close

Informacja dotycząca plików cookies
Informujemy, że używamy informacji zapisanych na urządzeniach końcowych użytkowników przy pomocy plików cookies, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Korzystanie z naszego serwisu internetowego oznacza, że użytkownik wyraża zgodę na ich zapisywanie. Zgadzam się, nie pokazuj więcej tej informacji
Szczegóły polityki cookie

 Poniedziałek, 2020-01-20

  Najstarszy w Polsce portal o crossdressingu i transpłciowości
  Istniejemy od 2004 roku

  Ilość odwiedzin: 8356981, ilość odsłon: 65551621
Na skróty
 Familia
 Forum
 Co nowego na forum
 Blog
 Video
 Księga gości
Menu
Strona główna

Ogłoszenia

Aktualności

Nowości w portalu
Nasze projekty
Bieżące wydarzenia
Imprezy i spotkania
Kalendarz spotkań
Od redakcji
Listy do redakcji
Najpopularniejsze

Transpłciowość

Pojęcia
Identyfikacja
Terapia
Pomoc
Przeciw transfobii

Magazyn

Z kraju i ze świata
Zjawiska
Sławni transi
Na granicy płci
Miej świadomość
Prawo
Religia
Moda
Plusy / minusy
Ciekawostki
Na luzie

My i nasi bliscy

LadyLike
Żyć z „nią”
Ja i mój związek

Kultura

Prasa
Teatr
Filmy
Literatura
Grafika
Piosenki

Kawiarenka

Przemyślenia
Moja wielka przygoda
Mój pierwszy raz...
A to ja właśnie...
Transowe przygody
Moje przygody z Anną
Pamiętnik Alex
Wspomnienia Iwony
Opowiadania
Felietony w szpilkach
Biuta Bino

Transformacje

Dbamy o ciało
Makijaż - porady
Ubiór
Włosy i peruki
Dodatki
Tips & tricks
Jak oni to robią!
Makijaż – kurs
Z pomocą medycyny

Poradnik

Przewodnik
Rozmiary
Ciekawy produkt

Katalog

Nasze profile
Specjalnie dla nas
Miejsca i Kluby
Polecamy sklepy
Linki
Pliki do pobrania
Programy

Kontakt

Redakcja
Księga gości
Użytkownicy
Nasza mapa
Najnowsze artykuły
Wiosenne Plenerowe Trans Party 2020 (4084)
2020.01.28 Katowice. Dyżur psychologa ODWOŁANY (6)
2020.01.21 Katowice. Wtorkowe pogaduchy przy kawie (45407)
2020.01.14 Katowice. Dyżur psychologa (44763)
Sylwester 2019/2020 w Tęczówce (5918)
„Casa Valentina” w Och-Teatr (14975)
2019.10.12 Katowice - Trans Wieczorek w Tęczówce (69485)
Sobota nad morzem. (21401)
Oczami Nowicjuszki (26207)
Do trzech razy sztuka czyli ... (26526)
...więcej...
Najczęściej czytane artykuły
Wymiary... idealne (729860)
Tucking&taping, czyli jak pozbyć się wypukłości w kroczu (626449)
Strony prywatne (397006)
Fryzura i makijaż, a kształt twarzy (347209)
Zakupy za granicą (315003)
Wiązanie krawata (291874)
Jak zrobić samemu udane zdjęcia? (256477)
Jaka fryzura? (256210)
Zakupy w Polsce (248136)
Zestawienie rozmiarów obuwia (242259)
...więcej...

Powrót do: Wspomnienia Iwony

Wspomnienia jak przez mgłę... Juwenalia 1985
Liczba wyświetleń: 12065


W skrócie:Autor: Iwona

Do artykułu dodano 9 komentarzy. Pokaż komentarze.
Za oknem pada deszcz. Miarowo. Jest noc. Godzina 1:30. Ja siedzę i zaczynam pisać. Który to już raz? Piąty, nie szósty ... chyba.

Ach te studenckie czasy. Aż łezka w oku się kręci. To były dobre czasy. Człowiek żył sobie spokojnie. Studiował. Bawił się. I jest co wspominać.

Ale, zanim zacznę kolejne wspomnienia, czas nadrobić błąd z poprzedniej opowieści. Zapomniała się przedstawić.

Jestem Iwona. Mieszkam w Łodzi. Mam ok. 40 lat. Zielone oczy i krótkie ciemny blond włosy. Wzrost 178 cm, waga ponad 78 kg. Reszty wymiarów nie podaję – zaraz zrozumiecie dlaczego.

Urodziłam się w Łodzi i tu spędziłam większą część życia (z drobnymi incydentami). Studiowałam na UŁ. Potem Praca, łącznie 8 lat. Potem temu facetowi (tj. tej mojej drugiej połowie) najwyraźniej coś odbiło i zaciągnął się do woja na kontrakt! I to gdzie – do wojsk powietrzno-desantowych. Czysty obłęd! On zupełnie nie liczył się z moim zdaniem na ten temat. Postanowiłam ukarać go kiedyś za to (kiedyś wam to opiszę).

W wyniku restrukturyzacji wojska podziękowali temu facetowi i znów został cywilem. Potem trochę byłam bez pracy, ale szybko coś sobie zorganizowałam. Teraz jest już chyba wszystko w porządku, pracuję wprawdzie na pół etatu, ale dobre i to. I to tyle o mnie na razie.

Wracając do tematu Juwenaliów.
Muszę nieco przybliżyć wam atmosferę panującą w naszej grupie studenckiej. Otóż, z wyjątkiem nauki robiliśmy wszystko. Potrafiliśmy od 1 października do 30 listopada robić imprezy po 2 lub 3 razy w tygodniu. Zawsze tematyczne. Nie znosiliśmy nudy. Przecież żyje się tylko raz! Prawda.

Pod koniec pierwszego roku studiów były Juwenalia. Ot impreza dla całego Uniwerku. Przygotowania w naszej grupie trwały chyba ze trzy tygodnie. Miałam wtedy dobre układy z koleżankami z grupy, szczególnie z Jolą, Elą i Agnieszką. Jola była szczupłą brunetką, ok. 170 cm wzrostu. Ela dobrze zbudowaną ciemnoblond dziewczyną, ok. 175 cm wzrostu. Agnieszka podobnej budowy i wzrostu brunetką. Razem spędzaliśmy sporo czasu. Byłyśmy nieźle zżyte ze sobą. Dziewczyny miały jedną zaletę: lubiły dobrą zabawę, i miały jedną wadę: nie znały umiaru we wszelkich psotach.

Przyszedł czas Juwenaliów. Pod pretekstem pomocy w przygotowaniach zostałam podstępnie zwabiona do domu Agnieszki. Rodzina Agnieszki wyjechała gdzieś w tym czasie. Chata była wolna. Zaraz jak tylko się pojawiłam przybyły pozostałe dziewczyny. Wkrótce okazało się, że tych przygotowań jest coś za mało dla tylu osób. Dopiero wtedy zorientowałam się, jaki był prawdziwy powód zaproszenia.

Dziewczyny między sobą uradziły, że jestem jedynym facetem na roku, z którym mają tak dobre kontakty i szkoda że nie jestem jedną z nich. Skoro są Juwenalia, to akurat dobra pora żeby dla hecy coś z tym zrobić, a dokładniej coś ze mną zrobić. Wpadły na pomysł, że będzie na osiedlu studenckim wystarczająco dużo przebierańców, więc nikogo nie zdziwi jeszcze jeden więcej.

Co postanowiły, to zrealizowały. Nie powiem, żebym specjalnie protestowała. Przez ponad dwie godziny poddawana byłam różnym zabiegom upiększającym, mającym na celu przeistoczenie mnie w płeć piękną. W końcu przeistoczenie zostało dokonane. Stałam się szczupłą brunetką ubraną w czarną spódniczkę typu kloszowego (z halką) w stylu lat 50-tych, czarną obcisłą bluzeczkę z długim rękawem i do tego dużym dekoltem. Oczywiście czarne rajstopy i szpileczki (niewysokie, jakieś 7 cm). Makijaż był fantastyczny. Typowy, dość delikatny ale wieczorowy. Poczułam się wspaniale. Nie muszę chyba wspominać, że takie przeistoczenie bardzo było mi na rękę. W końcu już kiedyś tego próbowałam i ciekawość jak będzie tym razem górowała nad lękami. Dziewczyny postarały się i było super.

Potem było troszkę mniej super. Około 15-tej wyszłyśmy z domu. Myślałam, że pojedziemy taksówką żeby nie robić obciachu. Ale gdzie tam. Dziewczyny od razu skierowały się na przystanek tramwajowy. Ale heca! Żeby dojechać od Agnieszki do osiedla studenckiego trzeba przejechać w poprzek prawie całą Łódź (dla obeznanych z końca Retkini na Lumumbowo), a w dodatku przez najruchliwsze miejsca w Łodzi. Tego było już za wiele. Chciało mi się płakać. Przecież to niemożliwe, żeby w takim przebraniu i w dodatku w tramwaju, w tłoku, nikt mnie nie rozpoznał. A jednak, cuda się zdarzają!

Wsiadłyśmy w 12 i jedziemy. Pasażerów wciąż przybywa. Mnie rośnie poziom adrenaliny. Obserwuję dyskretnie pasażerów. Prawie nikogo nie interesują jadące studentki. Wiadomo, dziś zaczynają się Juwenalia. Dojeżdżamy do centrum, do słynnej na całą Polskę ulicy Piotrkowskiej. Wsiadło dużo za dużo ludzi. Robi się okropny tłok. Ja zaczynam panikować. Błagalnie patrzę na Agnieszkę stojącą tuż obok. Stoi zupełnie spokojna. Nagle jakiś facet gramoląc się na mnie przydeptuje moje palce uwięzione w pantofelku na szpilce. Ból straszny, mało nie krzyknęłam. Pan się szybko zreflektował i grzecznie przeprosił panienkę. Nic by w tym nie było dziwnego, gdyby nie to, że facet stał w odległości 30 cm, i dokładnie musiał widzieć mój profil. Pierwsza myśl – aż tak ślepy, czy aż tak głupi? Nie. Ja chyba naprawdę wyglądałam na tyle kobieco, że chyba nikt się nie mógł połapać co jest grane. Nawet całkiem elegancka kobieta stojąca prawie naprzeciwko mnie, patrzyła i nic.

Dojeżdżamy jeden przystanek dalej, do ulicy Kilińskiego. Agnieszka panicznie rzuca hasło: Dziewczyny wysiadamy! Kompletnie nie wiem co jej odbiło. Próbuję przecisnąć się przez tłum. Milczę. Nikogo nie przepraszam. Ale obciach! Wysiadłyśmy. Agnieszka mówi, że musimy wrócić się do Piotrkowskiej. Dziewczyny nie protestują. Ja nadal nie wiem o co tutaj chodzi. Idziemy. Staram się poruszać jak najbardziej kobieco, co przychodzi mi z trudem na nierównym chodniku i w dodatku w niezłym tłumie. Mam już tego dość! Co tej kretynce odbiło? Nie mogę ją o to zapytać. Prawie pędzimy. Już doszłyśmy do Piotrkowskiej, przechodzimy na drugą stronę skrzyżowania. Cała okolica wygląda jakby wszyscy mieszkańcy Łodzi wylegli nagle na ulice. Ludzi tłumy. Idziemy jeszcze kilka kroków. O nie, dziewczyny wchodzą do gabinetu kosmetycznego. Ja za nimi, przecież nie zostanę sama na ulicy. One jakby czekały na ten moment. Zanim zdążyłam się zorientować o co chodzi, było już za późno.

Agnieszka rozmówiła się z kosmetyczką, ja nie zdążyłam nawet ust otworzyć. Wylądowałam na fotelu. Obok stały dziewczyny. Teraz dopiero dotarło do mnie. Widziały na moich uszach delikatne blizny po kolczykach (efekt po Studniówce – swoją drogą kiedy i gdzie się zorientowały?). Postanowiły "zrobić mi przyjemność" i założyć kolczyki. Trwało to dosłownie kilka minut. I znów Iwona miała kolczyki. Widziałam jaką przyjemność sprawiłam dziewczynom. Stałam się dla nich jedną z nich. Ja też ochłonąwszy po tym zamieszaniu poczułam się lepiej i pewniej. W końcu w tamtych czasach faceci nie przekłuwali sobie uszu (jeżeli to tylko jedno, lewe), a ja miałam kolczyki – zupełnie jak kobieta.

Poszłyśmy na przystanek i wsiadłyśmy do 12. Jedziemy. Znów tłok. Obok mnie stoi teraz kobieta ok. 50-tki. Przygląda mi się uważnie. O, chyba coś jest nie tak. Iwona, zachowaj spokój. Wszystko będzie dobrze. Z pomocą przyszła Agnieszka. Zapytała o coś stojąca obok mnie kobietę. Nawiązały rozmowę. Nagle słyszę: "Panienki tak ślicznie dziś wyglądają, chyba na jakąś zabawę jadą". Jakby piorun we mnie strzelił. Pociemniało mi w oczach. "Ona ma mnie za dziewczynę" – przemknęło mi przez myśl. Delikatnie odwracam głowę w jej kierunku z lekkim uśmieszkiem w podzięce. Czuję tylko, że nie wiem dlaczego zaczynają mi dygotać łydki. "Iwona zachowaj spokój" – powtarzałam sobie ze sto razy. Nareszcie dojechałyśmy. Na osiedlu studenckim niezły tłum. A te wariatki zamiast iść prosto do akademika na imprezę idą pod estradę w największy tłum. O zgrozo! Tramwaj, to tramwaj. Co innego kilkaset młodych osób gęsto stojących obok siebie. I do tego ta koszmarna muzyka!

Wchodzimy w tłum. Nagle czuję jak jakaś łapa ląduje na moim tyłku. Aż zawrzało we mnie. Żeby nie ta ciasnota, palant dostałby w zęby i pokazał numer buta. Odwracam się dyskretnie. Obok mnie stoi bardzo przystojny, wysoki, dobrze zbudowany brunet i patrzy na mnie roziskrzonymi oczami. No nie! Tego już było za wiele! Zaczynam panikować. Jesteśmy w środku tłumu. Nie ma dokąd uciec. A ten facet zaczyna mnie delikatnie mówiąc "adorować". Stojąc za mną objął mnie ramionami. Zrobiło mi się gorąco. Myślę sobie, "co teraz będzie jak odkryje, że nie jestem tak do końca kobieta?"

Z opresji wybawiły mnie dziewczyny. Zauważyły co się święci. Szybki zwrot i wychodziłyśmy z tłumu. Ja mimowolnie spoglądam za siebie. I nagle żal i wielkie rozczarowanie. Mój adorator został w tłumie. A to dupek. A może nie odpowiadał mu zapach moich perfum?

Docieramy na imprezę. Konsternacja. Faceci zdębieli. Dziewczyny prawie w szoku. W chwilę potem otoczona zostałam przez ciasny krąg koleżanek. Chwaliły mój makijaż i strój. Zdziwienie natomiast wywołały kolczyki w moich uszach. Wtedy dopiero po raz pierwszy usłyszałam od jednej z koleżanek dość dziwne stwierdzenie: "ile to my kobiety musimy przecierpieć, żebyśmy wyglądały ładnie". Myślę sobie, że to jest swoiste motto.

Zabawa była dobra. Trochę w pokoju w akademiku, trochę odwiedzin u zaprzyjaźnionych znajomych i trochę dyskoteki. Miałam okazję poznać kilka nowych dziewczyn. To było bardzo dziwne. Lgnęły do mnie jak pszczoły do plastra miodu. Chyba z ciekawości. Po latach dopiero odkryłam, że facet z tak niecodziennym hobby jest nie tylko nie lada atrakcją na każdym przyjęciu, ale również w łóżku dziewczyny mają dodatkową podnietę (!).

Wszystko było dobrze. Z piątku na sobotę noc przebalowałyśmy. W sobotę wcześnie rano znów powrót do domu Agnieszki. Koszmar. W tramwaju prawie sam "element" powracający z libacji. Oczywiście nie mogło się obyć bez dotykania mojego tyłka. Jeden nawet w wyjątkowo chamski sposób złożył mi propozycję. Dziewczyny miały dziką radość. JA RACZEJ NIE !

Wreszcie dojechałyśmy. Po kolei wzięłyśmy prysznic i do łóżek spać. Potem pobudka o 14-tej. Ten sam rytuał co wczoraj. Tylko inny, delikatniejszy makijaż. Ubranko raczej normalne: bawełniana luźna bluzeczka (chyba nawet biała), dżinsowa spódniczka przed kolano, beżowe rajstopy, kurtka dżinsowa i wygodne czarne czółenka. Ale ulga po wczorajszym!

Stanęłam przed lustrem. Pełny odjazd. To było to. Do czarnulki taki strój idealnie pasował. Kilka dodatków i gotowe. Czułam się wyśmienicie. Kto próbował, ten wie!

Wyszłyśmy na ulicę. Idziemy na przystanek. Ludzie absolutnie nie zwracają na mnie uwagi. Jaka ulga.

W tramwaju dość luźno, ludzie bardziej zrelaksowani niż wczoraj – no przecież muszą sobie popatrzeć na studentki! (Pamiętam, że było mi dość ciepło z wrażenia).
Dojechałyśmy.

Na dzisiaj nasza grupa studencka zorganizowała zamkniętą imprezę p.t. "Wybory Miss". (*) Były nagrody: I - samochód VW Golf (tyle, że resorówka), II - prawdziwy tygrys (mały czarny kotek) i III - .... coś tam jeszcze, jako nagroda pocieszenia.

Były przeróżne konkurencje: erotyczne rozbieranie (głównie pokazanie uda lub ramienia), szpagat, namiętny pocałunek z "Dziadkiem" (to taki koleś, ostatnia oferma na roku) i dużo innych.

Przed wyborami przygotowania. Wiadomo przebieranko, makijaż. Dziewczyny wystąpiły w różnych strojach, były m.in.: zakonnica, ladacznica, sierotka Marysia, dziewczyna w ciąży, tancerka z kabaretu, no i ja "gwiazda pożal się Boże". Dziewczyny wymyśliły, że mam odegrać panienkę z dobrego domu. Taką wiecie, w długiej i wąskiej do kostek spódnicy, bluzeczce zapiętej na ostatni guzik i przyciasnym sweterku. (Hetery! Złośnice!)

Wszystko było dobrze do momentu erotycznego rozbierania się. Jak to zrobić w takim stroju? Myśl dziewczyno, myśl! No i wymyśliłam. Udało mi się w rytm tańca odsłonić nawet prawie całe udo. Dzisiaj chyba bym tego nie zrobiła!

Dalej było już tylko gorzej. Zróbcie szpagat w wąskiej spódnicy! No to kiecka w górę, tyłek na wierzchu i szpagat. Wszyscy ryczeli ze śmiechu. Ale szpagat zrobiłam do samej ziemi. Oczywiście kolesie musieli mnie podnosić.

Potem (tfu! tfu!) ten pioruński pocałunek. Mógłby się chociaż koleś ogolić! No jakoś poszło (czego się nie robi dla dobrej zabawy).

Niestety nie dostałam nagrody. A szkoda. Mogli nagrodzić chociaż moją odwagę.

Po wyborach totalna impreza i powrót do domu Agnieszki. Tylko tym razem miałam strój z wyborów i buty na obcasie 8 czy 9 cm. Srodze cierpiałam. Całe szczęście, że Aga miała dużą nogę, chyba rozmiar 40 albo 41 (Aga! chwała ci za to, inaczej szła by sobie nieboraczka boso przez całe miasto).

Trzeciego dnia Juwenaliów (niedziela) pojechałyśmy już na całkowitym luzie. Ja miałam na sobie dżinsową spódniczkę przed kolana, beżowe rajstopy, białą bluzkę z krótkim rękawkiem i czółenka na płaskim obcasie (jaka ulga dla nóg).

Przejazd – zupełny luz. Imprezy coś cienkie. Słyszymy, w "Balbinie" (akademik filologii) jest niezły ubaw. Idziemy. Dziewczyny znały kogoś z polonistyki. Wchodzimy do pokoju, a tam kilka par. O, szok! Trochę więcej dziewczyn niż chłopaków. Mam chyba pietra. One wyglądają niesamowicie.

Ewa - brunetka 175 cm, bardzo szczupła i bardzo zgrabna. Gośka – 170 cm, blondynka o zielonych oczach. Wygląd intelektualistki. Druga Gośka – jakieś 180 cm, ciemny blond. No i ona. Ta niesamowita dziewczyna, ta która tego faceta (tą moją drugą połowę) później okręcała sobie wokół palca, robiła mu psikusy, napinała jego cierpliwość, aż zrobiła coś, poczym ten mój facet zamknął się na dwa tygodnie w domu, nic nie robił, nawet się nie ogolił (już myślałam, że sobie coś złego zrobi ze zgryzoty!).

Ona, czyli Dorota. Piękna, długowłosa, średni blond, włos lekko kręcony i rozwiany (zawsze jak rozwiany) z grzywką zakrywającą 1/3 twarzy. Oczy niebieskoszare – rzadko spotykany kolor. Twarz prawie nastolatki, aczkolwiek rysy dość poważne, dojrzałem kobiety. Wzrost jakieś 175 cm. Ciałko zgrabne, proporcjonalnej budowy. Chód modelki. Bestia!

We mnie jakby piorun strzelił! Skamieniałam. Ten widok mnie poraził! Ta moja druga połowa zapragnęła ją mieć! Tylko... Ooo! Przecież wyglądam jak kobieta! Dziś już nie pamiętam, jaka była moja dalsza reakcja. Pewnie gotowa byłam uciec stamtąd jak najdalej. Nie zdążyłam! Koleżanki zadbały o mnie i nim zdążyłam ochłonąć zostałam po kolei przedstawiona towarzystwu.

Milczałam. Oni mnie onieśmielali. Zwłaszcza Dorota. Ona od razu zorientowała się co jest grane i zaczęła się śmiać. To był już koniec! Musiało się coś załamać we mnie. Doprawdy opadłam z sił.

Było tam też trzech czy czterech studentów medycyny z Wojskowej Akademii Medycznej. Posadzono mnie natychmiast między nimi. Naprzeciwko siedziała ona, Dorota. Patrzyła wciąż na mnie, a w jej spojrzeniu widziałam smutek. Nie rozumiałam, dlaczego jest smutna. Potem się dowiedziałam.

Akcja się rozwinęła. Faceci udawali że jestem kobietą i ja próbowałam ją "parodiować". Jeden z nich zabrał mnie na dyskotekę. Ubaw, jak nie wiem co!!! Gdybym chciała opisać wszystko, co się zdarzyło tamtego dnia, musiała bym napisać dodatkowo kilka stron.

Najważniejsze, że w trakcie imprezy to Dorota pierwsza podeszła do mnie i rozpoczęła rozmowę.

Potem często odwiedzałam ją w akademiku. Zawsze były kwiaty, ciastka. Z czasem nasz związek rozwinął się i było naprawdę wspaniale. Byliśmy dość długo razem. Ona lubiła seks (Pamiętam, jak kiedyś bawiąc się w łóżku z kostką lodu nagle wylądowaliśmy oboje na podłodze – to było dla mnie zaskoczenie – ona lewitowała czy co?). Bardzo lubiła kochać się z facetem, kiedy był przebrany w damskie ciuszki. To ją dodatkowo podniecało.

Jej tajemniczy smutek polegał na tym, że większość facetów widziało w niej tak naprawdę tylko powłokę zewnętrzną. Ci wartościowi faceci byli nią onieśmieleni. Ze mną musiała się czuć dobrze. Ze mną mogła rozmawiać, spędzać wspólnie czas, nie musiała się niczego obawiać. To ona tak naprawdę decydowała w naszym związku (może kiedyś i tym napiszę).

I wyobraźcie sobie, po latach w 2001r. ta oferma, ten facet, ta moja druga połowa, załatwiając jakieś sprawy służbowe w sztabie w Łodzi (oczywiście wystrojony w mundur z mocno sfatygowanym bordowym naleśnikiem na głowie) spotyka ją przypadkowo. Chciał wsiąść do tramwaju, drzwi się otwierają i piękna kobieta zawadzając widocznie obcasem buta o stopień zwala się w jego objęcia. Poznał ją od razu.

"Niech Pani Dorotka uważa, bo sobie jeszcze nóżki połamie" – powiedział żartobliwie. Ona spojrzała – te iskry w oczach – oczywiście że też poznała. Paradowali sobie potem prawie przez pół Piotrkowskiej pod rękę, wzbudzając nie lada sensację: ona bardzo elegancka "business woman" a on "maczek prosto z poligonu". Przesiedzieli całe popołudnie w kawiarni "Hortex" pijąc kawę i wspominając przeszłość. I ten oferma nawet nie wykorzystał takiej okazji, żeby z Dorotą wznowić znajomość!

A ona? No cóż. Jak kiedyś. Prawie się nie zmieniła. Ubiera się tylko zdecydowanie kobieco. Nie tak jak dawniej dżinsy i styl sportowy. (A swoją drogą, ciekawe co się kryje w szafie takiej kobiety?)

No ale dość tego wracam do tematu.
Zabawa trwała do piątej rano w poniedziałek. Potem powrót tramwajem. W tramwaju jadą ludzie do fabryki na pierwszą zmianę. Dokładnie nas lustrują. Jest fajnie. Jestem całkowicie zrelaksowana. Zadowolona ze swojego występu. Wtem jedna z pań (życzliwa zołza) zwraca mi uwagę, że poleciało mi oczko z tyłu rajstop. SZOK ! Krew nagle uderzyła mi do głowy. Chyba się zarumieniłam na ładnie, dziewczęco umalowanej twarzy.

Taki był finał kolejnego oficjalnego występu Iwony. A to dopiero początki zabawy.

Opisane powyżej zdarzenia są autentyczne, jak i osoby w nim wymienione. Jedyna zmiana, to czas akcji "Wyborów Miss". Faktycznie odbyły się pół roku później. Zmianę dokonałam celowo ze względu na wyjątkowo nudny drugi dzień Juwenaliów; nic ciekawego się nie zdarzyło, no może z wyjątkiem kilku drobnych obciachów i wpadek oraz oczywiście narąbanych kolesiów. Myślę, że wybaczycie mi dokonaną "kompilację".

Ciąg dalszy moich przygód z młodości ... nastąpi.

IWONA

Opublikowane przez:
iw65 - Iwona Szalony
iw65




Do artykułu dodano 9 komentarzy. Pokaż komentarze.



Powrót do: Wspomnienia Iwony

Logowanie
Nick:
Hasło:

Ankieta
Czy uzyskałeś pomoc od organizacji LGBT ?
Trans-Fuzja
Tęczówka
Lambda
KPH
innej organizacji
nie otrzymałem/am pomocy
nie szukałem/am pomocy
Skomentuj

Wyniki ankiet
Użytkownicy
Zarejestrowanych: 8473
On line: 34
Zalogowani: milenacross
Wyszukiwanie
Myśl na tę chwilę
Żyjemy w epoce, która za dużo czyta, by mogła być mądra, i za dużo myśli, by mogła być piękna
Oscar Wilde

Skórka
Organizacje i grupy LGBT


sekcja dla całego środowiska Trans

całe środowisko Trans


głównie Les/Gay

Zaprzyjaźnione strony

Crossdressing ogłoszenia



Trans randki
Trans rande
Transgender dating
Copyright (c) 2004-2015 by crossdressing.pl