close

Informacja dotycząca plików cookies
Informujemy, że używamy informacji zapisanych na urządzeniach końcowych użytkowników przy pomocy plików cookies, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Korzystanie z naszego serwisu internetowego oznacza, że użytkownik wyraża zgodę na ich zapisywanie. Zgadzam się, nie pokazuj więcej tej informacji
Szczegóły polityki cookie

 Sobota, 2020-01-25

  Najstarszy w Polsce portal o crossdressingu i transpłciowości
  Istniejemy od 2004 roku

  Ilość odwiedzin: 8363087, ilość odsłon: 65567785
Na skróty
 Familia
 Forum
 Co nowego na forum
 Blog
 Video
 Księga gości
Menu
Strona główna

Ogłoszenia

Aktualności

Nowości w portalu
Nasze projekty
Bieżące wydarzenia
Imprezy i spotkania
Kalendarz spotkań
Od redakcji
Listy do redakcji
Najpopularniejsze

Transpłciowość

Pojęcia
Identyfikacja
Terapia
Pomoc
Przeciw transfobii

Magazyn

Z kraju i ze świata
Zjawiska
Sławni transi
Na granicy płci
Miej świadomość
Prawo
Religia
Moda
Plusy / minusy
Ciekawostki
Na luzie

My i nasi bliscy

LadyLike
Żyć z „nią”
Ja i mój związek

Kultura

Prasa
Teatr
Filmy
Literatura
Grafika
Piosenki

Kawiarenka

Przemyślenia
Moja wielka przygoda
Mój pierwszy raz...
A to ja właśnie...
Transowe przygody
Moje przygody z Anną
Pamiętnik Alex
Wspomnienia Iwony
Opowiadania
Felietony w szpilkach
Biuta Bino

Transformacje

Dbamy o ciało
Makijaż - porady
Ubiór
Włosy i peruki
Dodatki
Tips & tricks
Jak oni to robią!
Makijaż – kurs
Z pomocą medycyny

Poradnik

Przewodnik
Rozmiary
Ciekawy produkt

Katalog

Nasze profile
Specjalnie dla nas
Miejsca i Kluby
Polecamy sklepy
Linki
Pliki do pobrania
Programy

Kontakt

Redakcja
Księga gości
Użytkownicy
Nasza mapa
Najnowsze artykuły
Wiosenne Plenerowe Trans Party 2020 (4263)
2020.01.28 Katowice. Dyżur psychologa ODWOŁANY (844)
2020.01.21 Katowice. Wtorkowe pogaduchy przy kawie (45821)
2020.01.14 Katowice. Dyżur psychologa (45148)
Sylwester 2019/2020 w Tęczówce (6901)
„Casa Valentina” w Och-Teatr (15615)
2019.10.12 Katowice - Trans Wieczorek w Tęczówce (69766)
Sobota nad morzem. (22265)
Oczami Nowicjuszki (26646)
Do trzech razy sztuka czyli ... (27083)
...więcej...
Najczęściej czytane artykuły
Wymiary... idealne (730718)
Tucking&taping, czyli jak pozbyć się wypukłości w kroczu (627085)
Strony prywatne (397502)
Fryzura i makijaż, a kształt twarzy (347741)
Zakupy za granicą (315446)
Wiązanie krawata (292385)
Jak zrobić samemu udane zdjęcia? (256985)
Jaka fryzura? (256717)
Zakupy w Polsce (248596)
Zestawienie rozmiarów obuwia (242740)
...więcej...

Powrót do: Opowiadania

39 i ćwierć- Część druga
Liczba wyświetleń: 9014


W skrócie:"- Pan chce to eeeyyymmm ... nosić ? – ekspedientka miała oczy wielkości spodków od filiżanki." Czyli druga część opowieści Ady. Zapraszamy do czytania i komentowania,

Do artykułu dodano 14 komentarzy. Pokaż komentarze.
Kilka dni później sprzedałyśmy dzieciaki dziadkom i ruszyłyśmy na łowy po lumpexach. Na celowniku było przebranie dla Kasi o Adzie nie myślałyśmy wcale, w końcu szafa Ady była pełniutka, tylko wybierać i przebierać. Tunikę w stylu Etno z luźnymi rękawami znalazłyśmy już w pierwszym szmateksie. Była śliczna, białe tło szczelnie wypełniały orientalne wzory w kolorze indygo, pomyślałam, że idealnie będzie się komponować z dżinsami to też dżinsów dzwonów szukałyśmy. Jak się okazało nie było to takie proste jak w przypadku tuniki, z lumpeksu na lumpeks Kasia szukała i przymierzała, ja chodziłam pomiędzy regałami szukając przy okazji czegoś dla siebie. Moją uwagę przykuł wystający ze sterty ciuchów upchanych ciasno na wieszaku krótki rękawek w modnym wówczas brązowym kolorze. Wciągnęłam samotny ciuszek, moim oczom ukazała się brązowa tunika w malowane plamami turkusu, beżu i oberżyny różami. Ale zaraz nie… dół okazał się być zaprasowany, rozwinęłam , teraz była to śliczna jedwabna sukienka, jedwab co prawda był sztuczny ale przecież ewentualna właścicielka, też nie jest do końca prawdziwa. Sukienka sprawiała wrażenie malutkiej, dlatego drżącymi rękoma odszukałam zaszytą po lewej wewnętrznej stronie metkę, yes yes yes czterdziestka.

Odszukałam Kasię, ta w towarzystwie ekspedientki składała znalezione spodnie. Z uśmiechem na twarzy prezentowałam swoje znalezisko.

- Przecież ty w to nie wejdziesz – dołowała mnie Katarzyna.
- Pan chce to eeeyyymmm ... nosić ? – ekspedientka miała oczy wielkości spodków od filiżanki.
- Pani też uważa, że nie wejdę?
- No nie, no może … może Pan przecież przymierzyć…

Rozejrzałam się po sklepie, nie wzbudziłyśmy specjalnego zainteresowania, więc ochoczo wparowałam do przymierzalni. Zanim byłam gotowa do zapięcia zamka Kasia wytłumaczyła zszokowanej dziewczynie, że to tylko na przebieranego sylwestra. Kiedy wychodziłyśmy z przymierzalni ekspedientka zaproponowała:

- Mam dla Pana coś jeszcze – mówiła wyjmując z szuflady perukę, w kolorze platynowego blondu, tleniącego myszowatą podstawę.

Przymierzyłam od razu, nawet bez czesania te włosy mi pasowały, długością i fryzurą, poza tym sądząc na oko po wadze i gęstości peruki nie była to chińska tandeta. Zakupiony za niewielkie pieniądze towar dostałyśmy zapakowany w reklamówkę i wręczony ze słowami:

- Miłej zabawy, kurcze jak ja chciałabym was zobaczyć…
- Niestety wszystkie miejsca zajęte, ale dziękujemy i wzajemnie życzymy udanego sylwestra.

Zgodnie uznałyśmy, że nie wytrzymamy i trzeba zakupy natychmiast przymierzyć. W dziwnie pustym, bez naszych szkrabów domu natychmiast każda z nas zabrała się za swoje ciuchy. Tunika Kasi faktycznie pasowała idealnie z dżinsami a w komplecie z jej długimi skręconymi w drobną falkę włosami wyglądała zjawiskowo. Dżinsy były ciut za długie, pomogło założenie szpilek. Mimo wszystko czegoś mi brakowało… znalazłam szybko opaskę na uszy żony, złożyłam ją na pół, aby była cieńsza i założyłam jej na głowę. Patrzyła na mnie śliczna dziewczyna jakby żywcem wyjęta z początku lat 70 tych. Miała być chłopakiem, ale jakoś nie pasowała do wizerunku chłopaka, kurcze no może jak będzie bez makijażu…

Kolej na mnie, szybciutko wbiłam się w stanik, poprawiając przy okazji namiastkę piersi, jakich się dorobiłam eksperymentując z różnej maści specyfikami na feminizację. Na wydechu włożyłam sukienkę, do tego czarne szpilki i świeżutko nabytą perukę. Kasia poprawiła fryzurkę, byłam gotowa, aby spojrzeć w lustro. Z lustra patrzyła na mnie dojrzała kobieta o zgrabnej figurze, nogi zasłonięte do połowy uda prezentowały się perfekcyjnie, były gładko ogolone. Półkolisty dekolt odsłaniał wyraźnie zaznaczone, choć w sumie nie duże piersi. Przeszycie i marszczenie pod biustem idealnie podkreślało smukła figurę, brak szerokich bioder rekompensowały uwydatnione zalotnie pośladki, marszczone górą rękawki maskowały nieco szersze ramiona i bicepsy. WOW powiedziałabym, gdybym tylko mogła oddychać.

- Nieźle wyglądasz maleńka – pochwaliła mnie Kasia.
- Było by super, gdybym mogła oddychać odpowiedziałam.
- Odwróć się, tu z tyłu są zaszewki, ściągaj kieckę rozprujemy je.

Po rozpruciu zaszewek mogłam swobodnie oddychać, ale na plecach sukienka brzydko się marszczyła, wręcz zwisała.

- Możesz to poprawić? –spytałam.
- Takie rzeczy tylko u krawca skwitowała Kasia.

No tak wizyta u krawca en femme przerażała mnie bardzo, z drugiej strony sukienka podobała mi się na tyle, że nie mogłam odpuścić. Następnego dnia zameldowałyśmy się w znajdującym się w naszym biurowcu zakładzie krawieckim. Był to ciasny pokoik na pierwszym piętrze. Kasia wytłumaczyła w kilku słowach, w czym rzecz. Pani krawcowa obejrzała sukienkę i wręczyła mi ze słowami:

- Proszę założyć, za kotarą może się pan przebrać.

Kasia wręczyła mi stanik, który w przymierzalni szybko założyłam, poprawiając oczywiście piersi. Poprosiłam o pomoc, przy suwaku i za chwilę stałam przed krawcową…

- No nieźle … - stwierdziła krawcowa zaglądając mi w dekolt i patrząc nieco spode łba na moje ogolone nogi, - gdyby jeszcze nie te skarpetki…. – poczerwieniałam - proszę się odwrócić.

Odwróciłam się posłusznie, krawcowa upięła nowe zaszewki szpilkami i zaznaczyła coś na materiale mydełkiem.

- Zostawię troszkę miejsca na brzuchu, żeby mógł się pan dobrze najeść.
- Nie trzeba, dbam o linię.
- To akurat widzę, - mówiąc to zdjęła z karku centymetr i zmierzyła mnie w talii – 78 cm, nie jedną dziewczynę na tej imprezie wpędzi pan w kompleksy.

Czerwień moich policzków zrobiła się jeszcze bardziej intensywna. Z ulga przyjęłam komendę do zmiany ubrania. Umówiłyśmy termin odbioru ciuszka i z ulgą opuściłyśmy zakład.

Prezentowałam później mój zestaw uzupełniony o turkusowo błękitne rajstopy 40 DEN kilku koleżankom i kuzynkom. Bardziej z własnej próżności, bo łasa jestem na komplementy jak każda dziewczyna, niż z zaspokojenia ich ciekawości. Odliczałam w myślach dni do upragnionego sylwestra, zupełnie nie czując atmosfery świąt, gdy nagle tuż przed nimi gruchnęła wieść. CHŁOPAKI WYMIĘKAJĄ, nie pójdą na imprezę w sukienkach.

Wieść ta wprowadziła mnie w ponury nastrój, nieco tylko poprawiony dzięki świętom Bożego Narodzenia. Tematem zastępczym imprezy okazał się PRL. Co… krzyczałam w myślach, PRL co oni mogą wiedzieć o PRL-u, większość z nich była w wieku mojej młodszej o 9 lat żony. W PRLu kończyli przedszkola. Na szybko kupiliśmy zestaw zastępczy, składający się z damskich sztruksowych dzwonów i całkiem ładnej białej koszuli w niewielkie ciemnowiśniowe kwiatki. Do tego peruka, której nie mogłam sobie odmówić i moje szczęśliwe, różowe najelastyczniejsze figi, znakomite do tuckingu .

W sylwestra poprosiłam Kasię o wyprasowanie sukienki, to jedna z nielicznych damskich czynności, które nie bardzo mi wychodzą, powiesiłam ją smutno na krześle w kuchni. Umówieni byliśmy z Agatą i Czarkiem, że pojedziemy jednym autem, mieli nocować u rodziców, którzy mieszkają niedaleko od nas. Liczyłam po cichu, że Agata będzie mnie namawiać żeby zabrać kieckę na imprezę i przebrać się kiedy atmosfera się nieco rozluźni, ale nic takiego się nie stało. Droga na miejsce zajęła około 20 minut, zaparkowałam samochód przed salą, która okazała się być przerobionym budynkiem gospodarczym o wielkości naszego domku. Parking był luźny, nie było jeszcze kompletu gości, mogliśmy wybrać sobie dowolne miejsca, wybraliśmy te blisko Beaty i Darka.

Beata byłą wyraźnie zawiedziona moim widokiem w spodniach:

- Wiesz – zwróciła się do siedzącej obok koleżanki – Adam chyba jako jedyny z ekipy był w 100% gotowy na imprezę.
- No coś ty masz przebranie, wziąłeś ze sobą – podnieciła się koleżanka. - Wisi na krześle w kuchni – odezwała się Agata, Beata jej wtórowała:
- Wymiękł jak reszta facetów, tacy są twardzi a boją się sukienki.

Ja wymiękł no tu zagrały na czułej nucie.

- Jestem tak pewny swojej męskości, że stać mnie na to by być kobietą – cytowałam zasłyszaną sentencję – jeśli koniecznie chcecie zaraz mogę przywieźć swoją sukienkę – tu spojrzałem na Kasię ta tylko kiwnęła głową.

Chwilkę później już pędziłam do domu, miałam plan, nie zamierzałam po prostu przywieźć sukienki. Zwolniłam troszkę przy stojącym na parkingu radiowozie, po kilku kilometrach byłam w domu. Szybko zdjęłam koszulę i spodnie, figi były na miejscu, mój mały przyjaciel wraz z koleżankami kulkami również. Szybko wciągnęłam rajstopy i założyłam staniczek, jeszcze buty, są, po zdjęciu peruki byłam gotowa na szybki make up . Nałożyłam fluid na gładko ogoloną twarz, nie było źle zarost przykryty. Kilka pociągnięć maskary i rzęsiska gotowe, lekko różowa szminka i róż na policzkach były uzupełnieniem całości. Nie był to makijaż sylwestrowy ale na nic więcej nie starczyło mi czasu i umiejętności. Teraz sukienka, zamek zapięłam, przy użyciu własnego patentu – smyczy od identyfikatora z jakiegoś szkolenia. Jest nieźle tylko popraw jeszcze cycki. Peruka była za chwilkę na miejscu, szybkie przeciągnięcie szczotką i byłam prawie ładna. No właśnie prawie, a paznokcie, bez lakieru, a biżuteria, posmutniałam. Zaraz przecież ja mam kolczyki, nie miałam co prawda przekłutych uszu, ale dostałam kiedyś od perełki dwie ozdoby do nosa. Przypominały małe kolczyki, na druciku w kształcie litery „U” z jednej strony zamocowane był malutki kwiatek ze środkiem z kolorowego szlifowanego kryształka, drugi koniec drucika był lekko spłaszczony. Po zaciśnięciu na płatku ucha wyglądały bardzo realistycznie. Malowanie paznokci sobie odpuściłam, nie było czasu. Z szafy żonki pożyczyłam kuse beżowe futerko. Szukałam jeszcze torebki, ale w pośpiechu nie mogłam nic znaleźć, szminkę, maskarę i fluid wcisnęłam więc do kieszeni futerka. Gotowa do boju wyszłam z domu do samochodu.

Lekki mróz docierał przez mgiełkę rajstop do skóry na nogach, stukanie obcasów było melodią dla moich uszu. Zajęłam miejsce kierowcy i ruszyłam w drogę powrotną. Liczyłam po cichutku, że mijani niedawno policjanci mnie zatrzymają i będzie jeszcze więcej adrenaliny, układałam nawet dialog i szukałam odpowiedzi na ewentualne pytania, ale nic takiego się nie stało. Kiedy dotarłam na miejsce parking przed sala był pełny. Z domu, który był połączony parkingiem wyszedł mężczyzna około 60-tki, podszedł do mnie i grzecznie poprosił:

- Proszę wjechać druga bramą, od strony sadu, tam jest więcej miejsca.

I to wszystko? Pomyślałam zdegustowana, żadne proszę pani, panienko, młoda damo. Grzecznie wjechałam z drugiej strony budynku, zaparkowałam samochód na uboczu i udałam się w stronę sali. Nie było to wcale łatwe, rozjechane kołami błoto zamarzło tworząc nierówną powierzchnię, pokonywałam ją raźnie na moich 10 cm szpilkach pomniejszonych półtora centymetrowa platformą. Nim dotarłam do wejścia obmyśliłam wytłumaczenie dla przebrania, jestem Marysia z filmu „Poszukiwany, poszukiwana” – to w końcu sam środek PRLu był, co nie?

Stoły na sali były suto zastawione, goście kończyli właśnie rosół i nikt nie zauważył mojego wejścia. Podeszłam do swojego miejsca przeciskając się pomiędzy krzesłami i ścianą. Zanim usiadłam spytałam Kasi:

- Smakuje?
Ta spojrzała na mnie znad talerza.
- Miałeś tylko przywieźć sukienkę.
- Pomyślałem, że jak przywiozę to nie będę miał odwagi na przebranie.

Chyba dopiero w tym momencie reszta towarzystwa zorientowała się jak jestem ubrana, bo nagle buźki im rozpromieniały i zasypali mnie setką komentarzy, że och i ach i w ogóle. Tylko Beata popatrzyła na mnie i rzeczowo stwierdziła:

- Sama się malowałeś? Zjedz coś i pójdziemy do toalety trzeba to i owo poprawić.

No tak, artystka makijarzystka ze mnie, że hej, pomyślałam zastanawiając się czy jest aż tak źle. Goście kończyli obiad i zabierali się za wystawiona na stoły „Żytnią”, a ja z Beata udałyśmy się do koedukacyjnej toalety. Po drodze obejrzałam sobie uczestników imprezy, Panków i Pankówy, stylizowane na wokalistki disco dziewczyny z nastroszonymi piórami w leginsach z lycry, panów w kolorowych koszulach, marynarkach itd. itp. Całe to barwne towarzystwo za nic nie przypominało mi szarego PRLu który ja pamiętałam. W toalecie Beata poprawiła mi w miarę posiadanego sprzętu co tylko można było na mojej twarzy, pędzelkiem od błyszczyka i moja szminką kontur ust, kredką kreskę nad i pod okiem oraz lekko rozjaśnione fluidem brwi. Na cienie do powiek nie mogłam liczyć, zresztą przy mojej opadającej powiece i tak nie wiele było by widać. Popatrzyłam w lustro i uśmiechnęłam się.

- Od razu lepiej- skwitowała Beata.

Wróciłyśmy na swoje miejsca, tym razem czułam wyraźnie na sobie spojrzenia zaciekawionych gości. W naszej części stołu również rozpoczęła się konsumpcja „Żytniej” i trwała ożywiona rozmowa, oczywiście na mój temat. Dyskutowaliśmy tak przez kilka toastów, przy moim biernym jako kierowcy udziale w konsumpcji. Przerwał nam Pikuś zapraszając na parkiet. Chłopak występował w roli kierownika ośrodka i trzeba mu przyznać, że postarał się bardzo. Jego garnitur wyjęty z szafy ojca nie był aż tak kolorowy, koszula i krawat też na pewno pochodziły z epoki. Całość uzupełnił zapuszczonymi do zaczesania w przedziałek włosami, bakami i wąsem, normalnie KaOwiec.

Ruszyliśmy zatem ochoczo do tańca, widok tańczących razem dziewczyn, z których jedna wyraźnie górowała wzrostem ponad przeciętną zwrócił uwagę gawiedzi. Byłyśmy odwiedzane na parkiecie i przy stole nader często. Do tego stopnia często, że najpierw mnie to znudziło a później zaczęło irytować. Uśmiechanie się, opowiadanie o zakupach i Marysi tej od państwa itp. Po raz n-ty straciło na atrakcyjności. Żałowałam, że nie wzięłam mikrofonu tuż po Pikusiu i wszem i wobec nie przedstawiłam niewątpliwej atrakcji autobusu. Czułam się wtedy, jak rzadka małpa w zoo. Na szczęście temat przycichł, spowszedniał i mogliśmy zająć się tylko sobą w naszym wąskim gronie. Zrewanżowałam się wtedy Beacie, wyciągając zesztywniałą dziewczynę na parkiet i tłumacząc, że impreza w Kole Gospodyń Wiejskich to nie poziom tańca z gwiazdami i nikt na plączące się nogi nie będzie patrzył. Po trzech kawałkach w tym samym rytmie na 3 załapała wiejskie podrygi.

Nieuchronnie zbliżała się północ a ja coraz bardziej żałowałam błędu nowicjuszki, nie wzięłam butów na zmianę. Palce coraz bardziej mnie bolały i przypominały o braku doświadczenia. Z obawą przyjęłam zaproszenie do wyjścia na zewnątrz mając na uwadze zamarznięte błoto. Okazało się, że nie było aż tak źle, mróz nieco znieczulił stopy i nierówności nie były aż takie straszne. Strzeliły korki szampana i składaliśmy sobie wzajemnie życzenia. Fajerwerki przypomniały mi o zestawie rakiet w bagażniku samochodu, stał tuż obok, wzięłam pusta butelkę po szampanie i podeszłam do auta.

Wyciągnęłam z zestawu 3 największe rakiety, na więcej nie miałam ochoty. Dwie pierwsze wystartowały znakomicie, mnie znakomicie kucało się z gracją składając kolana do siebie, dały wspaniałe pióropusze rozświetlając niebo na znacznej powierzchni. Trzecia wypaliła lont i nie wystartowała sycząc złowrogo. „O k…. samochód”, nie wiem czy krzyknęłam, czy tylko pomyślałam, ale już widziałam oczami wyobraźni zeszłoroczny nabytek spalony od rakiety. Chwyciłam listewkę rakiety z zamiarem odrzucenia, rozległo się BUUUMM!!! A później nastała cisza, a raczej przeciągły pisk i dziwne uczucie zalgnięcia w uszach. Bałam się spojrzeć na ręce, znałam uczucie, kiedy ból jest tak silny, że go nie czuć. Ręce były jednak całe, w prawej trzymałam listewkę z pozostałością rakiety. Spojrzałam w prawo Kasia biegła w moim kierunku. Tak na SOR-ze będą mieli niezły ubaw, jak im transa w pełnym rynsztunku przywiozą. Kasia mówiła coś do mnie, ale nic nie słyszałam. Obejrzałam się w dużym lusterku samochodu, nie było źle, raczej wszystko na miejscu. Kasia poprawiła mi palcami zmierzwioną fryzurę i wróciliśmy na salę.

Do końca imprezy nie wydarzyło się już nic ciekawego. No może poza kilkoma wizytami z pytaniem czy wszystko w porządku? Oraz epitetem „pedale” ze strony jakiegoś pijanego siuśmajta, na tyle pijanego, że więcej go na imprezie nie zobaczyłam. Żałuję tylko, że większość przesiedziałam, zamiast bawić się z żona na parkiecie, palce i stopy bolały strasznie, po powrocie do domu były sine. Patrząc jednak na całokształt debiut zaliczam do wyjątkowo szczęśliwych i udanych, lubię go wspominać patrząc na moja małą czarną – nieeee brązową jest brązowa.

CDN.

Opublikowane przez:

Ada75

E-mail widoczny tylko dla zalogowanych



Do artykułu dodano 14 komentarzy. Pokaż komentarze.



Powrót do: Opowiadania

Logowanie
Nick:
Hasło:

Ankieta
Czy uzyskałeś pomoc od organizacji LGBT ?
Trans-Fuzja
Tęczówka
Lambda
KPH
innej organizacji
nie otrzymałem/am pomocy
nie szukałem/am pomocy
Skomentuj

Wyniki ankiet
Użytkownicy
Zarejestrowanych: 8476
On line: 40
Zalogowani:
Wyszukiwanie
Myśl na tę chwilę
Kobiety istnieją po to, aby je kochać, a nie, aby je rozumieć. Oscar Wilde
Skórka
Organizacje i grupy LGBT


sekcja dla całego środowiska Trans

całe środowisko Trans


głównie Les/Gay

Zaprzyjaźnione strony

Crossdressing ogłoszenia



Trans randki
Trans rande
Transgender dating
Copyright (c) 2004-2015 by crossdressing.pl