close

Informacja dotycząca plików cookies
Informujemy, że używamy informacji zapisanych na urządzeniach końcowych użytkowników przy pomocy plików cookies, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Korzystanie z naszego serwisu internetowego oznacza, że użytkownik wyraża zgodę na ich zapisywanie. Zgadzam się, nie pokazuj więcej tej informacji
Szczegóły polityki cookie

 Poniedziałek, 2020-01-20

  Najstarszy w Polsce portal o crossdressingu i transpłciowości
  Istniejemy od 2004 roku

  Ilość odwiedzin: 8357058, ilość odsłon: 65551861
Na skróty
 Familia
 Forum
 Co nowego na forum
 Blog
 Video
 Księga gości
Menu
Strona główna

Ogłoszenia

Aktualności

Nowości w portalu
Nasze projekty
Bieżące wydarzenia
Imprezy i spotkania
Kalendarz spotkań
Od redakcji
Listy do redakcji
Najpopularniejsze

Transpłciowość

Pojęcia
Identyfikacja
Terapia
Pomoc
Przeciw transfobii

Magazyn

Z kraju i ze świata
Zjawiska
Sławni transi
Na granicy płci
Miej świadomość
Prawo
Religia
Moda
Plusy / minusy
Ciekawostki
Na luzie

My i nasi bliscy

LadyLike
Żyć z „nią”
Ja i mój związek

Kultura

Prasa
Teatr
Filmy
Literatura
Grafika
Piosenki

Kawiarenka

Przemyślenia
Moja wielka przygoda
Mój pierwszy raz...
A to ja właśnie...
Transowe przygody
Moje przygody z Anną
Pamiętnik Alex
Wspomnienia Iwony
Opowiadania
Felietony w szpilkach
Biuta Bino

Transformacje

Dbamy o ciało
Makijaż - porady
Ubiór
Włosy i peruki
Dodatki
Tips & tricks
Jak oni to robią!
Makijaż – kurs
Z pomocą medycyny

Poradnik

Przewodnik
Rozmiary
Ciekawy produkt

Katalog

Nasze profile
Specjalnie dla nas
Miejsca i Kluby
Polecamy sklepy
Linki
Pliki do pobrania
Programy

Kontakt

Redakcja
Księga gości
Użytkownicy
Nasza mapa
Najnowsze artykuły
Wiosenne Plenerowe Trans Party 2020 (4089)
2020.01.28 Katowice. Dyżur psychologa ODWOŁANY (7)
2020.01.21 Katowice. Wtorkowe pogaduchy przy kawie (45411)
2020.01.14 Katowice. Dyżur psychologa (44767)
Sylwester 2019/2020 w Tęczówce (5933)
„Casa Valentina” w Och-Teatr (14981)
2019.10.12 Katowice - Trans Wieczorek w Tęczówce (69494)
Sobota nad morzem. (21417)
Oczami Nowicjuszki (26217)
Do trzech razy sztuka czyli ... (26528)
...więcej...
Najczęściej czytane artykuły
Wymiary... idealne (729888)
Tucking&taping, czyli jak pozbyć się wypukłości w kroczu (626455)
Strony prywatne (397016)
Fryzura i makijaż, a kształt twarzy (347216)
Zakupy za granicą (315007)
Wiązanie krawata (291878)
Jak zrobić samemu udane zdjęcia? (256486)
Jaka fryzura? (256220)
Zakupy w Polsce (248141)
Zestawienie rozmiarów obuwia (242265)
...więcej...

Powrót do: Wspomnienia Iwony

Iwona i Renata
Liczba wyświetleń: 17241


W skrócie:Autor: Iwona

Do artykułu dodano 8 komentarzy. Pokaż komentarze.
Iwona i Renata

Zbliżają się święta Bożego Narodzenia. Tak przynajmniej wynika z kalendarza. Jednak za oknem nic na to nie wskazuje. No skoro idą święta, to czas na jakiś miły upominek pod choinkę dla Czytelniczek moich wspomnień. Nie będzie to tradycyjna opowieść wigilijna. a raczej "czytadło" pod choinkę. Siadam więc, i zaczynam pisać.

***

A wszystko zaczęło się w 1988r. Działałam wtedy w Kole Naukowym na UŁ. Wiadomo, "góra z górą się nie zejdzie", ale studenci - zawsze. Poznałam wtedy wspaniałą dziewczynę o imieniu Renata. Zaczęło się całkiem niewinnie. Spotykaliśmy się na uczelni, trochę czasu spędzaliśmy razem na imprezach - ot, taka całkiem niewinna znajomość.

Jaka była Renata? No cóż. Dobrze zbudowana dziewczyna, o czarnych włosach i zielonych oczach. Jakieś 165 cm wzrostu. Należała do gatunku kobiet raczej "puszystych" (zawsze wyznawałam zasadę: kochanego ciałka nigdy za wiele). Ubierała się raczej skromnie, ale zawsze gustownie. Potem dopiero zaczęła zmieniać swój wygląd - preferowała styl "kobiety interesu" (ze wszystkimi jego konsekwencjami). Z natury była bardzo pogodna, wręcz skora do zabawy. Przez wiele miesięcy wspólnego obcowania zaczęło nas coś łączyć. I tak z niewinnej znajomości zaczęło się klarować coś konkretnego.

Renata była starsza o rok ode mnie. Studia skończyła wcześniej, a ja hołdując zasadzie: trzeba studiować jak najdłużej, żeby przedłużyć sobie młodość - postanowiłam coś tam zawalić i powtórzyć rok studiów (taka była u nas wtedy moda).

Pamiętam ten dzień doskonale. Właśnie obroniła swoją pracę. Cały dzień spędziłyśmy razem. Najpierw było nerwowo (wiadomo, jak to przed egzaminem), potem bardzo wesoło (świętowanie i oblewanie sukcesu). Ja już wtedy miałam własny "dach nad głową". Wieczorem znalazłyśmy się u mnie w domu. Siedziałyśmy jak zwykle blisko siebie. W pewnej chwili wzięłam ją za rękę i delikatnie przyłożyłam jej dłoń do moich ust. To trwało dosłownie moment. Ona prawie natychmiast drugą rękę położyła na moim policzku i przesuwając ją ku tyłowi mojej głowy, zaczęła przyciągać mnie ku sobie. Chwilę później byłyśmy obie połączone w gorącym i namiętnym pocałunku. Rozpoczęły się wzajemne pieszczoty. Trwało to dość długo. Potem, jak na umówiony znak, oboje przerwaliśmy pieszczoty. Zajęłam się rozkładaniem narożnej kanapy (kto zna ten mebel, ten wie że to niby nic trudnego - no, ale w takiej chwili to musiał być problem). Nie zapominając o nastrojowej muzyce i odpowiednim oświetleniu.

Potem położyłyśmy się i zaczął się ciąg dalszy pieszczot. Słowo pieszczoty może nie pasuje do tego, co się wtedy działo. Było to raczej repetytorium z podstaw anatomii, połączone ze sprawdzianem z Kamasutry (swoją drogą warto przejrzeć i atlas anatomii i Kamasutrę - polecam). Nie zamierzam opisywać Wam pikantnych szczegółów, wspomnę tylko tyle, że jeśli ktoś nie wierzy w "rzeczy niemożliwe do zrobienia", to się myli - wszystko da się zrobić, po wszystko jest kwestią odpowiedniej motywacji.

Tak upłynęłam nam cała noc. O poranku miałam niezłego "kaca". Całą noc szalałyśmy, a rano dopiero dotarło do mnie, że nie pomyślałam o antykoncepcji. Euforia po wspaniale spędzonej nocy nieco opadła. "No to niezła wpadka" - pomyślałam sobie. Renata najwidoczniej zauważyła, że coś nie gnębi, więc zapytała wprost: "Co jest Misiaczku?". Odpowiedź nie chciała mi przejść przez gardło. Wreszcie wyksztusiłam z siebie: "Obawiam się, że nieźle narozrabialiśmy". Reneta zaśmiała się, a potem dodała: "Teraz dopiero dotarło do ciebie. Powinieneś o tym pomyśleć wcześniej! No to teraz pomartwisz się troszeczkę" i dalej się śmiała. Mnie nie było do śmiechu. Miałam jeszcze parę miesięcy studiów przed sobą, a tu taki pasztet.

Renata trzymała mnie w niepewności do południa. Widocznie bawiło ją to, jak się głupio czuję. Dopiero około południa była łaskawa poinformować mnie, że całą tą "imprezę" obmyśliła już dawno i że pomyślała o pigułkach. Ochłonęłam. Kochana dziewczyna - pomyślała o wszystkim. Potem było mi tylko zwyczajnie głupio. Renatę ta cała sytuacja wciąż bawiła.

To była nasza pierwsza wspólna noc. Ile ich później było? (pewnie chcecie wiedzieć?)... Chyba dysk twardy w moim mózgu szwankuje, bo nie mogę ich policzyć. To dlatego, że przez ponad pół roku Renata mieszkała u mnie (stanowiliśmy coś na kształt nieformalnego małżeństwa).

Od tamtego wydarzenia wiele się zmieniło. Renata zaczęła pracować. Ja wciąż studiowałam. Ona miała dla mnie czas tylko po pracy, ja miałam go bardzo dużo. Nim się obejrzałam Renata przeszła małą transformację. Z niewinnej i skromnej studentki przeistoczyła się w elegancką kobietę. Zawsze umalowana. Zawsze umalowane, długie paznokcie. Ubrana w skromne i gustowne ciuszki, ze skromną biżuterią i zawsze w szpileczkach. Hm! Jak sobie przypomnę, ile razy gdzieś szliśmy razem, zawsze irytowało mnie stukanie jej obcasów. A może nie irytowało? A może to była tylko zazdrość? No coś w tym było. "Renata, czy musisz tak stukać tymi obcasami?" - często próbowałam ją strofować. Ona zawsze z uśmiechem odpowiadała przekornie: "Nie muszę, ale chcę". I tak to zwykle się kończyło.

Czas wspólnie spędzany upływał nam na odwiedzinach znajomych i zabawach we dwoje. Ot proza życia. Tak się do niej przyzwyczaiłam, że jak się nie widzieliśmy jeden dzień, to już zaczynałam tęsknić za nią. Niby niepozorna kobieta, a jednak miała duży wpływ na moje życie. Ale do czasu. Ta moja druga natura musiała kiedyś dać znać o sobie. Trochę też w tym i winna sama Renata. To ona ją sprowokowała. I o tym chcę Wam napisać.

Było to jakoś późną jesienią. Renata chodziła już w ciepłym długim płaszczu i kapeluszu. Do pracy często zakładała czarną mini spódniczkę i czarną bluzkę ze stójkowym kołnierzem. Do tego pasek w talii. Na nogach grubsze rajstopy i buty na dość wysokim obcasie. Z biżuterii nosiła zwykle kilka srebrnych pierścionków, gruby łańcuszek na szyi oraz kolczyki wisiorki.

Któregoś wieczoru siedziałyśmy blisko siebie rozmawiając. W pewnej chwili Renata zadała mi głupie pytanie: "Dlaczego nie noszę kolczyków, skoro masz przekłute uszy?". No, na takie pytanie znienacka nie byłam przygotowana. Zaczęłam gadać coś od rzeczy, ale Renata nie spuszczała wzroku z moje twarzy. Poczułam, że trzeba jej opowiedzieć o moich wybrykach z przeszłości. Lepsza przecież najgorsza prawda, niż najlepiej obmyślane kłamstwo!

Zaczęłam opowiadać. Długo mówiłam. Mówiłam o pierwszym występie na Studniówce, o Juwenaliach i kilku studenckich imprezach. Renata słuchała w milczeniu. Momentami odnosiłam wrażenie, że nie akceptuje mojego postępowania, że kłuci się to z jej oczekiwaniami w stosunku do mnie.

Kiedy skończyłam opowiadać, posmutniałam. Trudno. Powiedziałam jej całą prawdę o sobie. Wcale od tego nie było mi lżej. Wręcz przeciwnie, czułam się podle, jakbym była sponiewierana. Miałam to czego chciałam. Właśnie przyszło mi zapłacić kolejny rachunek za błędy przeszłości (za ten mój liberalny stosunek do przebierania się, za moje hobby). Siedziałyśmy i dłuższą chwilę milczałyśmy.

Renata nie wytrzymała i zaczęła rozmowę:

- Słuchaj, wcale mi się to nie podoba. Żeby mój chłopak biegał przebrany za dziewczynę. Nie. Nie mogę się na to zgodzić. Musisz z tym skończyć. - zaczęła rozmowę.
- Próbowałem. - odpowiedziałam - To wcale nie jest takie proste. Niby już od jakiegoś czasu nie przebieram się, ale jak sama widzisz, co jakiś czas w taki czy inny sposób problem wraca.
- No to może trzeba zapytać jakiegoś lekarza, czy ... - tu Renata urwała.
- Nie. Chyba, nie. Ja myślę, że nie mają na to pigułek. - odpowiedziałam.

Zapanowało znów milczenie. Trwało dobre kilkanaście minut. Dobrze, że radio grało. Oboje trawiliśmy ten "pasztet". Żadne z nas nie odważyło się kontynuować dalej rozmowy.

Po kilkunastu minutach (które dla mnie trwały całą wieczność - przecież ważyły się w tych minutach nasze dalsze losy), Renata nagle ożywiona, z błyskiem w oku popatrzyła na mnie i zupełnie nieoczekiwanie dla mnie, zupełnie normalnym i wesołym już głosem oznajmiła:

- Swoją drogą, ciekawe jak ty wyglądałeś w kobiecym przebraniu?

Zdębiałam. "No to chyba jesteśmy w domu" - przemknęło mi przez myśl. "Jest chyba dobrze" - to była druga myśl. Oczywiście, nie mogłam nawet podejrzewać, co dalej nastąpi.

- No to już musiała byś sama zobaczyć. Ale daj już sobie z tym spokój. Dobrze? - odpowiedziałam, mając nadzieję na zakończenie całej rozmowy.

Renata jednak nie dawała za wygraną. Przybliżyła do mnie swoją twarz i zaczęła studiować moją twarz. Chyba zaczęłam się rumienić. Oczy Renaty "złowrogo" błyszczały. Cała ta sytuacja nie wróżyła nic dobrego. Po kilku chwilach Renata znów zaczęła:

- Masz niezłą oprawę oczu. Hm ... Dość gęste rzęsy .... Niezły kształt usta ... jak na faceta oczywiście!
- Renata, daj mi spokój! - miałam dość jej uwag.
- Wiesz co ... - kontynuowała Renata - ... musisz mi się pokazać w damskim stroju. Tylko raz. Ten jeden raz. Spojrzałam na nią nieco zmieszana. "Proszę ..." - dodała szeptem.

Zgłupiałam. "Jeszcze kilkanaście minut temu mało nie chciała wysłać mnie do psychiatry, a teraz "niewiniątko" prosi żebym z siebie zrobiła kobietę!" - pomyślałam - "Ja chyba śnię. Ktoś ma tu nierówno pod sufitem".

Pomnę jednak, że to od Renaty zależy, czy będzie nasz związek trwał dalej - uległam.

- No dobra. Tylko jeden raz. - odpowiedziałam oblewając się rumieńcem.

Wstydziłam się. Ja, jej chłopak - tu i teraz mam pokazać jak wyglądam w przebraniu kobiety. Było mi naprawdę wtedy wstyd.

- Jest tylko jeden problem. Nie mam własnej damskiej garderoby. - dodałam mocno zmieszana i zawstydzona. Faktycznie, po "bliższym zapoznaniu się" z Renatą postanowiłam kolejny raz skończyć z moim "nałogiem". Chociaż nie do końca - pozostała mi czarna peruka.

Renata bez słowa wstała i poszła do sąsiedniego pokoju. Wzięła mój dres i poszła do łazienki.
Oniemiałam. Ona miała na sobie ten komplecik: czarną mini spódniczkę, czarną (lekko błyszczącą) bluzkę z kołnierzem stójkowym i wywiązywaną kokardą; do tego czarne rajstopy i szpilki. Aż mi się zrobiło gorąco.

Po kilku minutach Renata wyszła z łazienki. W moim seledynowym dresie wyglądała super.

- Proszę. - powiedziała dość oschle, wskazując mi kierunek łazienki.

Mocno podniecona, z największą wprawą udając niechęć skierowałam się opieszale do łazienki. Serce waliło w moich piersiach. W głowie kołatała szatańska myśl - "Muszę zrobić się dzisiaj na bóstwo" - jakby od tego zależała cała moja przyszłość.

Weszłam. Zamknęłam za sobą drzwi.

Od razu doznałam lekkiego wstrząsu. Najwidoczniej Renatka poszła na całość. Zostawiając dla mnie spódniczkę, bluzkę, rajstopy, szpileczki i pasek, zostawiła też swoją bieliznę. To był chyba rodzaj testu dla mnie.

Powoli zaczęłam się przebierać. Ręce trzęsły mi się, kiedy zapinałam guziki bluzki. Potem założyłam całą resztę. Na końcu szpilki (dawno już nie miałam szpilek na nogach, zapomniałam jakie to miłe uczucie). Zachwiałam się na cieniutkich obcasach. Poziom adrenaliny wzrastał.
Musiało to trwać coś za długo, ponieważ usłyszałam głos z pokoju:

- No długo tam jeszcze się będziesz tak ubierał? - zniecierpliwionej Renaty.

Głęboki wdech i powolny wydech. Wychodzę.

Renata siedziała na narożnej kanapie. Na mój widok parsknęła śmiechem.

Oczywiście, zapomniałam jak się poruszać w takich butach i pierwsze kroki były komiczne. Renata śmiała się do łez. Kiedy nieco ochłonęła powiedziała:

- No, a ja już myślałam, że z ciebie będzie niezła laska. A tu kiepski amator.

"Co do licha mają znaczyć te słowa?" - pomyślałam stojąc pośrodku pokoju.

- Misiek, rozluźnij się. Masz się zachowywać jak kobieta, a nie jak kukła! No przejdź się kawałek!

Proszę bardzo. Rozluźniona nieco zrobiłam powolną rundkę wokół pokoju.

- No, no, no! Ależ tym masz zgrabne łydki - usłyszałam za plecami - Ja nie żartuję. Serio. Nie jedna kobieta może ci takich nóg pozazdrościć.

Komplement przyjęłam w milczeniu, kwitując go uśmiechem.

- No dobra. A teraz kochasiu siadaj przy stole. - rzuciła Renata, wstając z kanapy.

Poparzyłam na stół. Oprócz filiżanek, dzbanka z herbatą i talerzyka z ciastem, stały tam też kosmetyki. Zapowiadało się nieźle. Usiadłam. Renata wzięła się do roboty. Po kilkunastu minutach byłam umalowana. Ot zwykły, codzienny makijaż Renaty (delikatne kreseczki na powiekach, szare cienie na powiekach, podkład, puder, róż i ciemna konturówka + ciemna amarantowa szminka). Niby nic, a wyglądałam nieźle. Renata popatrzyła na mnie.

- No teraz jest znacznie lepiej. Jeszcze tylko biżuteria i będziesz "gotowa". - powiedziała.

Chwilę później miałam już prawie całą biżuterię na sobie. Z wyjątkiem kolczyków. Jak się okazało, dziurki po kolczykach sprzed lat zarosły. Renata miała mały problem. Nawet nie pisnęłam i nie wspomniałam jej, że zakładanie kolczyków mnie bolało. Byłam dzielna do końca.

Po całej ceremonii Renata kazała mi jeszcze raz przejść się po pokoju. Zauważyłam, że się nie śmieje, tylko uśmiecha się - niczym ktoś, kto zadowolony jest ze swojego dzieła. Ja też odetchnęłam. Już wiedziałam, że nic nie zagrozi dalszemu ciągowi naszego związku.

I nie myliłam się. Renata, jakby nic się nie stało, kontynuowała ze mną tradycyjną rozmowę. Siedziałyśmy i gadałyśmy. Było tylko nieco inaczej. Bardziej mnie obserwowała. W końcu powiedziała:

- No, to teraz już wiem jak wyglądasz. Całkiem niezła z ciebie dziewczyna. Trzeba tylko jakoś cię ochrzcić. Może Marysia?
- No wiesz! - zaprotestowałam - Kiedyś dziewczyny wymyśliły, że pasuje do mnie imię Iwona.
- Tak? - zdziwiła się Renata. - No to niech ci będzie: Iwona.
I tak znów zaistniała Iwona.

Potem nie raz podpuszczałyśmy jedna drugą. Raz ja prosiłam o pozwolenie przymierzenia czegoś, innym razem ona sama proponowała mi przymiarkę. Zawsze, kiedy kupowała coś nowego, niby to chciała się poradzić, a w głębi duszy pewnie oczekiwała na moją reakcję: spodoba mi się jej nowa kreacja, czy też nie? Trwało to jakiś czas, zanim nie doszło do sytuacji, w której wylądowałam w damskiej bieliźnie w łóżku. Miałyśmy wtedy niezłą zabawę.

A nasz związek - no cóż, trwał sobie dalej.
Razem wyjeżdżaliśmy na wakacje (nawet zaproponowałam Renacie coś na kształt wakacji Alki Mayerówny, ale zdrowy rozsądek Renaty zwyciężył i nic z tego nie wyszło), razem żeglowałyśmy. Wszyscy znajomi uważali, że nasz związek zdąża do jednego celu - małżeństwa. Nic bardziej błędnego (ale o tym później).

Pamiętam, jak kiedyś w wakacje wracałyśmy z Bieszczad do Łodzi przez Ełk. Dlaczego przez Ełk? Żeby było weselej. W Ełku mieszkała nasza wspólna znajoma (może jeszcze tam mieszka). Pojechałyśmy ją odwiedzić.

Nasza znajoma Gosia z Ełku mieszkała w domku jednorodzinnym z dużym placem. Właściwie to chyba nie był już Ełk, a może jego przedmieścia? Dokładnie już nie pamiętam.

Dziewczyna akurat była przez tydzień sama w domu. No to przyjechałyśmy. Od początku było nieźle. Gosia była dziewczyną rozrywkową. Nam też, mimo miesiąca spędzonego pod namiotem w Bieszczadach, humory dopisywały.

Któregoś dnia, po kilku kieliszkach wina w towarzystwie dziewczyn, postanowiłam przebrać się. Renata trochę obawiała się (i całkiem słusznie) reakcji Gosi. Zaryzykowałyśmy. Renata pożyczyła mi swój komplecik letni: bluzka i spódniczka w kolorze oliwkowym z czegoœ, co mniej niż więcej przypominała jedwab. Do tego sandałki na niskim obcasie, beżowe. Zrobiła mi skromny makijaż, i tak odstawiona weszłam do pokoju, w którym była Gośka. Na całe szczęście Gośka stała akurat przy fotelu, na który opadła z wytrzeszczonymi oczami i otwartymi ustami.

- To ty? - wykrztusiła po chwili.
- No jak widzisz - odpowiedziałam.
- Dziewczyny, wam chyba kompletnie odbiło! - wykrzyknęła Gośka, po czym przeraziła się sama słowem "dziewczyny", rzuconym odruchowo.

Obie z Renatą zaczęłyśmy się śmiać. "A to dopiero heca" - pomyślałam. "Po kilku kieliszkach wina sama nie wie co mówi." Potem były dziesiątki pytań. W końcu Gosia ochłonęła. Dokładnie przyjrzała mi się i powiedziała:

- No wiesz, w takim stroju, to możesz śmiało iść na spacer.

Spoglądając na Renatę puściła oko i dodała:

- Może byśmy tak przeszły się kawałek? Co, dziewczyny?

No nie powiem, żebym była bardzo zachwycona tym pomysłem. Ale cóż było robić. Poszłyśmy.

Najgorsze było przede mną. Musiałam przejść koło jakiegoś sklepu i grupki pań, które energicznie o czymś dyskutowały. Kiedy szłyśmy obok, nastało milczenie i kilka par oczu skierowało się w moim kierunku. Potem, za plecami usłyszałam przytłumiony głos jednej z pań: "No to, to już skandal! Żeby facet za kobietę się przebierał i chodził po ulicy w biały dzień? To jakiś wariat musi być!"

No cóż, pani była przynajmniej szczera. Takie scenki jak ta i wiele innych, z mojej przeszłości, dziś wywołują u mnie tylko śmiech do łez.

Myślałam, że pójdziemy gdzieś niedaleko. Ale dziewczyny musiały coś chyba uknuć, by wydawało mi się, że idziemy bez końca. Okolica była ładna. Jakieś domki z ogródkami. Sporo gapiów. No i ja. Czułam się zabawnie. Tak, to było zabawne. Ludzie byli zaskoczeni takim widokiem. Często dziwnie uśmiechali, ale nie było przykrych dla mnie komentarzy. Spacer był długi i udany.

Następnego dnia, pamiętam, Gośka zapytała wprost:

- Czy zamierzasz przebrać się na cały dzień?

Byłam zmieszana i zaskoczona. Widocznie i ją bawiła taka przebieranka. Na szczęście wolałam poznać rozkład dnia, zanim podejmę decyzję.

- Jeszcze nie wiem. A czemu pytasz?
- No, bo wybieramy się do miasta na zakupy. - odpowiedziała.
"A tu cię mam! Chciałaś mieć świetną zabawę moim kosztem! Nic z tego!" - pomyślałam.
- Nie. Wiesz Gosia, chyba po wczorajszym spacerze obtarłam sobie nogę. Muszę dziś sobie odpuścić przebieranie. - powiedziałam.

I w ten oto sposób uniknęła totalnej kompromitacji w Ełku. W końcu to nie takie duże miasto i pewnie była bym tam nie lada sensacją do oglądania.

Innym razem byłyśmy z Renatą na rejsie na Pojezierzu Iławskim. Rejs był super. Jacht przejęłam w Iławie. Jeziorakiem popłynęłyśmy do kanałów i na J. Drwęckie i oba Szelągi (wielki i mały). A potem znów do Iławy. Zwolnienie części załogi i ciąg dalszy rejsu. Tym razem Kanałem Elbląskim, Szkarpawą do Wisły. Wisła do Tczewa. Żeby opisać cały rejs, musiałabym siedzieć przed komputerem z tydzień czasu. Możecie mi tylko pozazdrości. Było naprawdę super.

W końcówce rejsu (już na Wiśle) nudziłyśmy się strasznie. Jacht płynął pod prąd rzeki na silniku. Nasz zawodowy sternik i kapitan jachtu miał co robić przez całe dni. Wisła na tym odcinku miała sporo płycizn. Często stawaliśmy na środku Wisły i klnąc brodziliśmy w wodzie po kolana.

W końcu dotarliśmy do Tczewa. Nie bardzo było gdzie się zatrzymać. Wybraliśmy dziki brzeg pod Tczewem. Tam mieli od nas przejść jacht inni i doprowadzić go do Włocławka. My mieliśmy wracać do Łodzi samochodem, który został w Iławie. Kapitan pojechał pociągiem do Iławy.

Kiedy zostałyśmy już same, zaczęło się gruntowne "klarowanie" jachtu po miesięcznym rejsie (w końcu jacht po nas obejmują też ludzie, którym należą się jako takie warunki żeglowania).

Renata wybrała się na zakupy. Ja zajęłam się brudną robotą i zaległymi pracami bosmańskimi.

Kiedy Renata wróciła okazało się, że wszystko jest już gotowe do przekazania jachtu. Pozostało tylko spakować się. Zrobiłyśmy sobie uroczystą kolację.

Akumulator do zasilania oświetlenia na jachcie był już mocno osłabiony, więc kolacja była przy świecach. Było bardzo romantycznie.

Po kolacji tradycyjnie śpiewałyśmy sobie szanty popijając herbatkę i "kropelki Innoziemcova" (dla niewtajemniczonych: alkoholu nie można było trzymać na jachcie - takie były przepisy - chyba, że w ilościach leczniczych). Potem Renata pokazała mi zakupy jakie dokonała. Byłam zaskoczona. Miała kupić tylko prowiant!

Skończyło się na tym, że musiałam na nią nieco nakrzyczeć. To już przesada kupować jakieś fatałaszki, biżuterię i kosmetyki w przeddzień powrotu do domu!

Renata posmutniała. Patrzyła na mnie "spode łba". Chyba trochę przesadziłam. Po miesiącu dość wyczerpującego momentami rejsu dostało się niewinnej dziewczynie tylko za to, że zatęskniła za normalnym, wygodnym życiem w domu. Byłam trochę zła na siebie.

- Bardzo się gniewasz na mnie? - zaczęła Renata.
- Nie. Już mi przeszło. - odpowiedziałam popijając herbatę. - A tak w ogóle to możesz mi pokazać co w końcu kupiłaś?
- Jasne. - ożywiła się Renata. Sięgnęła po torby ze sprawunkami.

No tak. Było dokładnie jak przypuszczałam. Kupiła sobie ładną białą bluzeczkę bez rękawów i do tego całkiem fajną spódniczkę. Nie zapomniała o kilku kosmetykach. Kupiła też fajny zestaw biżuterii: naszyjnik, bransoletkę i kolczyki - inkrustowane masą perłową.

Od razu zauważyła, że podobają mi się jej zakupy. Byłam już prawie udobruchana. No prawie. Renata zauważyła to "prawie".

- Może chcesz przymierzyć. - zaproponowała.

No tego mi chyba brakowało. Dwa razy nie trzeba było powtarzać. W kilka chwil przymierzyłam jej nowe ciuszki. Poczułam się lepiej.

Renata założyła mi zakupioną biżuterię i z użyciem niewielkiej w sumie ilości kosmetyków zrobiła skromny makijaż. Było ekstra.

Ponieważ w kabinie nie paliliśmy papierosów, wyszliśmy na pokład, zabierając ze sobą świecę. W wątłym świetle świecy niewiele było widać. Noc była dość chłodna, jak to bywa w drugiej połowie sierpnia. Na brzegu było słychać jakieś odgłosy. Wyraźnie słuchać było najpierw przytłumione głosy, potem śmiech i pogwizdywanie. Noc zapowiadała się ciekawie. Na wszelki wypadek szybko dokończyłyśmy palenie i skryłyśmy się w kabinie jachtu. Szybkie przygotowałyśmy się do spania i położyłyśmy się.

W ciemności otaczającej jacht wyraźnie słyszałam głosy facetów. Mówili coś o dziewczynach na jachcie. Na całe szczęście żaden z nich nie próbował dostać się na jacht zacumowany jakieś 7 m od brzegu.

Potem nastała cisza. Nie spałyśmy. Czekałyśmy najwidoczniej na tę ciszę. Tedy zaczęłyśmy tradycyjne pieszczoty, na które przez ostatni miesiąc nie było miejsca na jachcie.

No ale dosyć już o innych przygodach ...

Aż w końcu nadeszła Wigilia w 1990r. Ja już wtedy skończyłam studia i pracowałam. Oboje mieliśmy coraz mniej czasu dla siebie. Postanowiliśmy coś z tym zrobić. Wyjście było jedno: Renata zamieszkała u mnie. Układ idealny pod każdym względem (zgodzicie się ze mną). Każde z nas miało jakieś obowiązki w domu i jednocześnie pełną swobodę. W każdej chwili mogliśmy się rozstać. Nic formalnego i materialnego nas nie łączyło.

(Pewnie ciekawi Was, co na to moi rodzice? Otóż, przez tyle lat zdążyli się już nieco oswoić z wybrykami jedynaka. Raz tylko, kiedy mamuśka niespodziewanie odwiedziła moje mieszkanie - chyba zaraz na początku, kiedy Renata się sprowadziła do mnie - zajrzała do łazienki, a tam suszyła się Renatki bielizna. Rodzice zażądali natychmiast wyjaśnień, skąd wzięła się damska bielizna w mojej łazience. W ten sposób dowiedzieli się o istnieniu Renaty. Oczywiście nie protestowali i wszystko było w porządku.)

Wigilię i święta każde z nas spędzało w swoim gronie rodzinnym.

Dzień przed zrobiliśmy sobie z Renatą wspólną Wigilię. Oczywiście nie zabrakło prezentów.
Jakbyśmy się umówili, chociaż nic nie wspominaliśmy sobie na ten temat. Oboje kupiliśmy oczywiście prezenty dla kobiet. No prezenty dla Renaty - to zupełnie zrozumiałe. Ale skąd, u licha, pomysł na prezenty damskie dla mnie? Tego nie mogłam zrozumieć, chociaż z Renatą znałyśmy się już długo. Byłam tym nieźle zaskoczona.

Renata dostała zestaw kosmetyków i skromnie wyglądający, ale gustowny zestaw biżuterii.

Ja dostałam czarne szpilki (w moim rozmiarze - nigdy nie dowiedziałam się, skąd Renata je wytrzasnęła!) oraz złote kolczyki (pasowały bardziej na prezent komunijny, niż gwiazdkowy - ale niech tam - mam je zresztą do dziś).

Sporo zabawy było z prezentami. Możecie sobie to wyobrazić?

- Renata, skąd wiedziałaś jaki mam rozmiar buta? - zapytałam.
- Zmierzyłam twoją stopę. - odpowiedziała.
- Kiedy?
- W czasie snu. Kiedy śpisz, to można cię wynieść razem z łóżkiem. Jak nieboszczyka.
- Nie no teraz to już przesadzasz. Wcale tak mocno nie śpię.
- I co, może powiesz jeszcze, że nie chrapiesz? - dorzuciła Renata.
- No wiesz! Ale, ale ... Lepiej powiedz mi do czego mam nosić te szpilki?
- Noś sobie do czego tylko chcesz.
- Tak, to zaraz je przymierzę - powiedziałam.
- Nie, nie wygłupiaj się. Nie możesz zaczekać tych kilka dni do Sylwestra? Proszę Cię.
- Hm ... A muszę czekać? Czy planujesz może coś? - zapytałam.
- O! To jest niespodzianka. Zapewniam Cię, że warto będzie poczekać. - odpowiedziała, zabierając buty z moich rąk.

O tym, czy je założyłam i jaki był Sylwester 1990 roku napiszę niebawem.

A korzystając z okazji ....

"100 choinek w lesie,
Prezentów ile Mikołaj uniesie,
Bałwana ze śniegu i mniej życia w biegu,
I tyle radości, ile karp ma ości"

Życzy wszystkim IWONA

Opublikowane przez:
iw65 - Iwona Szalony
iw65




Do artykułu dodano 8 komentarzy. Pokaż komentarze.



Powrót do: Wspomnienia Iwony

Logowanie
Nick:
Hasło:

Ankieta
Czy uzyskałeś pomoc od organizacji LGBT ?
Trans-Fuzja
Tęczówka
Lambda
KPH
innej organizacji
nie otrzymałem/am pomocy
nie szukałem/am pomocy
Skomentuj

Wyniki ankiet
Użytkownicy
Zarejestrowanych: 8473
On line: 42
Zalogowani:
Wyszukiwanie
Myśl na tę chwilę
Sumienie to tylko cichy głosik, który szepce, że ktoś patrzy
Julian Tuwim

Skórka
Organizacje i grupy LGBT


sekcja dla całego środowiska Trans

całe środowisko Trans


głównie Les/Gay

Zaprzyjaźnione strony

Crossdressing ogłoszenia



Trans randki
Trans rande
Transgender dating
Copyright (c) 2004-2015 by crossdressing.pl