close

Informacja dotycząca plików cookies
Informujemy, że używamy informacji zapisanych na urządzeniach końcowych użytkowników przy pomocy plików cookies, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Korzystanie z naszego serwisu internetowego oznacza, że użytkownik wyraża zgodę na ich zapisywanie. Zgadzam się, nie pokazuj więcej tej informacji
Szczegóły polityki cookie

 Niedziela, 2019-07-21

  Najstarszy w Polsce portal o crossdressingu i transpłciowości
  Istniejemy od 2004 roku

  Ilość odwiedzin: 8168365, ilość odsłon: 64885860
Na skróty
 Familia
 Forum
 Co nowego na forum
 Blog
 Video
 Księga gości
Menu
Strona główna

Ogłoszenia

Aktualności

Nowości w portalu
Nasze projekty
Bieżące wydarzenia
Imprezy i spotkania
Kalendarz spotkań
Od redakcji
Listy do redakcji
Najpopularniejsze

Transpłciowość

Pojęcia
Identyfikacja
Terapia
Pomoc
Przeciw transfobii

Magazyn

Z kraju i ze świata
Zjawiska
Sławni transi
Na granicy płci
Miej świadomość
Prawo
Religia
Moda
Plusy / minusy
Ciekawostki
Na luzie

My i nasi bliscy

LadyLike
Żyć z „nią”
Ja i mój związek

Kultura

Prasa
Teatr
Filmy
Literatura
Grafika
Piosenki

Kawiarenka

Przemyślenia
Moja wielka przygoda
Mój pierwszy raz...
A to ja właśnie...
Transowe przygody
Moje przygody z Anną
Pamiętnik Alex
Wspomnienia Iwony
Opowiadania
Felietony w szpilkach
Biuta Bino

Transformacje

Dbamy o ciało
Makijaż - porady
Ubiór
Włosy i peruki
Dodatki
Tips & tricks
Jak oni to robią!
Makijaż – kurs
Z pomocą medycyny

Poradnik

Przewodnik
Rozmiary
Ciekawy produkt

Katalog

Nasze profile
Specjalnie dla nas
Miejsca i Kluby
Polecamy sklepy
Linki
Pliki do pobrania
Programy

Kontakt

Redakcja
Księga gości
Użytkownicy
Nasza mapa
Najnowsze artykuły
Sobota nad morzem. (2647)
2019.07.30 Katowice. Dyżur psychologa (26298)
2019.07.23 Katowice. Wtorkowe pogaduchy przy kawie (26765)
Oczami Nowicjuszki (7611)
Do trzech razy sztuka czyli ... (7879)
Wiosenne Plenerowe Trans Party 2019 (21715)
Spostrzeżenia z życia transki (12827)
Trans Sylwester w Tęczówce (19568)
2018.11.24 Katowice - Trans Wieczorek w Tęczówce (22335)
2018.09.7-9 - Plenerowe Trans Party (33058)
...więcej...
Najczęściej czytane artykuły
Wymiary... idealne (700785)
Tucking&taping, czyli jak pozbyć się wypukłości w kroczu (601055)
Strony prywatne (375940)
Fryzura i makijaż, a kształt twarzy (327035)
Zakupy za granicą (292699)
Wiązanie krawata (272273)
Jaka fryzura? (236297)
Jak zrobić samemu udane zdjęcia? (235323)
Zakupy w Polsce (226400)
Zestawienie rozmiarów obuwia (222587)
...więcej...

Powrót do: A to ja właśnie...

Ja, kobieta
Liczba wyświetleń: 11974


W skrócie:Za tydzień mijają dokładnie trzy miesiące od moich narodzin dla Anity. Dziś nie żałuję tego, co zrobiłam. Zyskałam osobę, której na mnie zależy.

Do artykułu dodano 11 komentarzy. Pokaż komentarze.
JA, KOBIETA

Do napisania tego, co właśnie zaczęłaś czytać skłoniły mnie własne przeżycia oraz ich wpływ na mój związek z ukochaną osobą.

Jest to próba, w miarę możliwości, najwierniejszego odtworzenia mojego dotychczasowego życia. Nie mam zamiaru nikogo urazić, lecz dla niektórych to, co dalej przeczytają może okazać się zaskakujące i niesmaczne.

Nie będę prosiła o zrozumienie, bo jestem świadoma swej odmienności. Osoby nie potrafiące, a tym bardziej nie próbujące mnie zrozumieć i zaakceptować nie zasługują niestety na moją dalszą uwagę. Mimo to życzę przyjemnej lektury.


NARODZINY

Stało się to dawno temu gdzieś na przełomie przedszkola i początku szkoły podstawowej. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, iż wychowywałyśmy się razem z moją młodszą siostrą. Pewnego dnia stała się rzecz na pozór bez znaczenia, ON ubrał, dla zabawy jakieś z ubrań siostry. Nie spodziewał się wtedy, że powołał mnie do życia, choć minęło trochę czasu zanim zaczęłam mieć świadomość swojego istnienia.

Rozdział jakże krótki...


PIERWSZE KROKI

Przeniosłyśmy się w czasie o kilka lat. Jest lato, wakacje ON jest chyba przed ósmą klasą szkoły podstawowej (wtedy ośmioklasowej). Po nieudanym związku z kobietą, której zawdzięczam swoje imię, przypomina sobie o moim istnieniu (sama nie wiem dziś, jaki wtedy miałam na niego wpływ). Razem zabieramy z domu białą krótką spódniczkę biały stanik mamy i oczywiście bluzkę. Z tym wszystkim idziemy na ogród, gdzie w drewnianym domku ON ubiera mnie pierwszy raz. Jest noc, co latem zdarza się raczej na krótko przed północą. Razem wychodzimy na pierwszy spacer. Na następne spacery wychodziłam sama początkowo jeszcze w Jego butach. Sytuacja uległa poprawie, kiedy znalazłam w piwnicy brązowe kozaki do kolan zapinane na zamki i na grubej podeszwie, dziś byłyby znowu modne. Po dalszej penetracji szafy piwnicznej znalazłam piękne pończochy, pierwsze, jakie miałam w rękach. Niestety brakowało mi podwiązek, ale problem ten wkrótce rozwiązałam. Latem ON jechał, jak co roku do babci, tak było i tym razem. W przepastnym, starym kredensie znalazłam odcięte od pasa do pończoch zapięcia. Niestety ON próbował rozpiąć je na siłę i pierwsza nie przetrwała tej próby. Tak, więc wracałam do domu niepocieszona, ale z drugiej strony cieszyłam się z tego, co mam. Po przyjeździe do domu porwałam nici i oczywiście igłę oraz najszersze i najdłuższe gumki od bielizny. Pobiegłam do mojej samotni, na ogród, gdzie przy świetle świeczki, w innych sytuacjach romantycznym, uszyłam sobie podwiązkę. Była dość osobliwa, bo z przodu czarna z tyłu różowa no i pończochy mogłam przypinać tylko z przodu. Tak wyposażona odbywałam coraz dalsze spacery. Jednak z biegiem czasu pojawił się problem, spódniczka stawała się coraz ciaśniejsza aż któregoś dnia musiałam poszukać czegoś innego. Znalazłam piękną spódnicę długą do kostki, zapinaną od góry do samego dołu na metalowe guziki. Nasunęła mi się wtedy pewna myśl i wygrzebałam starą bluzę od harcerskiego munduru. Razem zestaw wydawał się dość poprawny, choć zdawałam sobie sprawę, że bluza ma kolor munduru męskiego a spódnica typowo damskiego. Uzupełnieniem były oczywiście getry, jakie wtedy obowiązkowo nosili harcerze. Idealny strój na nocne wypady, spódnica nie krępowała ruchów i nie świeciła w ciemnościach tak jak ta biała.

Tak upłynęły piękne lata szkoły średniej, choć powiększanie garderoby i pewne w niej zmiany musiały ustąpić trochę miejsca innym odwiecznym Jego zainteresowaniom. Największa konkurentką stała się inna kobieta... Syrena, ale nie taka pospolita, bo Bosto i to dość uparta i zawzięta w swoim postanowieniu braku wszelkiej mobilności. Całe lato biegał przy niej, ale w moich kowbojkach na obcasie i mojej skórzanej kurtce. Efektem tych działań była pewność, że z jakiegokolwiek wyjazdu nie wracał pieszo tak jak to bywało na początku. Miałam oczywiście swój udział i wkład przy pracach nad samochodem. Ja wymyślałam jak go upiększyć, a ON rozwiązywał kwestie techniczne Szczególnie moja ostatnia zachcianka napsuła mu nerwów. Tak więc pracowaliśmy razem nad rozwiązywaniem codziennych problemów i radziliśmy sobie z tym.

Niestety wyjazd na studia spowodował konieczność zlikwidowania śladów mojej obecności w domu. Poszłam z nim do kotłowni zabierając swoje rzeczy gdzie wrzuciliśmy je do pieca. Płakałam.


CHWILE NIEPEWNOŚCI

Pierwszy okres studiów spędził sam, choć dziś wiemy, że razem poradzilibyśmy sobie dużo łatwiej. Związki z innymi kobietami nie pozwalały mi wyjść z cienia, choć czasem płatałam figle ubierając ich ubrania, oczywiście nie bieliznę. Zazwyczaj przechodziło to bez echa. Należy tu dodać, że mieszkanie trzech facetów w pokoju akademickim nie było warunkami sprzyjającymi mojej obecności. A jednak powoli wkradałam się do tej męskiej jaskini. Powoli, lecz jednak stanowczo. Powoli zaczął się okres kompletowania ubrań uniwersalnych będących równie przydatnych mnie jak i Jemu, każde z nas musiało pójść niestety na pewne kompromisy.


KONKURENCJA I OCZAROWANIE

Ten rozdział pisać mi najtrudniej, choć pewnie będzie najciekawszy dla mojej dziewczyny.

Dziś mogę śmiało tak powiedzieć, ale nie uprzedzajmy faktów.

Z Jego dotychczasowych związków z kobietami wyniosłam kilka doświadczeń, które życie potwierdza codziennie. Przede wszystkim kobiety nie starają się (a niektóre szczególnie) być atrakcyjne i kobiece. Wiem ile mi to nastręcza problemów. Na drugim miejscu na liście zaniedbań jest brak wykorzystywania własnych atutów i maskowania niedoskonałości a czasem i nawet ich podkreślanie. W granicach tego mieści się także zagadnienie posiadania biustu. Niby nic, ale czasem aż zęby bolały mnie od zaciskania szczęk, bo jak można nie przywiązywać wagi do tak kobiecego atutu choćby był i najmniejszy. Jak można mając ładne choć naprawdę niewielkie piersi dusić je zawsze w ciasnym staniku nie pozwalając im choć czasem na swobodę, szczególnie w niektórych kreacjach. Ja sama nie mogę poszczycić się nawet mikroskopijnym, co powoduje komplikacje choćby przy doborze garderoby. Tak, więc łatwo zauważyłaś, że mam pewnego rodzaju obsesję dotyczącą tego zagadnienia.

Nie dziwi mnie dziś fakt tak wielkiego Jego zainteresowania piersiami w końcu mamy ze sobą wiele wspólnego i oboje ich nie posiadamy.

Pewnie dlatego właśnie tak spodobała mi się Anita. Kwintesencja kobiecości. Piękne długie włosy, sięgające poniżej pasa i to po zapleceniu w warkocz. Piękne w kolorze jasnego blondu wypieszczone słońcem tak jak i jej skóra, efekt letniego opalania i kąpieli w jeziorze. Do tego wszystkiego piękne oczy, czasem głębokie i zimne jak stara studnia. Cudowny uśmiech czasem prawie niedostrzegalny, a jednak czający się w kącikach ust. Nie sposób pominąć piersi tak cudownych i słodkich, kiedy dotknęłam ich pierwszy raz myślałam, że są największe na świecie, ON nie wiedział co powiedzieć i Anita patrzyła mu w oczy czekając na jakąkolwiek reakcję z jego strony bo zastygł jak przysłowiowy słup soli. Dodam tylko ze było wtedy piekielnie zimno.

Oczywiście ON i Anita są ze sobą od prawie dziesięciu lat, a ja czaiłam się gdzieś z boku od samego początku, który zresztą nie był tak łatwy. Zaczęło się od rozmów krótkich i na błahe tematy a jednak tak zajmujących i czasem tak trudnych. Od tej chwili poszłam nieco w zapomnienie, ale nie mogłam zniknąć.

Dziś mogę powiedzieć, że wtedy nie tylko ON został oczarowany, ale i ja sama. Dziś mogę to stwierdzić z całą stanowczością.


WALKA O. PRZETRWANIE

Najdłuższy Jego związek prześledziłam początkowo jako bierny obserwator. Myślę, że było to spowodowane naprawdę głębokim uczuciem, które spowodowało, że zostałam zepchnięta gdzieś na granice świadomości. Tam wegetowałam długo i bez nadziei na poprawę swego losu. Okazuje się, że czasem los ma dla nas jakieś niespodzianki. Kiedy po jakimś czasie ON i Anita zyskali jakąś stabilizację przyszła pora i na mnie. Początkowo byłam nieśmiała i ostrożna jednak oswajałam się z nową sytuacją. Zaczynałam otwarcie nosić coś z damskiej garderoby. Pierwsze były czarne majtki, które sama dostałam od Anity. Miały tylko maleńkie wstawki z koronki. Potem był zapinany sweter. Z czasem przekonałam Anitę, że noszenie rajstop to nic złego, choć nie chciała mnie w nich oglądać.

Mijał czas i z pomocą przyszedł mi szybki i nieunikniony rozwój informatyki no i coraz łatwiejszy dostęp do internetu. Zaczęłam szukać informacji o innych dziewczynach i wszelkich wiadomości dotyczących zagadnień TV.

Początkowo nie wiedziałam na jak szerokie wody wypływam. Pierwszy raz ukradkiem i tylko chwilkę spędziłam na tak mi przecież bliskich stronach. Jednak każdy następny raz był jak odsłanianie wielkiej kurtyny skrywającej jakże bliski świat i to znajdujący się na wyciągnięcie ręki.. Znowu zaczynałam oddychać pełną piersią. Wyzbywałam się moich lęków i kompleksów. Niestety równocześnie zaczynałam zdawać sobie sprawę ile czasu dotychczas straciłam. Zaczynałam oswajać się z tym światem i stawałam się jego częścią. Zaczęłam korespondować z kilkoma dziewczynami, nigdy ich jednak nie poznałam osobiście, z wyjątkiem jednej. Dziś wiem, że te kontakty pomogły mi przetrwać i nie zwariować. Choć dziś właściwie wszystkie się zerwały, to wiele im zawdzięczam.

Pozostała mi jedna szczególnie cenna znajomość. Jej początki są jakże prozaiczne. Po prostu napisałam pod jeden z wielu adresów, jakie znalazłam. Początki naszej znajomości określiłabym jako szablonowe, później nadszedł czas rozważań nad poważniejszymi sprawami. Do najważniejszych zaliczam oczywiście kwestię ujawnienia się przed Anitą. Oczywiście nie tak od razu przyznałam się do mego związku z moim Największym Skarbem.

Dodać tu należy, że do dziś korzystam z dobrodziejstwa internetu na zasadzie grzeczności osób nie mających pojęcia, do czego mi to potrzebne. W związku z tym moje kontakty są do dziś nieregularne i dość przypadkowe.

Po pewnym, dość zresztą długim, okresie korespondencji otrzymałam propozycję spotkania. To był dopiero dylemat z jednej strony możliwość spotkania z kimś tak podobnym do mnie, a z drugiej strach przed najgorszym nieprzewidywalnym rozwojem wypadków. Jednak po pewnym czasie doszłam do wniosku, że ona ryzykuje tak samo jak ja zapraszając kogoś nieznajomego. Uzgodniłyśmy możliwy termin dla nas obu, musiałam jakoś wyrwać się z domu nie wzbudzając podejrzeń Anity. Wybrałam dzień, kiedy była na zajęciach, chyba była to sobota. Wychodziłam z pustego domu, więc mogłam sobie pozwolić na ubranie rajstop i stanika, z niewielkim na wszelki wypadek wypełnieniem, jechałam przecież autobusem.

Z pierwszego spotkania pamiętam tylko, że zgodnie z tym, co mówiła wcześniej osoba z którą się spotkałam, miała naprawdę szczupłe nogi i niezliczoną ilość butów. Ja wtedy mogłam poszczycić się tylko lekką nadwagą. Wraz z wysadzonym od nadmiaru piwa brzuchem.


NOWY ROZDZIAŁ (W ŻYCIU)

Od dnia pierwszej wizyty u Kasi postanowiłam zacząć dbać o siebie. Zaczęłam od rezygnacji z piwa. Łatwo powiedzieć, lecz trudniej wyegzekwować nawet od samej siebie. Zaczęłam trochę pilnować się przy jedzeniu, szczególnie tak kochanej przeze mnie czekolady. Zaczęłam powolne kompletowanie garderoby, szczególnie bielizny. Przecież teraz musiałam jakoś wyglądać już nie wystarczyła i nie cieszyła świadomość posiadania. Jednak najtrudniejsze okazały się dwa zagadnienia.

Po pierwsze ON nosił na co dzień wąsy i to od początku szkoły średniej. Dawało to szczególnie ciekawy efekt po goleniu, bo nieprzywykła do tego skora była nad wyraz delikatna i czuła na bodźce zewnętrzne. Najśmieszniejsze było to, że zarost skutecznie chronił ją przed dostępem promieni słonecznych, dlatego po goleniu zostawała nieopalona plama. Problemy czysto techniczne. Drugi problem to stanowczy sprzeciw Anity w sprawie zgolenia zarostu. Bałam się, że brak wąsa u Niego może mnie zdemaskować. Parokrotnie jednak udawało mi się dopiąć swego pod pretekstem błędu przy goleniu lub strzyżeniu. Było to konieczne chociażby przed wizytami u Kasi. Z nieoczekiwaną pomocą w tej sprawie zresztą całkiem niedawno, przyszły mi serdeczne koleżanki Anity. Wspólnymi siłami doszły do wniosku, że ON może lepiej wyglądać bez zarostu. Wykorzystałam to bez zastanowienia, poczułam się zresztą jakby zdjęto mi więzy krępujące mnie nieustannie. Oczywiście początkowo ON nie chciał o tym słyszeć i zastrzegł (po kilkunastu dniach próśb), że się zgadza i w najbliższym czasie nie zapuści wąsa. Wszystkie strony są teraz zadowolone z takiego obrotu spraw.

Swój czas spędzałam na bieganiu i szukaniu garderoby. Powoli, lecz systematycznie powiększałam swoje zasoby. Wiele czasu spędzałam przed komputerem chłonąc wiedze o samej sobie i nie tylko. Zaczęłam przyglądać się kobietom pod kątem stroju, jego doboru i ostatecznego efektu szczególnie w połączeniu z makijażem. Zaczęłam rozmawiać o tym z Anitą, oczywiście jako ON.

Innym poważnym problemem, z jakiego zdawałam sobie sprawę, wręcz nie dawało mi to spokoju, był brak tak potrzebnej mi peruki. Sprawdzałam jak sprawa wygląda i wyzbyłam się złudzeń i nadziei. Jednak po pewnym czasie doszłam do wniosku, że właściwie wszystkie dobra konsumpcyjne podlegają przecież pewnej rotacji. Oczywiście trudniej kupić perukę z drugiej ręki niż choćby samochód czy, w dzisiejszych czasach, telefon komórkowy. Plan był piekielnie prosty i nieskomplikowany. Przypadkowo zbiegł się z końcem roku i niewielkim dopływem gotówki. Jako ON poszłam do zakładu perukarskiego i oświadczyłam, że potrzebuję peruki do przebrania się na bal. Obsługujące mnie osoby same stwierdziły, że potrzebna mi damska peruka. Tak ułatwiły mi całą sprawę. Obsługa była mila i wyszłam rozpromieniona z zakładu. Zdaję sobie sprawę, że z czasem zapragnę kupić coś innego, ale na tą chwilę moja peruka jest zupełnie wystarczająca, choć może nie jest cudem świata.

Życie toczy się powoli naprzód w swoim niezmiennym tempie. Teraz mając do dyspozycji prosty aparat cyfrowy i wolne przedpołudnia, kiedy Anita jest w pracy zaczęłam robić sobie sama zdjęcia. Głównie, aby zobaczyć samą siebie, najczęściej z efektów własnej pracy nie byłam zbytnio zadowolona. Na pierwszych zdjęciach musiałam jeszcze ukrywać wąsa, ale mogłam poeksperymentować z doborem odzieży. O pracy z kosmetykami nie było jeszcze mowy. Do dziś mam jeszcze problemy z makijażem, ale w końcu trening czyni mistrza - podobno.

Powoli zbliża się ważna chwila w moim życiu, choć nie zdaję sobie z tego sprawy. Dobry moment na rozpoczęcie nowego rozdziału.


PONOWNE NARODZINY

Nadeszła chwila, której, teraz wiem, bałam się najbardziej. Sama podjęłam decyzję o ujawnieniu się. Świadomość takiej potrzeby towarzyszyła mi w zasadzie od zawsze. Dotąd jednak nie miałam dość odwagi na ten krok. Okazuje się, że problemy można rozwiązać, jeśli samemu się tego naprawdę chce. Będąc u Kasi życie postawiło mnie w dość trudnej sytuacji, zresztą na moje poniekąd życzenie. Sytuacja wyglądała następująco. Była to niedziela, Anita miała iść na zajęcia od godziny 8 rano. Umówiłam się wcześniej na ten dzień z Kasią, zresztą po mniej więcej rocznej przerwie. Rano jako ON miałam zawieźć Anitę do szkoły. Wymyśliłam, że zawiozę Anitę i wrócę do domu, gdzie sama na spokojnie przygotuję się do wyjścia. Postanowiłam odważyć się na wyjście, pierwsze zresztą w moim życiu. Planowałam wyjść już przebrana. Problem polega na tym, że nie mieszkamy we własnym domu i muszę przejść przed portiernią. Postanowiłam zrobić makijaż dość delikatny i będący wtedy zresztą maksimum moich możliwości. Pomalować rzęsy. Ubrać bluzkę i spódniczkę a do zamaskowania spodnie i sportowe buty. Na to płaszcz i szalik do zakrycia dekoltu. Tak chciałam wyjść do samochodu gdzie miałam zdjąć spodnie przebrać buty i założyć perukę. Plan został zrealizowany, ale z kilkugodzinnym opóźnieniem. Wynikało to stąd, że Anita postanowiła wyjść później do szkoły. Dlatego i ja wyszłam później z domu, straciłam w ten sposób największy atut przemawiający za możliwością swobodnego wyjścia na ulicę, czyli wczesne godziny poranne. Mimo to stwierdziłam, że się nie wycofam ż wcześniejszych ustaleń. Dojście do samochodu nie było trudne, pojechałam na parking pod sąsiedni budynek gdzie z pewnymi problemami i sporym wysiłkiem zdjęłam spodnie, a potem ubrałam kozaki no i perukę. Byłam zaskoczona, ale jazda samochodem w butach, na co najmniej średnim obcasie nie była wcale problemem. Większym było za to wyjście z samochodu I przejście kilkudziesięciu metrów chodnikiem. Po drodze do klatki schodowej spotkałam na swojej drodze dwie osoby, było to straszne przeżycie, bo czułam, że serce wali mi jak młotem zresztą podeszło chyba do gardła, a dusza siedzi mi na ramieniu. Po kilku krokach sama doszłam do wniosku, że nie umiem jeszcze chodzić na obcasie. Byłam na siebie zła, ale stwierdziłam, że nie mam i tak odwrotu i po pewnym zawahaniu poszłam dalej.

Po nauce chodzenia po schodach w butach na obcasie dotarłam na miejsce, stanęłam przed drzwiami mieszkania Kaśki.

Nie będę przytaczać tu całości rozmów, jakie odbyłyśmy tego dnia. Wyciągnęłam Kasię do sklepu, po półkę, którą obiecałam Anicie. Oczywiście tylko ja poszłam jako kobieta. Potrzebowałam tego, dowiedziałam się ile popełniam błędów i czego muszę się nauczyć. Kiedy już zamierzałam wracać do domu padło pytanie którego obawiałam się najbardziej. Bałam się ujawnić i chyba bardziej rozmowy na ten temat. Zaczęłam właśnie wykręcać się od odpowiedzi, kiedy zadzwoniła Anita. Nie pamiętam dokładnie, co Jej odpowiedziałam, ale nie skłamałam. Nie powiedziałam wszystkiego, a mimo to czułam się jakbym dokonała największego oszustwa. Odłożyłam telefon ze świadomością, że sytuacja powoli mnie przerasta. Nie zastanawiałam się więcej, co zrobić, martwiłam się tylko jak tego dokonać. Napisanie tych kilku zdań trwa całe wieki, a myśli te przemknęły mi przez głowę w tempie błyskawicy. Dziś wiem, że była to najważniejsza decyzja w moim życiu i chyba dlatego podjęta tak szybko.

Wróciłam do domu, oczywiście przebrana, i szybko przekonałam się, że to nie dzień na jakąkolwiek rozmowę. Postanowiłam poczekać do jutra.

W poniedziałek po pracy, kiedy obie z Anitą byłyśmy w domu, a chmury gradowe kotłowały się nad naszymi głowami, próbowałam wypełnić swoje postanowienie. To ON musiał rozmawiać i powiedzieć o moim istnieniu i dlatego chyba rozmowa mimo potoku słów nie wnosiła ciągle nic nowego do sprawy. Byłam zawiedziona i zła, bo tak niewiele brakowało by wyjaśnić całą sytuację i doprowadzić życie do normalności. Miałam cały czas świadomość, że to, co powiem zmieni całkowicie nasze życie. Brałam pod uwagę i taką możliwość, że Anita mnie nie zaakceptuje i nie będzie chciała mnie zrozumieć. Gdzieś czaił się lęk przed odrzuceniem, ale wiedziałam, że osoba, którą kocham zasługuje na prawdę i szczerość, nawet kosztem naszego związku. Jednak coś mówiło mi, że łatwo nie będzie, lecz mimo to mogę być spokojna o naszą wspólną przyszłość.

Dziś patrząc na te chwile z pewnego dystansu łatwo mi pisać o pewności, wtedy wyglądało to jak porównanie małego kamyczka nadziei do kłębu niepewności i obaw o rozmiarach całej ziemi. Jak wiele daje jednak świadomość istnienia malutkiego kamyczka.

Wróćmy jednak do właściwego tematu moich wywodów. Kiedy ON nic nie osiągnął postanowiłam zadzwonić do Kasi, zresztą oferowała swoją pomoc wcześniej. Ustaliłyśmy, że po rozmowie z Anitą przyjedziemy i porozmawiamy we trzy. Drugą rozmowę zaczęłam od prośby, aby bez względu na wszystko Anita obiecała mi, że następnego dnia pojedziemy razem do Kasi. Pomimo wszelkich prób i wielokrotnych starań nie mogłam się przemóc i zdałam sobie sprawę, że utknęłam w miejscu i muszę natychmiast coś wymyślić. Doszłam do wniosku, że jeśli nie umiem powiedzieć, o co chodzi, to muszę to pokazać. Była to tak zwana ostatnia deska ratunku.

Później, po pewnym czasie, Anita powiedziała mi, że to ON z nią wtedy rozmawiał a nie ja. Mogę Jej tu z ręką na sercu przyznać rację.

Zgodnie z moim postanowieniem oświadczyłam Anicie, że nie mogąc tego powiedzieć muszę Jej to pokazać. Poprosiłam, aby zostawiła mnie na chwilę samą. Pospiesznie ubrałam się w kreację (wielkie słowo) przygotowaną wcześniej na wszelki wypadek i zawołałam Anitę do pokoju. Sama nie wiedziałam, co dalej robić i jaka będzie Jej reakcja. Zapobiegawczo skryłam się w cieniu, w pokoju panował półmrok. Anita weszła do pokoju, nawet na mnie nie spojrzała, minęła mnie i usiadła na tapczanie. Zaczęła płakać, chciałam ją przytulić, ale nie pozwoliła zbliżyć się do siebie, czego się zresztą obawiałam. Tak więc Anita siedziała, a ja chodziłam po pokoju od ściany do ściany coś nieśmiało i w urywany sposób próbując wyjaśnić. Po dłuższym czasie Anita pozwoliła mi usiąść koło siebie, ale nie chciała na mnie spojrzeć. Potem przyznała się zresztą, że kiedy nie widziałam przyglądała mi się ukradkiem. Po długim milczeniu, z obu stron zresztą, Anita powiedziała, że nie mam się obawiać i nie odejdzie, a z następną kobietą w naszym domu musi się oswoić. W zasadzie tak skończyła się najważniejsza rozmowa w moim życiu.

Dalsza jej kontynuacja miała nastąpić następnego wieczora. Teraz mogę powiedzieć: nie powielajcie tego schematu, bo wiem ile kosztuje to obie strony. Zresztą po to właśnie by ustrzec Was przed podobnymi błędami siedzę właśnie i dzióbię w klawiaturę zamiast pójść do miasta w poszukiwaniu czegoś do mojej garderoby, czy choćby poeksperymentować z makijażem, co ostatnio polubiłam.

Za tydzień mijają dokładnie trzy miesiące od moich narodzin dla Anity. Dziś nie żałuję tego, co zrobiłam. Zyskałam osobę, której na mnie zależy, tak jak i Anita. Teraz żyjemy we trójkę i jest cudownie. Okazuje się, że ja mam wiele więcej cierpliwości i wewnętrznego spokoju niż ON. Najciekawsze jest to, że lepiej rozumiem się z Anitą, po prostu jak dwie kobiety. Ktoś, kto tego nie doświadczył może powiedzieć że to bzdura, ale przekonałam się o tym osobiście i wielokrotnie. Mówię Anicie o wielu sprawach, szczególnie tych, które Jemu zaprzątały uwagę a o których nie wspominał. Nasze życie stało się prostsze i spokojniejsze. Teraz łatwiej nam się rozmawia, może, dlatego że zakochałyśmy się w sobie po uszy. Mnie to uczucie dopadło, kiedy Anita pierwszy raz kochała się ze mną i choć nie od razu to zrozumiałam wiedziałam, że coś się zmieniło. Przez ostatnie dwa miesiące dni uciekały nam jak szalone, nie chodziłyśmy po zakupy, nic innego nie robiłyśmy tylko byłyśmy ze sobą, czas spędzałyśmy na rozmowach a wieczorami było romantycznie i cudownie. Światło świec cicha muzyka... Reszty się domyślcie same.

Jak pisałam przed chwilką wiele ostatnio rozmawiamy i to na wszystkie tematy, szczególnie dotyczące mojej kobiecej natury i spraw z tym związanych. Dlatego nie mogę pominąć faktu, że Anita postanowiła, że da mi półkę w szafie i mam wyjść z podziemia z moim całym majątkiem. Wzruszyłam się wtedy i to bardzo, próbowałam nie dać tego po sobie poznać. Tak więc wytaszczyłam buty i część bielizny z mojej skrytki. Obiecałam przywieźć resztę z domu przy najbliższej okazji. Kiedy wszystko miałam już w na miejscu Anita zarządziła przegląd i oceniła moje zasoby krytycznym okiem. Zrobiło mi się trochę przykro jak usłyszałam, że ubieram się jak stara baba. Ale jestem wdzięczna za tą pomoc, bo sama nie byłabym tak samokrytyczna. Prawdą jest, że wiele z moich ubrań pochodziło z przypadkowych źródeł i nie zawsze nadawały się do czegokolwiek innego, jak do samotnych przebieranek na chwilę. Teraz wiem i radzę wszystkim: nie zbierajcie szmat z okazyjnych źródeł, bo i tak nie będziecie miały, co na siebie włożyć. Lepiej założyć sobie jakiś cel i do niego dążyć dobierając poszczególne elementy garderoby.

Wzruszyłam się, kiedy Anita oglądała moją bieliznę i wpadł jej w ręce mój jedyny czarny stanik. Bardzo Jej się spodobał no i pasował. Miałam tą przyjemność podarować go mojej ukochanej. To cudowne uczucie, szczególnie, że teraz Anita w zasadzie innego nie nosi. Teraz w szafie mamy półkę bielizny Anity, poniżej moją, na której obok moich dość obfitych zasobów ściśnięte wegetują Jego majtki, w niewielkich ilościach, zresztą zupełnie wystarczających. Mamy to szczęście, że mamy podobny wzrost i dzięki temu możemy wzajemnie pożyczać ciuchy od siebie, co zresztą ustaliłyśmy. Niestety buty musimy kupować oddzielnie, bo mam niestety większą nogę. Większą, ale stosunkowo małą W zasadzie zawsze buty kupowałam w dziale damskim ze względu na rozmiar, noszę 38-39, teraz będę mogła wybrać coś znacznie bardziej odpowiadającego moim upodobaniom. Zastanawiam się tylko nad kwestią przymiarek w sklepie, bo nasze społeczeństwo jest jeszcze bardzo nietolerancyjne... starczy.

Muszę dodać w tym miejscu, że moją historię zaczęłam spisywać niedawno z mglistym jeszcze wtedy zamiarem jej późniejszego opublikowania. Powyższy tekst jest w zasadzie w niezmienionej formie początkiem mych pamiętników, które teraz prowadzę na bieżąco. Mam nadzieję ze pewnego dnia staną się ciekawą lektura i dla mnie samej gdyż jak wiadomo czas nie tylko rzeźbi zmarszczki na naszych twarzach, ale pozwala spojrzeć z dystansem na własne poczynania.

Do ujawnienia mych wynurzeń zachęciła mnie Laura, i wcale nie musiała mnie długo przekonywać.

Chciałabym dodać jeszcze szczere podziękowania dla pewnej osoby bez udziału której to wszystko nie miało by miejsca, a ja sama gnieździłabym się jeszcze pomiędzy najniższą półką szafy a podłogą (to tylko 9 cm przestrzeni życiowej) jak szara mysz.

Sylwia, dla przyjaciół Słonko Poznań 28.02.2005

Imiona pojawiających się tutaj osób zostały zmienione.

Przeczytaj także wypowiedź dziewczyny Sylwii - tutaj.

Opublikowane przez:
Sylwia
Slonko




Do artykułu dodano 11 komentarzy. Pokaż komentarze.



Powrót do: A to ja właśnie...

Logowanie
Nick:
Hasło:

Ankieta
Czy uzyskałeś pomoc od organizacji LGBT ?
Trans-Fuzja
Tęczówka
Lambda
KPH
innej organizacji
nie otrzymałem/am pomocy
nie szukałem/am pomocy
Skomentuj

Wyniki ankiet
Użytkownicy
Zarejestrowanych: 8233
On line: 50
Zalogowani:
Wyszukiwanie
Myśl na tę chwilę
Kobiety istnieją po to, aby je kochać, a nie, aby je rozumieć. Oscar Wilde
Skórka
Organizacje i grupy LGBT


sekcja dla całego środowiska Trans

całe środowisko Trans


głównie Les/Gay

Zaprzyjaźnione strony

Crossdressing ogłoszenia



Trans randki
Trans rande
Transgender dating
Copyright (c) 2004-2015 by crossdressing.pl