie, że tacy jak ja zwyczajnie nie istnieją, a jeśli nawet, to o tym nie wiedzą. Trochę frustrujące, tym bardziej, że ja całkiem lubię istnieć. A nawet Istnieć. Nie za bardzo na widoku, ale troszeczkę, dyskretnie a zarazem zauważalnie.

Brak komentarzy do tego artykułu. Aby dodać komentarz zaloguj się.
Wywiad przeprowadziła Patrycja Markiewicz (Fundacja Lorga, Lesbijka.org). Warszawa, 1-2 marca 2006.
Źródło: lesbijka.org

Patrycja (Lesbijka.org): Dla wielu osób transwestyta to osoba, która przebiera się w nie swoje ciuchy głównie dla zaspokojenia seksualnych podniet. Do tego na pewno jeszcze homoseksualista i zboczeniec. Dlaczego ludzie Was tak postrzegają?

Marta: Może dlatego, że częściowo to prawda? Istnieją transwestyci, którzy przebierają się dla osiągnięcia satysfakcji seksualnej i jest to postrzegane jako parafilia, a więc zboczenie (tu mądre i „mądre” źródła zastrzegają natychmiast, że nieszkodliwe i chwała im za to). Jednocześnie jednak istnieją transwestyci, którzy mają w tym dużo głębszy cel, ponieważ w pewnym – mniejszym lub większym stopniu – odczuwają przynależność do płci przeciwnej, którą najprościej zaznaczyć i wyrazić za pomocą stroju.
Pamiętnik: Ostatnim chronologicznie wydarzeniem było przejrzenie pewnego portalu w poszukiwaniu czegokolwiek o mnie. I mimo zapewnień ludzi z tego portalu, że jest inaczej, nadal nie opuszcza mnie wrażenie, że tacy jak ja zwyczajnie nie istnieją, a jeśli nawet, to o tym nie wiedzą. Trochę frustrujące, tym bardziej, że ja całkiem lubię istnieć. A nawet Istnieć. Nie za bardzo na widoku, ale troszeczkę, dyskretnie a zarazem zauważalnie.
Poza tym transwestytyzm niekiedy faktycznie łączy się z homoseksualizmem (znacznie częściej u kobiet niż u mężczyzn); jest to jednak bardzo delikatny temat.

P.: „Encyklopedia erotyki” pod redakcją profesora Lwa-Starowicza określa transwestytyzm jako „osiąganie satysfakcji seksualnej w wyniku przebierania się w odzież osób płci odmiennej”. Zgadzasz się z tą definicją?

M.: Częściowo tak, ale jest to definicja bardzo krzywdząca mnie i wielu moich znajomych, ponieważ my się na nią nie łapiemy. Szkoda tylko, że – ponieważ transwestytyzm jest bardzo słabo zbadany – takie jego ujęcie powtarza się niemal we wszystkich polskich opracowaniach naukowych i utrwalają niepełną i stereotypową wiedzę.

Wikipedia oraz portal Crossdressing.pl jako bardzo nieliczne źródła w Polsce zauważają istnienie dwóch rodzajów transwestytyzmu. Ten z definicji Lwa-Starowicza określany jest jako transwestytyzm fetyszystyczny albo wręcz fetyszyzm transwestytyczny – dewiacja – natomiast „mój”, dużo bardziej złożony, to transwestytyzm transseksualny. Sama nazwa wskazuje na lekkie powiązanie z transseksualizmem jako poczuciem przynależności do innej płci.

P.: Wcześniej powiedziałaś „odczuwają przynależność do płci przeciwnej”, teraz o „transwestytyzmie transseksualnym”. Sama się przekonałam, jak stanowczo reagujecie na mylenie pojęć transseksualizmu i transwestytyzmu, ale z drugiej strony granica nie jest chyba tak oczywista?

M.: Nie jest, zdecydowanie. Granica między kobietą a mężczyzną są mniej więcej tak samo płynna jak między heteroseksualizmem a homoseksualizmem. Dlatego ciężko jest jednoznacznie zdefiniować transwestytyzm. Transseksualizm, do pewnego stopnia, jest o wiele prostszy, wystarczy kierować się wyznacznikiem operacji zmiany płci: chce się jej, to jest się transseksualistą. Czuje się transseksualistą, ale nie jest się gotowym na radykalną zmianę, to – no i tu zaczynają się schody, bo jak taką osobę nazwać? Niektórzy twierdzą, że to transseksualizm nieoperacyjny, inni wprowadzają pojęcie transgender, a jeszcze inni uważają, że to już jest transwestytyzm. Można tu z powodzeniem sparafrazować pewne powiedzenie i stwierdzić, że „gdzie dwóch transów, tam trzy definicje”. Według mnie z jednej strony bardzo wygodne jest dzielenie wszystkich transów na tych zainteresowanych operacją i tych nią niezainteresowanych (bo to ułatwia funkcjonowanie w Internecie, gdzie na forum związanym z największą stroną dla transseksualistów tematem przewodnim jest zmiana płci, a na forum związanym z największym portalem dla transwestytów rozmawia się właściwie o wszystkim poza operacją). Z drugiej strony tak obszerna definicja i tak już dwurodzajowego terminu „transwestytyzm” wydaje mi się mało sensowna, dlatego też sama rozróżniam ludzi na tych w pełni utożsamiających się z własną płcią, transwestytów, transgenderystów, transseksualistów niezdecydowanych na operację bądź niezakwalifikowanych do niej przez lekarzy i transseksualistów. To jednak jest bardzo nieostry podział i zdaję sobie sprawę, że mnóstwo osób może się ze mną zupełnie nie zgadzać.

O nieoczywistości tych granic świadczy również to, że nasilenie tzw. zespołu dezaprobaty płci (albo może samoświadomość własnej tożsamości) zmienia się przez całe życie. W dniu, w którym dowiedziałam się, że jestem transwestytką, przeczytałam wypowiedź pewnego transseksualisty, który stwierdzał, że nawet bycie TS można sobie uświadomić dopiero w dorosłym wieku, na przykład na skutek jakiegoś wydarzenia – to mną naprawdę wstrząsnęło.

P.: Brak wiedzy i fachowych definicji może wprowadzać w błąd, dużo osób na przykład myśli, że drag queeni są transwestytami. Blisko Wam do nich, czy daleko?

M.: Szczerze mówiąc, trudno mi na to pytanie odpowiedzieć, bowiem występy drag queen i drag king nigdy mnie nie interesowały, nie znam też osobiście nikogo, o kim wiedziałabym, że występuje jako drag. Wydaje mi się, że w jakiś sposób się uzupełniamy, że drag może być transwestytą, choć absolutnie nie musi – ostatecznie występowanie na scenie to dobry sposób zaprezentowania się światu podczas odgrywania roli kogoś przeciwnej płci (zwłaszcza że jest to często parodia, a więc ukazanie dystansu, a przez to – zapewnienie sobie bezpieczeństwa). Jednak występy drag są rozrywką, a transwestytyzm nierzadko wiąże się z dużym smutkiem i osamotnieniem. Tak więc zaryzykuję stwierdzenie, że jesteśmy sobie i bliscy, i odlegli jednocześnie.

P.: Porozmawiałyśmy o definicjach, podsumujmy – kim jesteś, kim się czujesz?

M.: Sobą, to przede wszystkim. Człowiekiem. Ambiwalencją – ostatnio stwierdziłam, że mogłabym tak mieć na drugie imię. Kobietą i mężczyzną, a zarazem nikim konkretnym; jednoznaczne określanie się, powiedzenie „jestem kobietą” albo „jestem mężczyzną” wprawia mnie w zakłopotanie. Jeśli chodzi o wygląd, punktem wyjściowym jest neutralność i w zależności od nastroju podkreślam albo kobiecość, albo męskość, przy czym kobiecość trochę częściej niż bym chciała, męskość – trochę rzadziej i mniej intensywnie. Do swojego ciała nie mam zastrzeżeń, gdy jestem naga, w ubraniu – ubolewam nad raczej kobiecą figurą, a zwłaszcza wąskimi ramionami i szerokimi biodrami. Piszę w rodzaju żeńskim, bo tak mi wygodniej w ogóle, w szczególności zaś w portalu dla kobiet, jednak są miejsca w sieci, gdzie posługuję się wyłącznie rodzajem męskim i nie wzbudzam żadnych wątpliwości co do mojej płci (w świecie rzeczywistym nie chcę się rzucać w oczy). Ponieważ bardzo kocham pewną dziewczynę i ponieważ długo uważałam się po prostu za butch, utożsamiam się także z lesbijką, jednak homoseksualizm jest dla mnie czymś wtórnym wobec transwestytyzmu. To ostatnie stwierdziłam po odkryciu, że wcale nie jestem bi, bo tak naprawdę nie pociąga mnie żaden mężczyzna, a to, co uważałam za zainteresowanie nimi jako ludźmi, jest zafascynowaniem męskością, czymś w rodzaju wpatrywania się we wzorce do naśladowania.

P.: Nie będę ukrywała, że ogarnięcie tego wszystkiego nie jest rzeczą prostą... Mówisz, że utożsamiasz się z lesbijką, ale jednocześnie uważasz, że homoseksualizm jest drugorzędny wobec transwestytyzmu. Wydaje się więc, że nie możesz powiedzieć „jestem lesbijką”, bo czy Twój pociąg do kobiet nie jest wynikiem odczucia przynależność do płci przeciwnej, w tym wypadku męskiej? Kochasz je jako mężczyzna – zbyt daleko posunięte uproszczenie? Czy po prostu mówię głupstwa?

M.: Nie, raczej poruszasz wyjątkowo złożone zagadnienie. Przede wszystkim, przez długi czas postrzegałam siebie jako lesbijkę, a raczej biseksualistkę i dopiero po jakimś czasie, przeczytawszy ileś książek i wypowiedzi na forach, obejrzawszy ileś filmów, stwierdziłam, że trochę do tej reszty nie pasuję. Ostatecznie lesbijka nie zaprzecza, że jest kobietą, a ja to robiłam na różne sposoby od lat, na przykład marząc o byciu muszkieterem, odrzucając do kąta każdą lalkę, wybierając sobie brzmiący po męsku pseudonim, maskując figurę – były też różne niekobiece myśli i utrzymujące się od najdawniejszych czasów przekonanie „bo ja miałam być chłopcem”. To aż za bardzo pasuje do stereotypowego widzenia lesbijek i ponieważ wydawało mi się podejrzane, zainteresowałam się innymi możliwymi odpowiedziami. Dwa lata po przyznaniu, że jestem lesbijką, stwierdziłam, że to jednak transwestytyzm, ale nie wykluczyłam się z grupy homoseksualistek. Drugą przyczyną jest to, że w przekonaniu ludzi oraz w świetle prawa jestem kobietą związaną z kobietą, a zatem – lesbijką. Dotyczy mnie rejestracja związków partnerskich, homofobia, więc nie będę się od tego świata odwracała plecami, nawet jeśli niekiedy czuję się w nim trochę jak kukułcze jajo.

Nie kocham najważniejszej dla mnie kobiety jako mężczyzna – postawienie tak sprawy w istocie byłoby uproszczeniem i kolejnym powodem do odczuwania zakłopotania... Trudno mi powiedzieć, jako kto ją kocham, bo przy niej nie muszę się nad niczym zastanawiać, przecież i tak akceptuje mnie bez zastrzeżeń. Natomiast, w przeciwieństwie do większości lesbijek, nie obraziłabym się o pytanie „kto nosi spodnie w waszym związku” – oczywiście, że ja.

Uwaga na marginesie: u mnie homoseksualizm jest drugorzędny, ale nie mam pojęcia, jak to wygląda u innych, szczególnie że wśród znanych mi transwestytów M/K homoseksualizm jest bardzo rzadki.

P.: Sprawa seksu – która strona Twojej natury, jako transwestytki, bierze górę w fantazjach, marzeniach, wyobrażeniach?

M.: Trudno mi powiedzieć... Kiedyś, kiedyś, jeszcze przed tym, jak zaczęłam w ogóle zastanawiać się nad swoją orientacją,
Pamiętnik: Raz zaeksperymentowałam. Krawat, który przypadkiem wpadł mi w ręce. Do tego prosta acz kobieca koszula. Równie proste w kroju acz kobiece spodnie. I taka sama marynarka. Własne buty. Wreszcie spojrzenie do lustra... Nie pasowała tylko twarz otoczona zbyt długimi włosami. Ale na nią już nie było sposobu. Wtedy zabolało.
w wyobrażeniach twardo postrzegałam siebie jako kobietę i gdy pewnej nocy, podczas bardzo skomplikowanej historii, role nagle się odwróciły, byłam dość wstrząśnięta. Teraz ciężko jest mi sobie przypomnieć jakąkolwiek fantazję, w której umiałabym określić swoją płeć. Raczej dominuje kobiecość. Raczej, bo w aktualnych fantazjach albo widzę tylko moją partnerkę (siebie tylko przez wykonywane czynności), albo coś w rodzaju filmu o zupełnie nieznanych mi ludziach. W tych ostatnich pary są kobieco-kobiece albo kobieco-męskie.

P.: Dziękuję za tę odpowiedź, zdaję sobie sprawę, że poruszanie tych tematów jest wchodzeniem na obszary bardzo intymne i osobiste. Zakończmy tą część naszej rozmowy jeszcze tą jedną kwestią: ustaliłyśmy już, że granice u osób, których tożsamość rozpoczyna się na słowo „trans”, są bardzo płynne – myślałaś kiedyś o zmianie płci? Albo co najmniej o jakiejś kuracji hormonalnej, by ciało nabrało więcej męskich cech?

M.: Rozmyślałam o tym, ale nie, dziękuję. W obecnej skórze czuję się dość dobrze, jeśli zechcę, mogę trochę zmienić wygląd bez uciekania się do nieodwracalnych zmian (siłownia, poduszki na ramiona, opaski i bandaże, manipulacje środkami do makijażu, wizyta u fryzjera, w ostateczności nawet doczepiany zarost), nikt się mnie nie czepia, a poza tym żadna kuracja nie pomoże na szerokość bioder.

Tym bardziej odrzucam zmianę płci. W najlepszym razie po wszystkich przejściach po prostu czułabym się tak samo niedopasowana do wszystkich jak teraz, ale jest to wersja bardzo optymistyczna i naiwna, nie do spełnienia w rzeczywistości, odrzucająca szyderstwa, wyjątkowo bolesne i kosztowne operacje, straszne blizny, konieczność układania życia na nowo i jakąś niewyobrażalną masę cierpienia. Nie jestem tak zdesperowana, by traktować operację jak wybawienie, nie nienawidzę swojego ciała... Ponadto, co jest bardzo istotne, po prostu nie podoba mi się to, jak wygląda mężczyzna pozbawiony ubrania i nie wyobrażam sobie, że ja miałabym wyglądać prawie tak samo, tylko – gorzej.

Gdyby dało się bez bólu i żadnych ograniczeń czasowych zmieniać swój wizerunek, przenikając między płciami z taką łatwością, z jaką przychodzi mi myślenie o tym, byłoby to cudowne. Tyle że takie cuda nie spełniają się w rzeczywistości.

P.: Czyli uważasz, że niepotrzebne Ci akcentowanie na zewnątrz swojej natury, dobrze się czujesz w swojej skórze – ale przecież czytałam Twój pamiętnik i czuć w nim tęsknotę za własną odrębnością, silnie odczuwasz niedopasowanie. Jak wtedy, gdy choćby pisałaś o oczepinach na weselu, gdzie był krąg panien, krąg kawalerów – a Ty czułaś się jak nie z tego świata... Co możesz jeszcze do tego dodać?

M.: Ostrożność. Widziałam nie raz, a i wielokrotnie odczułam na własnej skórze, co otoczenie robi z ludźmi, którzy za bardzo odstają – także z osobami trans. Tak więc jestem ostrożna, czasami przesadnie; jak wtedy, gdy długo, bardzo długo zastanawiałam się, czy mogę bezkarnie założyć na jakąś uroczystość garnitur, mimo że takie same nosi przecież wiele kobiet.

To, że czuję się raczej dobrze w swojej skórze (i nie zamierzam poddawać się kuracjom i operacjom), nie oznacza, że bez najmniejszego żalu odrzucam wszystko, co pozwoliłoby mi się wyrazić. Z drugiej strony to, że jestem zmuszona odrzucić część sposobów zaakcentowania tego, kim jestem, nie oznacza, że rezygnuję z każdego możliwego sposobu. Staram się zachować złoty środek, więc wybieram kompromisy: założę ulubioną koszulę, ale na nią – damski sweter; kobiecą bluzkę, ale spodnie i męskie buty; ubiorę się całkowicie po mojemu, ale efekt złagodzę leciutkim makijażem lub jakąś biżuterią. Jestem wściekła, że tak muszę, by nie narażać się otoczeniu, jestem jeszcze bardziej wściekła, że nie umiem machnąć na nie ręką, a najbardziej, gdy czasami okazuje się, że mogłam, a zrezygnowałam przez tę przesadną ostrożność.

Wyżywam się tam, gdzie mogę, czyli w Internecie (gdzie coraz częściej wypowiadam się jako TV albo mężczyzna), w pamiętniku, we własnej głowie, a także w sztuce, na przykład rysując własną twarz, ale trochę zmienioną, tak, by wyglądała na męską.

Mogę też, wśród wielu ludzi, mówić to, co myślę i czuję, myśleć jak myślę (zdaniem większości testów na płeć mózgu: jak mężczyzna), reagować jak reaguję, bez powstrzymywania się... Tyle, że jednocześnie ciężko przychodzi mi nawiązanie kontaktów z innymi, którzy naprawdę są dla mnie jak z innego świata. I oni nie rozumieją mnie, i ja ich. Najbardziej przykre jest chyba to, że wielu kobietom podpadam tylko dlatego, że nie umiem myśleć jak one, odbierać ich sygnałów niewerbalnych, często różnimy się też systemem wartości, zainteresowaniami, opiniami na temat mężczyzn (szczególnie nie działa na mnie hasło „babska solidarność”, feminizm też jest mi raczej obcy). To są codzienne różnice, codzienne niedopasowanie. Od czasu do czasu zdarza się z kolei coś takiego jak podczas oczepin, gdy dostaję po twarzy własną odmiennością i zastanawiam się, co ja tu właściwie robię i gdzie jest moje miejsce.

P.: Marto, transwestyci w Polsce są bardzo ukrytą grupą, podejrzewam, że o wiele bardziej ukrywają się niż homoseksualiści. Gdzie się spotykacie? Jakieś strony internetowe? Może macie swoje kluby? Czy organizujecie spotkania w swoim gronie?

M.: Przede wszystkim słusznie podejrzewasz, że się ukrywamy. Większość transwestytów – tych, którzy wiedzą, że nimi są i po których byłoby to widać, gdyby pokazali się publicznie podczas transowania – to mężczyźni, zwykle heteroseksualni. Wielu z nich ma żony, dzieci... tylko od czasu do czasu odczuwa potrzebę przebrania się. To zwiększa konformizm, bo właściwie po co mają o sobie komukolwiek mówić, po co mają walczyć o jakieś prawa, skoro mogą żyć stosunkowo wygodnie i bezstresowo... o ile nikt niewłaściwy o niczym się nie dowie i nie zniszczy życia. Ujawnienia się, wystąpienia publicznie w przebraniach, wyjście w dzień na spacer en femme – to są częściej marzenia niż konkretne przypadki, chociaż zdarzają się wyjątki: ostatnio jedna z „dziewczyn” (czyli TV M/K) wyrobiła sobie dowód ze zdjęciem, na którym występuje en femme (podziwiam odwagę). Z kolei kobiety są zwykle po prostu niczego nieświadome, bo w naszej kulturze z powodzeniem mogą uchodzić za lesbijki, sportsmenki, bizneswomenki, albo po prostu „mieć taki styl” – przez co transwestytki pewne tego, że są transwestytkami, stanowią uderzającą mniejszość w tym środowisku.

Dlatego transwestyci żyją zwykle w jeszcze większym podziemiu niż lesbijki, o których niewidzialności wiele się mówi. Mimo to mamy swój portal, Crossdressing.pl – obszerny, z wieloma artykułami, profilami użytkowników wraz ze zdjęciami en femme czy en homme, forum (trochę dziwnie skonstruowanym, prawdę mówiąc, ja na nie wchodzę przez link „Co nowego na forum” i dlatego nigdy nie wiem, gdzie szukać danego tematu), działem „A to ja właśnie”, gdzie każdy, kto ma ochotę, przedstawia swoją autobiografię. Od czasu do czasu, co dwa – trzy miesiące, na portalu pojawia się ogłoszenie o kolejnym TransParty: jest to impreza całonocna, z reguły zamknięta (żeby zapewnić bezpieczeństwo), bez zdjęć, dokąd można przyjść w przebraniu, albo przyszykować się na miejscu. Miejscem jest zwykle wynajęta sala w jakimś klubie, z reguły warszawskim (choć pojawiają się głosy, by organizować TransParty także w innych miastach). Wybieram się na kolejne Party od listopada, ale jeszcze nigdy nie udało mi się przyjść: na to jest chyba trochę za wcześnie. W portalu jest też króciutka lista klubów przyjaznych dla trans – gdzie można iść na własną rękę – ale nie wiem, jak dużą cieszą się popularnością.

P.: Te kluby są na ogół gejowskie – wiesz, wydaje mi się, że u osób nie zaznajomionych z tematem, a jest ich naprawdę bardzo dużo, może to pogłębiać tylko stereotyp, że transwestyta to po prostu gej lubiący damskie ubrania. Nie sądzisz? Masz okazję teraz obalić kolejny stereotyp...

M.: Pogłębiać może. Dziwne by było, gdyby działo się inaczej, skoro dla większości ludzi jest to ich jedyny kontakt z transwestytyzmem i na nim poprzestają, sądząc, że wiedzą już wszystko. Wśród ludzi nieuświadomionych co do homoseksualizmu krąży zresztą odwrotna opinia: że gej to ten w szpilkach i z makijażem. Oba stereotypy są bardzo krzywdzące dla zainteresowanych, bo nie tylko są myleni z kimś innym i przez to cierpią, ale i prowadzą do sporów między trans a homo, a nawet wzajemnej nietolerancji.

Tymczasem wśród transwestytów gejów jest mniej więcej tylu, co wśród nie-transwestytów. Owszem, znam dokładnie jednego geja, który kiedyś się przebierał. Przychodzi do branżowego klubu właśnie jako gej i dba, by absolutnie nie wyglądać jak „przegięty”. Ciekawi mnie, jak to naprawdę wygląda u kobiet. Pewna jestem, że co któraś butch – nie podejmuję się odpowiedzi, co która, czy co trzecia, czy raczej co trzysetna – jest w rzeczywistości transwestytką, tylko o tym nie wie, albo nie chce się przyznać w obawie przed odrzuceniem przez inne lesbijki, twierdzące zbyt często, że kobieta musi być kobietą, a jakby chciały faceta, to poszukałyby sobie prawdziwego. Ale ile jest kobiet heteroseksualnych, które po prostu „źle się czują w spódnicy” i nigdy się nad tym głębiej nie zastanawiają?

P.: Strona Crossdressing.pl jest bardzo interesująca i jeśli ktoś chce poznać naturę transwestytyzmu, powinna być dla niego lekturą obowiązkową. Ale nie mylę się, że tworzona jest przez transwestytów, nie transwestytki? Bo jest taka... kobieca. Ja się na niej czułam, jak na dobrej stronie dla pań.

M.: Dziękuję, przekażę ciepłe słowa koleżankom. Albo zaproszę je tutaj, żeby same przeczytały.

Oczywiście, że portal tworzą głównie transwestyci – jest ich wielu, podczas gdy transwestytki można policzyć na palcach jednej ręki.
Pamiętnik: W świecie heteroseksualnym udaję heteroseksualistkę. (...) W świecie homoseksualnym uchodzę za lesbijkę/biseksualistkę. Taką po prostu. (...) Skoro mogą mnie postrzegać jako butch, dbam o swoją oficjalną szufladkę.
To jedno z nielicznych miejsc w Polsce, gdzie konsekwentnie używa się żeńskich form: „zaproponowałyście”, „dziewczęta, piszcie”, „dobranoc paniom” nawet gdy w danej dyskusji albo w rozmowie na czacie uczestniczy jakiś facet, na przykład ja (śmiech).

P.: A jak traktujecie ludzi spoza środowiska przychodzących do was na stronę? Obce ciało, które zabiera głos na forum czy w innej dyskusji, czy też witacie taką osobę przyjaźnie? Zamknięta enklawa czy otwarte dla innych drzwi?

M.: To zależy od danej osoby. Jeśli odezwie się przyjaźnie, jest serdecznie witana. Ze dwa miesiące temu pojawił się zwyczajny mężczyzna, który napisał o nas na forum bardzo ciepło, tyle że niestety potem poszedł. Może odstraszyła go ta kobieca atmosfera? Ostatnio natomiast dręczył nas typowy troll, który w obcesowy sposób zadawał różne osobiste pytania, porównywał transwestytyzm z pedofilią i był ogólnie dokuczliwy – nie wzbudził niczyjej sympatii. Mieszane uczucia i takie same reakcje wzbudziła natomiast studentka pisząca pracę o transwestytach i transseksualistach: zanim tam trafiła, przeczytała „Przekleństwo Androgyne”, bardzo dobrą książkę o transseksualizmie, która jednak przedstawia transwestytyzm wyłącznie jako zboczenie. Studentka chciała napisać rzetelną pracę, więc zapytała, jak to jest naprawdę. Wydaje się, że na niektórych jak płachta na byka podziałało samo opracowanie i jego treść, bo po prostu odesłali ją do lektury artykułów znajdujących się na forum, a książkę poradzili oddać na makulaturę; inni zareagowali spokojniej, ocenili stopień wiedzy autorów i opisali, czym u nich przejawia się transwestytyzm i jak się z nim czują.

Portal odwiedza też kilka tak zwanych perełek, czyli partnerek transwestytów – są bardzo mile widziane, zachęcane do wypowiadania się, jest ich jednak dość niewiele, dużo mniej, niż byśmy chcieli. Przypuszczam, że każde z nas chciałoby, żeby ukochana osoba udzielała się w takim miejscu i żeby było to dla niej naturalne – pragniemy akceptacji – tyle że niestety, niektóre nie wchodzą, bo portal jest dla nich nieprzejrzysty albo tematyka nie tak interesująca, a niektóre po prostu nie życzą sobie kontaktu z takimi ludźmi. Ja mam to szczęście, że moja dziewczyna zaakceptowała mnie od razu, ale u większości coming-out przed własną dziewczyną, narzeczoną czy wręcz żoną stanowi duży problem.

Wracając do tematu, portal jest otwarty dla tych, którzy nas szanują, nie traktują jak zwierzęta w ogrodzie zoologicznym i nie próbują nawracać, ale dla większości zwykłych ludzi może być po prostu nieinteresujący. Rozmowy o przyjaznych sklepach, kupowaniu peruk, najlepszych rajstopach czy tym, jak wyglądają „trudne dni”, gdy nie zgadza się na bycie trans, nie muszą być dla innych zbyt wciągające, a dyskusje o społeczeństwie, religii, literaturze, filozofii czy ogólnie pojętym życiu zapewne wolą prowadzić gdzie indziej. Zwykłego człowieka prędzej zainteresują pewnie artykuły, ale ich lektura nie wymaga kontaktu z ludźmi.

P.: Macie jakieś swoje rozpoznawalne znaki, jak na przykład u lesbijek obrączka na kciuku?

M.: Jeśli nawet, to nic mi o tym nie wiadomo. Wydaje mi się, że jednak nie, ale... swój poznaje swego, zwłaszcza w obrębie własnej płci. Jest coś charakterystycznego i w wyglądzie, i w zachowaniu, i w zainteresowaniach, co pozwala to wychwycić, albo przynajmniej mieć przypuszczenie, że ta osoba prawie na pewno... – tylko głupio podejść i zapytać.

P.: A jak przedstawia się sprawa pomocy psychologicznej? Wyobrażam sobie, że dla części z was transwestytyzm może być problemem dla psychiki, zwłaszcza w świecie mocno akcentującym dwie odrębne płci i przy społecznym potępieniu odmienności jako dewiacji czy choroby. Są w Polsce poradnie lub specjaliści pomagający transwestytom ułożyć sobie życie ze swoją naturą? I czy pomagają wam nabrać sił psychicznych, czy wręcz przeciwnie, uważają, że trzeba was leczyć?

M.: Odpowiem tak: Na początku ubiegłego roku w Krakowie powstała grupa wsparcia dla wszystkich, którzy czują się obco w swoim ciele. Nie istnieje. W portalu jest kilka artykułów o terapiach partnerskich, o odpowiedziach psychologów na pytania rodziców małych transwestytów. Są to tłumaczenia z języka angielskiego. Z tego, co wiem, nie istnieje żadna publikacja polskiego lekarza, która dokładnie opisywałaby transwestytyzm transseksualny, uwzględniając wszystkie możliwe aspekty. Część polskich lekarzy i terapeutów wciąż jest przekonana, że transwestytyzm jest uleczalny, o ile tylko „pacjent” tego chce. Jest to na szczęście mniejszość. Zalicza się do nich wspomniany już profesor Lew-Starowicz.

W portalu, w dziale „Pomoc”, jest list z wyjaśnieniami, który można pokazać partnerce, jeśli nie ma się dość odwagi, by z nią porozmawiać, kilka artykułów o życiu transwestytów (czy mogą stworzyć stały związek i żyć szczęśliwie), artykuł z założenia adresowany do rodziców, artykuł adresowany do partnerek... Nie ma ani jednego nazwiska psychologa lub terapeuty, który mógłby wesprzeć transwestytę, nie ma ani jednego adresu, nie ma numeru telefonu zaufania. Trzeba szukać na własną rękę, radzić sobie samemu. A jeszcze lepiej – wspierać się nawzajem. Poznawać ludzi, pytać o rady, poszerzać swoją wiedzę. Odpowiadać potrzebującym. Przyjaźnić się. To trochę pomaga się pogodzić z sytuacją, zresztą sam fakt istnienia miejsca w sieci, gdzie można pobyć sobą, jest dla wielu bardzo ważny. Tylko nie wszyscy mają dostęp do Internetu, nie wszyscy wiedzą, że są transwestytami, nie wszyscy mają odwagę to przed sobą przyznać... I o tych ludziach nie wiem nic.

Optymistycznie natomiast zapowiada się panel dyskusyjny „Stowarzyszenie osób transgender – za i przeciw”, który odbędzie się 11 marca. Wśród poruszanych tematów znajdzie się także wsparcie dla osób trans i ich rodzin, a także stymulacja badań naukowych. Mam nadzieję, że wyniknie z tego coś dobrego (a potem nie rozejdzie się po kościach), bo na razie nasza sytuacja jest naprawdę nieciekawa.

P.: Często są organizowane takie panele?

M.: Zdaje się, że ten jest pierwszym, przynajmniej w historii portalu. W artykule zawiadamiającym o pomyśle, wstępnych planach, miejscu i dacie, administratorka pisze, że coraz częściej pojawiają się głosy, by bardziej się organizować, zacząć coś robić, pomagać, uświadamiać, po prostu wyjść z podziemia. Wygląda więc na to, że znajdowanie się w podziemiu zaczęło być odczuwane jako przeszkoda, a nie wybawienie od licznych problemów, co dobrze wróży na przyszłość.

P.: Marto, a jak Twoja rodzina, przyjaciele? Co wiedzą o Tobie? Jakie były lub są ich reakcje?

M.: Pierwsza dowiedziała się moja dziewczyna, z tym że ona już wcześniej była wprowadzona w temat: mówiłam jej, że nie czuję się do końca kobietą, wyjaśniłam, w czym to się przejawia i że nie mam pojęcia, co to jest. Więc kiedy się dowiedziałam, że to transwestytyzm, natychmiast – jeszcze w szoku – wysłałam jej smsa, a ona odpisała, że kocha mnie także za to. To wydarzenie stanowiło bardzo pozytywny przełom w naszym związku.

Oprócz niej wie jedna nasza wspólna przyjaciółka, którą po prostu zaprosiłam do lektury pamiętnika. Przyjęła to dość spokojnie, miała wprawdzie jakieś wątpliwości czy pytania, ale nie umiała ich określić nawet przed sobą.
Pamiętnik: Moja Perełka podsunęła mi wczoraj profil transseksualisty w moim wieku. Opis: „jestem błędem natury”, „pre-op”, „chłopiec uwięziony w ciele kobiety”. Zapytała, czy chcę się z nim skontaktować. Miotnęło. NIE JESTEM BŁĘDEM NATURY! – to była chyba pierwsza w miarę świadoma reakcja. NIE JESTEM I NIE CHCĘ BYĆ!
Wie również inna przyjaciółka, z którą poznałyśmy się przez Internet w dość ciekawych okolicznościach: uchodziłam przed nią za mężczyznę i dopóki poprzestawałyśmy na wymianie poglądów w miejscy publicznym, nie było problemów, a po pierwszej, bardzo długiej pogawędce prywatnej stwierdziłam, że mam szansę bardzo się z nią zaprzyjaźnić, o ile tylko od razu powiem jej, kim naprawdę jestem. Podałam wyjaśnienia w wersji, którą sama wówczas znałam: „jestem lesbijką, miałam powody”, a później po prostu je rozszerzyłam – przyjęła z pełnym zrozumieniem. Powiedziałam też o sobie zaprzyjaźnionemu gejowi, który jako jedyny już wcześniej wiedział, czym jest transwestytyzm – reakcją było współczucie. I to już wszyscy bliscy ludzie.

Rodzina nie wie i tak powinno pozostać. Większość przyjaciół również nie wie. Ponieważ pewna ich część nie toleruje nawet homoseksualizmu, a ostatnio po raz kolejny usłyszałam niemile bezmyślne żarty o kobiecie, która „tak naprawdę” (czyli biologicznie) jest mężczyzną, nie bardzo widzę, jak obecnie mogłabym ich uświadomić, nie tracąc jednocześnie przyjaźni – chociaż z każdym tygodniem w mojej szafie jest coraz duszniej i mam coraz większą ochotę na wyjście z niej.

P.: Będziemy już powoli kończyć naszą rozmowę. Namówiłam Cię do niej licząc, że uda się nam w pewien sposób przybliżyć naturę transwestytyzmu, obalić kilka niesłusznych mitów. A Ty jak zakończysz to spotkanie? W Lesbijka.org wywiady kończą się zwróceniem bezpośrednio do czytelniczek – zakończ naszą rozmowę wypowiedzią do nich.

M.: Na pewno wiecie, jak to boli, gdy same stykacie się z niewiedzą, ocenianiem Was według tego, kogo kochacie, z mnóstwem mitów na temat homoseksualizmu i z ludźmi, którzy są tak do tych mitów przywiązani, że nie dają się przekonać, że jest inaczej. Bardzo łatwo jest wpaść w pułapkę, poprzestać na niepełnej wiedzy i bardzo kogoś tym skrzywdzić. Uważajcie, by to się Wam nie przytrafiało. „Kobieta powinna być kobietą, a mężczyzna mężczyzną” to taki sam mit, jak „Tylko związki kobiety z mężczyzną są prawdziwe i słuszne”. Na zakończenie chciałabym więc poprosić Was wszystkie, byście nie pozwoliły zaszufladkować ani siebie, ani innych.

P.: Dziękuję za rozmowę.

Wywiad przeprowadziła Patrycja Markiewicz (Fundacja Lorga, Lesbijka.org). Warszawa, 1-2 marca 2006.
Źródło: lesbijka.org


Brak komentarzy do tego artykułu. Aby dodać komentarz zaloguj się.



Powrót do: A to ja właśnie...

Logowanie
Nick:
Hasło:

Ankieta
Czy uzyskałeś pomoc od organizacji LGBT ?
Trans-Fuzja
Tęczówka
Lambda
KPH
innej organizacji
nie otrzymałem/am pomocy
nie szukałem/am pomocy
Skomentuj

Wyniki ankiet
Użytkownicy
Zarejestrowanych: 8238
On line: 23
Zalogowani:
Wyszukiwanie
Myśl na tę chwilę
Żyj tak, aby twoim znajomym zrobiło się nudno, kiedy umrzesz. Julian Tuwim
Skórka
Organizacje i grupy LGBT


sekcja dla całego środowiska Trans

całe środowisko Trans


głównie Les/Gay

Zaprzyjaźnione strony

Crossdressing ogłoszenia



Trans randki
Trans rande
Transgender dating
Copyright (c) 2004-2015 by crossdressing.pl